fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Jak poseł Nitras trzęsie Szczecinem

Zapewniam, że w Szczecinie nie istnieje nic takiego jak dwór Sławomira Nitrasa – mówi poseł Platformy i lokalny lider partii
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Po aferze narkotykowej w szczecińskiej Platformie wrze. – Jestem pewien, że dojdzie do zmian – mówi jeden z polityków. Mało kto wierzy jednak, by za aferę zapłacił lokalny lider PO Sławomir Nitras
Michał Łuczak, przewodniczący zachodniopomorskiego sejmiku, zniknął. Nie odbiera telefonu, nie pokazuje się w urzędzie. W tym tygodniu odbędzie się sesja, na której straci stanowisko. Z miejscem w zarządzie powiatu polickiego pożegnał się już Cezary Atamańczuk. W piątek radni jednogłośnie zdecydowali o jego odwołaniu. Łuczak i Atamańczuk zostali 14 listopada zatrzymani przez policję. Byli pod wpływem narkotyków. Mieli przy sobie amfetaminę i marihuanę.
W Szczecinie emocje po narkotykowej wpadce działaczy PO wcale nie cichną. Tyle że sprawa z obyczajowej przerodziła się w polityczną. A jej głównym bohaterem stał się Sławomir Nitras, lider szczecińskiej Platformy. Zdaniem oponentów to on ponosi odpowiedzialność za serię afer, które wstrząsnęły regionem. Uważany jest za „patrona” zatrzymanych miłośników narkotyków z PO.
– Mój krytyczny stosunek do posła Nitrasa i jego otoczenia jest znany. Jestem stanowczym przeciwnikiem jego metod rządzenia i stylu traktowania partyjnych kolegów – podkreśla Krzysztof Zaremba, senator PO. Bardziej dosadny jest inny prominentny polityk ugrupowania. – Sławomir Nitras stworzył grupę bezwzględnie posłusznych hunwejbinów. Część z nich to ludzie, którzy nie dorośli do pełnionych funkcji. Obawiam się kolejnych afer – mówi.
[srodtytul]„Chłopcy z Platformy”[/srodtytul]
Kim są ludzie związani z Nitrasem? – To młodzi mężczyźni w nienagannie skrojonych garniturach. Wyglądają jak odbici z jednej sztancy. Czasem mam wrażenie, że różnią się tylko wzrostem. Nazywam ich „chłopcami z Platformy” – mówi Małgorzata Jacyna-Witt, szefowa Klubu Radnych PiS w sejmiku.
[wyimek]Najlepszym wyjściem byłoby referendum w sprawie odwołania sejmiku Małgorzata Jacyna-Witt, PiS[/wyimek]
„Chłopcy” w większości nie przekroczyli jeszcze 40 lat, a już piastują eksponowane stanowiska. Do tego grona prócz Łuczaka zaliczany jest m.in. poseł Michał Marcinkiewicz, Arkadiusz Pawlak, od niedawna wiceprezes Zakładów Chemicznych Police, czy Przemysław Kowalewski, najpierw dyrektor gabinetu marszałka województwa, a obecnie jeden z dyrektorów spółki Infrapark Police. Członkiem PO jest też świeżo upieczony prezes portu w Szczecinie Jarosław Siergiej. Wszystkim w karierach miał pomóc właśnie Nitras. Poseł nie ukrywa, że większość z tych osób to jego bliscy współpracownicy. Przyznaje też, że z niektórymi jest związany towarzysko. – Ale czy to coś nadzwyczajnego, że polityk ma współpracowników? Może dziwne jest to, że na co dzień chodzą w garniturach. To prawda, raczej unikamy dresów. Istotne jest, że na żadnym eksponowanym stanowisku nie znajdzie pan nikogo z moich bliskich czy kolegów ze szkoły – podkreśla Nitras. – Pawlak, Marcinkiewicz czy Siergiej trafili do życia publicznego samodzielnie. Poznaliśmy się potem. Kariery zawdzięczają sobie. Jeśli ktoś myśli, że mogę decydować o obsadzie stanowisk choćby w spółkach Skarbu Państwa, to nie ma pojęcia, jak się to odbywa. W Szczecinie nie ma czegoś takiego jak dwór Nitrasa.
[srodtytul]Na skargę do Schetyny?[/srodtytul]
Ale to właśnie próby „ręcznego sterowania” miały stać się przyczyną sporów między Nitrasem a byłym już marszałkiem Norbertem Obryckim i prezydentem Szczecina Piotrem Krzystkiem. Obaj mieli się nawet skarżyć Grzegorzowi Schetynie. Krzystek, pytany o spotkanie z sekretarzem generalnym partii, mówi wymijająco: – Pan przewodniczący jest członkiem PO. Trudno więc, rozmawiając z liderami partii, pomijać jego osobę. – Konflikt z prezydentem? To nieprawda. Jeśli chodzi o marszałka Obryckiego, PO nie była zadowolona z tego, jak pełni funkcję. Zresztą on sam złożył rezygnację. Ale o szczegółach nie będę mówił – ucina Nitras.Krzystek: – Zapewniam, że metoda nacisków na prezydenta Szczecina nie była, nie jest i nie będzie efektywna. Fachowość, a nie polityka musi decydować o personaliach. Wiem, że takie podejście nie zawsze musi się podobać liderom politycznym.
Obrycki: – O cofnięciu mi rekomendacji zadecydował rzekomy brak lojalności politycznej wobec liderów.
Jak ustaliła „Rz”, Obrycki naraził się Nitrasowi, zwalniając z pracy ówczesnego dyrektora swojego gabinetu Przemysława Kowalewskiego. Przyczyną stał się skandal obyczajowy, którego ten rzekomo dopuścił się w Poznaniu. Podczas oficjalnego wyjazdu urzędników Kowalewski miał biegać w negliżu po rynku.
Obrycki na antenie Radia Szczecin potwierdził, że słyszał o incydencie od kilku pracowników. Kowalewski zaprzecza: – Nie zrobiłem nic, co naraziłoby na szwank godność urzędnika. Jeśli pan Obrycki mnie nie przeprosi, pozwę go do sądu.
Lista afer z udziałem działaczy PO jest dłuższa. W 2006 r. Nitras z Łuczakiem wybrali się służbowym autem sejmiku na spotkanie PO do Gdańska. Rozbili samochód, ale prokuratura umorzyła śledztwo.
Rok później urząd marszałkowski zamówił kalendarze i materiały promocyjne za 500 tys. zł. Zlecenie realizowała szczecińska firma, która podczas kampanii wyborczej świadczyła usługi dla kilku komitetów – m.in. PO. Urzędnicy podpisali dokumenty poświadczające, że towar dotarł na czas.
Ale materiały zaczęły spływać do urzędu dopiero po kilku miesiącach, gdy o sprawie stało się głośno. Pojawiły się głosy, że mogła to być próba spłacenia wyborczych zobowiązań PO. Nitras: – To plotka. Nikt nie powtórzy jej pod nazwiskiem, bo za to grozi odpowiedzialność karna. Nikt z Platformy nie miał z tym nic wspólnego.
Sprawę bada prokuratura. – Wszczęliśmy śledztwo, do tej pory nikt nie usłyszał zarzutów – informuje Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
[srodtytul]Nerwowa atmosfera[/srodtytul]
Ostatnio przeciw szefowi PO w Szczecinie otwarcie zbuntowali się jego polityczni sojusznicy. Atmosfera jest tak nerwowa, że kilka dni temu podczas spotkania regionalnego zarządu partii Nitras miał nazwać senatora Zarembę „debilem”.
Sam Nitras temu zaprzecza: – Zachodniopomorska PO jest w trudnej sytuacji. Część kolegów uznała, że to idealny moment na dzielenie się z mediami swoimi, czasem niemądrymi opiniami. W polityce ważne jest, by umieć się ugryźć w język, gdy dziennikarze próbują sprowokować do mówienia źle o kolegach partyjnych. Staram się zachować spokój i nie wdawać w publiczne polemiki.
Z informacji „Rz” wynika, że sprawa po zawiadomieniu Zaremby znajdzie finał w partyjnym sądzie koleżeńskim.
Jaka będzie przyszłość PO w Szczecinie? – Wiem, że sytuacja w naszym regionie będzie przedmiotem zainteresowania premiera – mówi Zaremba. – Nie wierzę, by nie doszło do zmian – uważa inny polityk PO. – Ale będą to raczej zmiany jakościowe, a nie personalne.
Tymczasem do kolejnego ataku przygotowuje się opozycja. – Poważnie rozważamy, czy nie rozpocząć zabiegów zmierzających do referendum w sprawie odwołania sejmiku – mówi Jacyna-Witt.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA