fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Bohater z przypadku wypada z gry

Wojciech Olejniczak błyskawicznie awansował na scenie politycznej. Jednak w równie szybkim tempie zaczyna wszystko tracić
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Wojciech Olejniczak. Był ministrem i szefem partii. Jest szefem Klubu Lewicy. Jeszcze jest. Bo Grzegorz Napieralski za tydzień podejmie kolejną próbę jego odwołania
Wojciech Olejniczak nie ma ostatnio dobrej passy. Temu byłemu ministrowi rolnictwa i byłemu szefowi SLD grozi, że stanie się także byłym przewodniczącym Klubu Parlamentarnego Lewicy. Grzegorz Napieralski przystąpił do ostatecznej rozgrywki ze swoim politycznym rywalem. Szef SLD przeforsował już swój pomysł na zarządzie partii, który rekomendował na nowego szefa klubu właśnie jego. Ale wczoraj wieczorem okazało się, że rekomendacja zarządu nie wystarczy do odwołania Olejniczaka. Gdy Napieralski zaproponował głosowanie, okazało się, że taki wniosek może jedynie złożyć szef klubu, prezydium partii lub jedna czwarta posłów. Wczoraj więc głosowanie się nie odbyło. Ale już za tydzień ma dojść do następnej próby.
Wówczas Olejniczak będzie tylko szeregowym posłem. A zaledwie trzy lata temu okrzyknięto go nadzieją polskiej lewicy. To on pozbył się z SLD takich politycznych dinozaurów, jak Leszek Miller czy Józef Oleksy. W wyborach w 2005 roku tylko jego twarz uśmiechała się z billboardów Sojuszu. To on poprowadził konwencję inaugurującą kampanię prezydencką Włodzimierza Cimoszewicza. I zrobił to jak profesjonalny showman.
[srodtytul]Najmłodszy minister[/srodtytul]
– Po raz pierwszy zobaczyłem Wojtka, gdy miał 12 lat, w gospodarstwie jego ojca – wspomina Leszek Miller. To w jego rządzie Olejniczak zrobił karierę – został podsekretarzem stanu, a kilka miesięcy później konstytucyjnym ministrem. Miller był zaprzyjaźniony z ojcem Olejniczaka, Sylwestrem. Poznał go, gdy był I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Skierniewicach, a Sylwester – członkiem egzekutywy.
Po raz drugi ówczesny szef SLD zetknął się z Wojtkiem w sztabie wyborczym Aleksandra Kwaśniewskiego w 2000 roku. – Był bardzo sprawny i chętny do pracy, odpowiadał za oprawę medialną kampanii – mówi poseł SLD Ryszard Kalisz, wówczas szef sztabu Kwaśniewskiego.
Rok później Olejniczak poprosił Millera o możliwość startu w wyborach parlamentarnych z listy SLD. – Miałem z tym trochę kłopotu, ale z sympatii do Sylwestra postanowiłem mu pomóc – opowiada ekspremier.
Regionalna organizacja nie chciała dać Olejniczakowi miejsca na liście. Przepadł w tajnym głosowaniu. Był pierwszy na liście rezerwowej.
– Namówiłem wtedy jednego z kandydatów, żeby wystartował w wyborach do Senatu. Opierał się, ale powiedziałem, że partia mu to wynagrodzi – śmieje się Miller. – Mandatu nie zdobył, ale został prezydentem małego miasta.
Olejniczak dostał się do Sejmu. Pracował w Komisji Rolnictwa i marzył o wejściu do rządu. I znowu pomógł mu Miller – po rozpadzie koalicji z PSL namówił nowego ministra rolnictwa Adama Tańskiego, żeby wziął Olejniczaka na zastępcę. Trzy miesiące później młody poseł był już ministrem rolnictwa. – Nie było łatwo to przeprowadzić, przeciwko byli Kwaśniewski i nasi posłowie z Sejmowej Komisji Rolnictwa – wspomina Miller.
Prezydent miał własnego kandydata, ale Miller rzadko mu ustępował. Gorzej było z posłami. Oni widzieli na tym stanowisku Jerzego Pilarczyka. – Zaprosiłem ich do siebie i w obecności Pilarczyka przez dwie godziny przekonywałem – opowiada Miller. Ówczesny premier sądził, że obecność w rządzie 29-latka poprawi wizerunek jego gabinetu. Ta kalkulacja się nie sprawdziła, rząd Millera odszedł w niesławie. Za to Olejniczak osiągnął sukces. Zyskał opinię młodego, utalentowanego polityka, któremu udało się sprawnie przygotować elektroniczny system ewidencji dopłat bezpośrednich dla rolników.
– Wszyscy za tę pracę doceniają go do dzisiaj – sądzi poseł SLD Wojciech Pomajda, wówczas szef Agencji Modernizacji i Rozwoju Rolnictwa.
– Rolnicy wciąż pamiętają jego rządy w resorcie.
[srodtytul]Zabójca LiD[/srodtytul]
Na fali tej popularności Olejniczak został szefem SLD. Wymyślił to Kwaśniewski. Wraz z Kaliszem namówili Olejniczaka, żeby odszedł z rządu i stanął na czele partii.– Trzeba było ratować SLD, a on jako minister był dobrą twarzą – opowiada Kalisz.
Według Millera Olejniczak był ręcznie sterowany przez Kwaśniewskiego i pod jego dyktando robił w partii czystki. Nie wpuścił na listy wyborcze jego, Oleksego, Marka Dyducha. Kalisz uważa jednak, że Olejniczak był samodzielnym liderem. Ale nie ustrzegł się błędów.
– Byłem przeciwny, by objął stanowisko wicemarszałka Sejmu – opowiada Kalisz. – Dla szefa partii to strata czasu, bo powinien jeździć w teren i budować struktury.
Jednak kardynalnym błędem według Kalisza było zerwanie koalicji Lewica i Demokraci. Olejniczak najpierw siłą przeforsował w partii powołanie tej koalicji z SdPl i Partią Demokratyczną, a po dwóch latach, w ogniu walki z Grzegorzem Napieralskim o przywództwo w SLD, własnymi rękami ją uśmiercił. Na dodatek pomysł na zerwanie LiD przedostał się do prasy, nim zdążył go ogłosić. A było tak: spotkał się ze Sławomirem Sierakowskim w jednej z warszawskich kawiarni. Rozmawiali o bezcelowości utrzymywania przy życiu LiD. Niestety, nieopodal siedział informator „Dziennika” i na drugi dzień gazeta opisała rozmowę. Olejniczak zbierał cięgi od wszystkich. Nawet Napieralski, krytyk LiD, mówił, że styl, w jakim zerwano koalicję, był nie do przyjęcia.
[srodtytul]Liberał na lewicy[/srodtytul]
– To była kompletna porażka Olejniczaka – ocenia Sylwia Pusz, wiceszefowa SdPl. – Był akuszerem i promotorem LiD. A potem tak się zawikłał w rywalizację z Napieralskim, że już nie wiedział, co robi. Stał się zakładnikiem doraźnej polityki wyborczej i wszystko stracił.
– Nie sprawdził się jako lider, uległ podszeptom doradców, którzy nie widzieli przyszłości w LiD – dodaje Marek Balicki.
Sierakowski irytuje się, słysząc, że był doradcą Olejniczaka. – Spotkałem się z nim pierwszy raz od roku i powiedziałem, co sądzę. Że formuła LiD się wyczerpała, bo zaczęły wychodzić różnice między koalicjantami. Gdyby za moimi plecami nie siedział tajny informator „Dziennika”, nikt by o tym spotkaniu nie wiedział – mówi.
Olejniczak przegrał walkę o przywództwo w SLD. Zachował stanowisko szefa klubu i starał się stworzyć opozycję w partii. – Od wakacji przejawia jakąś indywidualną inicjatywę, spotykał się z szefem Klubu PO Zbigniewem Chlebowskim, coś negocjował – mówi Balicki. – Ustawę zdrowotną potraktował instrumentalnie. Chciał pokazać, że dzięki niemu SLD nie będzie musiał głosować tak samo jak PiS.
Ale według Balickiego akurat na tym polu lewica nie może odpuścić: służba zdrowia ma być publiczna. – W całej Europie socjaldemokraci o to walczą, dla nich uzgodnienia Olejniczaka byłyby niewyobrażalne. Zachował się jak klasyczny liberał! – ocenia.
Tu się pali!
Jaką twarz ma Olejniczak prywatnie? – Jestem pewien, że to uczciwy człowiek – mówi Sierakowski.
Za Olejniczakiem jednak ciągnie się historia z przeszłości. Podczas studiów był przewodniczącym parlamentu studenckiego SGGW i jako jedyny w historii nie otrzymał absolutorium w pierwszym głosowaniu. W 2006 r. „Rz” napisała, że za rządów Olejniczaka doszło do nadużyć finansowych w fundacji samorządu studentów SGGW, którą sam założył. Olejniczak zaprzeczył.
Były rzecznik Sojuszu Piotr Mościcki wypowiada się o nim w samych superlatywach: jest uporządkowany i rodzinny. – Zawsze wolał wrócić do żony i dzieci, niż pić wódkę z działaczami – mówi Mościcki. – Wojtek biega co rano wiele kilometrów, chodzi na siłownię, regularnie uczy się angielskiego, miał zajęcia z logopedii i retoryki.
Były rzecznik wspomina też taką historię: żona Olejniczaka namawiała go, by raz na jakiś czas poszedł do solarium. Szef Sojuszu posłuchał jej w dniu zaprzysiężenia Lecha Kaczyńskiego na prezydenta.
– Pamiętam, jak wszedł do Sejmu, cały czerwony na twarzy z białymi obwódkami wokół oczu – śmieje sięMościcki. – Spalił się na solarium i przez cały dzień musiał chodzić w telewizyjnym makijażu, żeby ukryć skutki tego eksperymentu.
Tomasz Kalita, obecny rzecznik SLD, wspomina, jak Olejniczak kupił mu buty do biegania. – Powiedziałem mu kiedyś, że biegałem, ale teraz to zarzuciłem i nawet nie mam odpowiednich butów. Po dwóch tygodniach wręczył mi buty i powiedział: tylko masz biegać.
Ale były też i scysje między nimi. W 2006 roku przed wyborami samorządowymi Kalita na polecenie Grzegorza Napieralskiego wysłał do „Trybuny” apel do wyborców, żeby głosowali na LiD. Olejniczak o niczym nie wiedział. – Zrobił mi publiczną awanturę z tego powodu, ale później przeprosił – opowiada Kalita.
W październiku 2007 r. Olejniczak został przypadkowym bohaterem. Był u kolegi na warszawskim Powiślu, kiedy usłyszał krzyk kobiety. Poczuli dym. Paliło się mieszkanie piętro niżej. Olejniczak ruszył z pomocą. Zszedł po balkonie. Próbował wejść do lokalu, ale były w nim kraty. Kobieta lekko zatruła się dymem.
– Chodziły słuchy, że to mógł być tylko chwyt PR, taki zaaranżowany wypadek – mówi jeden z prawicowych działaczy. Ale Mościcki zaprzecza: – Zadzwoniłem do Wojtka akurat wtedy. Odebrał i mówi: nie mam czasu rozmawiać, bo tu się wszystko pali.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA