fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

W USA nie ma brzuchatych oficerów

Roman Polko, generał dywizji Wojska Polskiego
Rzeczpospolita, Grzegorz Hawałej GH Grzegorz Hawałej
Rozmowa: Roman Polko, generał dywizji Wojska Polskiego, były dowódca jednostki specjalnej GROM oraz wiceszef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
[b]Rz: Żołnierze nie przejdą w tym roku obowiązkowych egzaminów z WF. To dobrze czy źle? A może w ogóle nie ma to znaczenia?[/b]
[b]Roman Polko:[/b] Bardzo źle się stało, że z winy polityków w tym roku takie egzaminy się nie odbędą. Te sprawdziany już się przyjęły i szkoda, że w tym roku uczyniono wyłom. Kiedy je wprowadzano, część oficerów się buntowała. W tym roku sami żołnierze pytają, dlaczego ich nie ma.
[b]Ale czy takie egzaminy mają sens? Po co oficerowi pracującemu w Sztabie Generalnym świetne wyniki z ćwiczeń fizycznych?[/b]
Oczywiście egzamin z WF nie może być miernikiem profesjonalizacji armii. Dzisiaj liczy się nie tyle siła fizyczna, ile intelekt. Nie znaczy to jednak, że przestaje się zupełnie dbać o kondycję. Dowódcy muszą dawać przykład żołnierzom. Szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor jest bardzo sprawnym człowiekiem i dotąd bez problemów przechodził sprawdziany. Nie widzę powodu, dla którego inni oficerowie ze sztabu nie mogliby tego robić. Te egzaminy to niezbędne minimum.
[b]Na czym polegają?[/b]
To sprawdzian siły, szybkości i wytrzymałości. Każdy zdający musi zrobić odpowiednią liczbę pompek i brzuszków, przebiec 3000 m lub przepłynąć odpowiednią ilość basenów przez 15 minut. Ostatnim elementem jest tzw. bieg wahadłowy: trzeba dziesięć razy bardzo szybko obiec cztery słupki. To wszystko.
Wymagania naprawdę nie są specjalnie wyśrubowane. Spokojnie można sobie z nimi poradzić. Oczywiście inne są dla oficerów sztabowych, a inne – wyższe – np. dla dowódców jednostek specjalnych.
[b]Pan generał przechodził szkolenia w Stanach Zjednoczonych. Czy tamtejsi dowódcy zaliczają podobne testy?[/b]
W USA egzaminy są prowadzone od wielu lat. Osoby, które ich nie zaliczą, muszą przejść specjalny program. Zobowiązuje on ich do wcześniejszego przychodzenia do pracy i wykonywania odpowiednich ćwiczeń. Jeśli żołnierz nie poprawi wyników, może zapomnieć o awansie. To działa. W Stanach nie spotkałem na wysokim stanowisku oficera, który byłby otyły. Jeśli już trafiali się jacyś żołnierze z brzuszkiem, to sprawowali najniższe funkcje.
[b]To może trzeba u nas wprowadzić podobny system motywacyjny, zamiast straszyć wyrzuceniem z wojska w razie dwukrotnego oblania testów?[/b]
Najpierw musi się poprawić baza obiektów sportowych w naszej armii. W USA oficer w swoim miejscu pracy może korzystać z siłowni czy basenu. W naszym kraju jest coraz mniej basenów czy boisk dostępnych dla żołnierzy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA