fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Czy dowiemy się, jak zginął Sikorski

Nieformalne spotkanie w ogrodzie Downing Street nr 10 w Londynie: brytyjski minister spraw zagranicznych lord Edward Halifax, polski premier i Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski, premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill oraz szef polskiej dyplomacji August Zaleski
AP
Śmierć Władysława Sikorskiego w Gibraltarze to jedna z największych tajemnic II wojny światowej. Dzisiejsza ekshumacja zwłok naczelnego wodza w Krakowie może nas znacznie przybliżyć do jej wyjaśnienia
Trumna ze szczątkami gen. Sikorskiego ma zostać wydobyta z krypty św. Leonarda na Wawelu dziś rano – 15 lat po tym, gdy Brytyjczycy zwrócili jego ciało Polsce. Do ekshumacji ma dojść dopiero teraz, choć lansowana przez dziesięciolecia wersja wydarzeń, że generał zginął w katastrofie lotniczej, od dłuższego czasu jest w przekonujący sposób podważana.
Władze państwowe i kościelne wyraziły wreszcie zgodę na sekcję zwłok Władysława Sikorskiego. Nie oznacza to jednak, że już za kilka tygodni, gdy poznamy wyniki badań, będziemy mieli pełną wiedzę o tym, co 4 lipca 1943 roku wydarzyło się w Gibraltarze. Wszystko zależy bowiem od tego, co naukowcy znajdą w trumnie.
Niewykluczone, że zaledwie jedno badanie – kodu genetycznego DNA – spowoduje, że dalsze testy będą bezzasadne. Według jednej z teorii w trumnie przekazanej Polsce przez Brytyjczyków we wrześniu 1993 roku znajduje się bowiem ciało innego mężczyzny. W ten sposób Londyn, który mógł przewidzieć, że Polacy prędzej czy później przeprowadzą sekcję, miał się zabezpieczyć przed wykryciem prawdziwej przyczyny śmierci polskiego premiera.
[srodtytul]Kule czy sznur[/srodtytul]
Jeżeli w trumnie rzeczywiście leży Sikorski, najważniejszy będzie stan zachowania zwłok. Według relacji osób, które 15 lat temu brały udział w przekładaniu ciała generała z jednej trumny do drugiej, były one częściowo zmumifikowane. Przełożenie ich i 15 lat przechowywania w innych warunkach mogło to jednak diametralnie zmienić.
Jeżeli zachował się tylko szkielet, badacze będą mogli sprawdzić jedynie uszkodzenia tkanki kostnej. A więc na przykład złamania kończyn lub pęknięcie czaszki, których Sikorski – lub jego ciało – mógł doznać, gdy samolot spadł do wody. Sam szkielet wystarczy również w przypadku, gdyby generał został zastrzelony i kule naruszyły kości.
Jeżeli jednak Sikorski został otruty lub uduszony, brak organów wewnętrznych i innych tkanek miękkich uniemożliwi wykrycie przyczyny zgonu. Niemożliwe będzie również ustalenie kolejności zdarzeń: tego, czy generał poniósł śmierć jeszcze przed startem, a katastrofa samolotu była tylko upozorowana.
Tak twierdzi m.in. krakowski badacz Tadeusz Kisielewski, który w książce „Zamach” stawia tezę, że mordercy dostali się na pokład samolotu Liberator, gdy ten odkołował na pogrążony w ciemnościach koniec pasa startowego. Zamachowcy mieli zastrzelić wszystkich obecnych na pokładzie i błyskawicznie opuścić maszynę, która następnie została posadzona na wodzie przez zamieszanego w spisek czeskiego pilota Eduarda Prchala (jedynego, który przeżył katastrofę).
Historyk Dariusz Baliszewski – który sprawę bada od dziesięcioleci – również uważa, że Sikorski nie żył już, gdy liberator startował z lotniska. Przypuszcza jednak, że generał został zabity jeszcze w pałacu gubernatora Gibraltaru. Zabójca miał go udusić podczas snu. Wersję tę uprawdopodobnia fakt, że Sikorski został wyłowiony z morza i pochowany w bieliźnie, a także zeznania świadków, którzy twierdzili, że miał „brązową twarz”.
[wyimek]Według jednej z teorii w trumnie przekazanej przez Brytyjczyków znajduje się ciało innego mężczyzny[/wyimek]
Wcześniejsze przypuszczenia, że być może zamachowcy zablokowali stery samolotu, wywołując katastrofę lotniczą, dziś wydają się już mało prawdopodobne. W 1992 roku wybitny ekspert ds. katastrof lotniczych prof. Jerzy Maryniak z Politechniki Warszawskiej przeprowadził szczegółową ekspertyzę techniczną ostatniego lotu liberatora. Okazało się, że samolot do końca pozostawał sterowny.
[srodtytul]Kto zabił[/srodtytul]
To właśnie ekspertyza Maryniaka jest jednym z najpoważniejszych argumentów wysuwanych przeciwko oficjalnej brytyjskiej wersji wydarzeń. Wbrew temu, co twierdził Londyn po przeprowadzonym w podejrzanych okolicznościach pobieżnym śledztwie, samolot wcale nie rozbił się w morzu, ale pilot przeprowadził prawidłowy manewr wodowania.
Naukowcy twierdzący, że w samolocie doszło do awarii, przychylali się do wersji, że stery zablokowały nielegalnie szmuglowane przez pilotów paczki. Obrażenia czaszki generała, o których mówili świadkowie, miały być zaś spowodowane uderzeniem części rozbitego samolotu lub nogi łóżka polowego.
Złożoność problemu i ilość wersji, które należy zweryfikować, sprawiają, że naukowcy biorący udział w dzisiejszej sekcji zwłok generała mają przed sobą wyjątkowo trudne zadanie. Jednak nawet jeżeli ustalą, że polski wódz naczelny został zamordowany, będzie to tylko pierwszy i wcale nie najważniejszy krok do wyjaśnienia zagadki. Najważniejsze pytanie brzmi bowiem nie jak, ale kto zabił Sikorskiego.
W tej sprawie istnieją co najmniej trzy hipotezy.
[b]Trop brytyjski.[/b] To najstarsza z teorii dotyczących „morderstwa w Gibraltarze”. Przemawia za nią to, że Sikorski zginął na brytyjskim terytorium, w ściśle strzeżonym, odciętym od świata miejscu. Wydaje się, że bez udziału Londynu tak skomplikowana operacja byłaby niemożliwa.
Kłopot zaczyna się w momencie, gdy pojawia się pytanie o motyw. Zwolennicy tej teorii argumentują, że Anglicy chcieli się pozbyć Sikorskiego, który planował zaostrzenie kursu wobec Związku Sowieckiego, co mogło grozić rozpadem koalicji. Problem polega na tym, że Sikorski dał się wcześniej poznać jako polityk dyspozycyjny wobec Londynu i skłonny raczej do kompromisu niż konfrontacji z Sowietami.
[b]Trop sowiecki.[/b] Teoria ta została szerzej rozpropagowana po publikacji kilku głośnych książek Kisielewskiego. Jej zwolennicy wskazują, że gdy doszło do katastrofy, w Gibraltarze przebywał Kim Philby, słynny brytyjski podwójny agent, który pracował dla Sowietów. To właśnie on miał zorganizować komando zabójców.
Stalin postanowił pozbyć się Sikorskiego, gdyż nie interesowało go już żadne porozumienie z Polakami. Postanowił, że stworzy kolaboracyjny polski rząd złożony z komunistów. Taką hipotezę przyjęli też prokuratorzy IPN, którzy od września prowadzą śledztwo w sprawie śmierci Sikorskiego.
[b]Trop polski.[/b] Część badaczy przychyla się do tezy, że generał zginął z ręki rodaków, a zamach w Gibraltarze był próbą puczu. Sprawcami mieli być oficerowie polskiego wywiadu. Uważali, że Sikorski był nastawiony prosowiecko, a jego polityka prowadziła Polskę do katastrofy.
Oficerowie ci przyszłego polskiego przywódcę widzieli – w zależności od wersji – w gen. Kazimierzu Sosnkowskim lub gen. Władysławie Andersie. Pucz się najwyraźniej nie powiódł, bo nowym premierem został jeszcze bardziej uległy Stanisław Mikołajczyk.
Poszczególne teorie nie muszą się zresztą wykluczać.
– Wyrok wydano w Moskwie, wykonano go za przyzwoleniem Brytyjczyków, a kto był mieczem, to chyba najmniej ważne – uważa prof. Paweł Wieczorkiewicz. Historyk dodaje, że nie wyklucza, iż mieczem była grupa Polaków „spod sztandaru Sosnkowskiego”.
[srodtytul]To dopiero początek[/srodtytul]
W ustaleniu, kto wydał rozkaz „zabić Sikorskiego”, sekcja zwłok niewiele pomoże. Prokuratorów IPN czeka żmudne – być może wieloletnie – śledztwo. Przesłuchania świadków, wizja lokalna, przebrnięcie przez tony dokumentów wytworzonych przez setki instytucji w rozmaitych państwach, a być może nawet ekshumacje innych ofiar katastrofy.
Klucz do rozwiązania zagadki znajduje się jednak w archiwach. Szczególnie ważne będzie przełamanie oporu Londynu, który niedawno utajnił na kolejne kilkadziesiąt lat kluczowe materiały kontrwywiadu. Jeszcze większe problemy może sprawić dotarcie do akt znajdujących się w archiwach w Moskwie. Najważniejsze jednak, że dziś Polacy robią pierwszy krok do wyjaśnienia jednej z największych zagadek naszej historii.
[ramka][srodtytul]Władysław Sikorski (1881 – 1943), żołnierz, polityk, przywódca[/srodtytul]
Jako oficer armii austriackiej współpracował z Józefem Piłsudskim. W 1917 r. skłócił ich jednak kryzys przysięgowy (Piłsudski nie chciał, by legioniści składali przysięgę na wierność cesarzowi Wilhelmowi II, Sikorski uważał, że polską armię trzeba budować we współpracy z państwami centralnymi). W 1920 r. Sikorski jako dowódca 5. Armii bił bolszewików. Po wojnie został premierem, a później ministrem spraw wojskowych. Po zamachu majowym 1926 r. został odsunięty na boczny tor. Wyjechał do Francji, gdzie publicznie krytykował Marszałka i jego ekipę. Wrócił do Polski przed wybuchem wojny. Zabiegał o przydział bojowy, ale marszałek Śmigły-Rydz mu go odmówił. 30 września 1939 r. Sikorski został premierem na emigracji, a potem także naczelnym wodzem. W nowej roli odgrywał się na piłsudczykach za doznane szykany. Odtworzył Wojsko Polskie we Francji, by zaraz utracić je podczas wojny francusko-niemieckiej. Wielu zwolenników Realpolitik ma mu za złe, że nie ocalił armii, wycofując ją do Anglii, lecz wydał rozkaz, by do końca bić się z Niemcami. W efekcie niektóre polskie oddziały walczyły dłużej niż francuskie.
Po przenosinach do Londynu Sikorskiemu zarzucano prosowieckie sympatie i uległość wobec Churchilla. 30 lipca podpisał pakt z sowieckim ambasadorem Majskim. Wywołało to kryzys rządowy i dymisję kilku ministrów z gen. Sosnkowskim na czele, zarzucających Sikorskiemu oddanie Sowietom Kresów Wschodnich. Jednocześnie układ ten pozwolił jednak wyciągnąć z łagrów tysiące Polaków i utworzyć armię gen. Andersa.
[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA