fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Prezydent: musiałem jechać na ten szczyt

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Zasadniczo nie zgadzam się z koncepcją unijnej polityki premiera. Poza tym wielu unijnych przywódców znam znacznie dłużej niż on. Mogę z nimi swobodnie porozmawiać – mówi Lech Kaczyński w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
[b]Rz: Dlaczego premier Tusk tak bardzo nie chciał, żeby wziął pan udział w szczycie w Brukseli?[/b]
[b]Lech Kaczyński:[/b] Chodzi o dwie sprawy. Po pierwsze osobiste, personalne uprzedzenia. Już przy sprawie negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej widać było, że one w działaniach Donalda Tuska odgrywają monstrualną rolę. Po drugie sprawa zupełnie innego rozumienia naszej obecności w Unii Europejskiej.
Żeby nie było wątpliwości: jestem zdecydowanym zwolennikiem członkostwa w tej organizacji. Uważam, że podczas czterech i pół roku naszej obecności w Unii dała nam ona olbrzymie korzyści.
[b]Czym więc się różni wizja pana prezydenta od wizji premiera Tuska?[/b]
Ja zdaję sobie sprawę, że bierzemy udział w pewnej europejskiej grze i ja staram się wykorzystać wszelkie możliwości, jakie pojawiają się przed Polską. Przede wszystkim przez budowanie rozmaitych koalicji, które wzmacniają pozycję naszego kraju w Europie. Bo ona nie jest najlepsza. Niestety, choć jesteśmy dużym krajem, rzeczywiste decyzje zapadają pomiędzy Berlinem i Paryżem, czasami też przy udziale Londynu. To nie jest sytuacja zdrowa, choćby z tego powodu, że często naruszane są nasze interesy. Dużo mówi się o wspólnej europejskiej racji stanu, ale jak przyjdzie co do czego, wszyscy na własną rękę walczą o swoje. Tymczasem po stronie rządu występuje przekonanie, że nie wolno nam choćby o pół centymetra wysunąć się przed szereg, aby bronić swoich interesów. Do tego dochodzą silne wpływy, jakie w Unii ma nasz rosyjski partner.
Do tej pory Polska, w porozumieniu z kilkoma innymi krajami, starała się te wpływy ograniczać. Zerwanie z tą strategią może się dla nas okazać samobójcze. Najlepiej pokazał to konflikt gruziński.
[b]Czyli Tusk w Brukseli sam nie byłby w stanie zadbać o nasze interesy.[/b]
Tak. Zasadniczo nie zgadzam się z koncepcją unijnej polityki premiera. Poza tym wielu unijnych przywódców znam znacznie dłużej niż on. Mogę z nimi swobodnie porozmawiać.
[b]Czy przed odlotem do Brukseli naprawdę nie można się było porozumieć?[/b]
Oczywiście, że było można. Ja zawsze jestem skłonny do rozmowy. Do poniedziałkowego spotkania z Donaldem Tuskiem doszło przecież z mojej inicjatywy. Niestety pan premier nie wykazał chęci do porozumienia. Myślę, że to w dużej mierze jest wina ministra Sikorskiego, który jest niezwykle pewny siebie i przekonany, że zawsze ma rację.
[b]Wczoraj emocje chyba sięgnęły zenitu – widać to było choćby po wyjątkowo brutalnym języku. Premier mówił wręcz, że „nie chce prezydenta na szczycie”.[/b]
To jest zadanie dla mediów. Chciałbym, żeby media traktowały tego typu słowa tak samo, jak traktują jakąś ostrzejszą wypowiedź polityków Prawa i Sprawiedliwości czy moją. Wtedy tego typu język zniknie.
Niestety mamy do czynienia z zasadą podwójnych standardów. Język Platformy jest znacznie brutalniejszy – tak samo było zresztą, gdy partia ta była jeszcze w opozycji – niż mój, ale opinii publicznej przedstawiana jest jednak wersja odwrotna.
[b]Czy nie obawia się pan, że w takiej napiętej atmosferze na szczycie może dojść do konfliktu między panem a premierem? Międzynarodowej kompromitacji?[/b]
Obawiam się, ale nie mam innego wyjścia. Musiałem polecieć na ten szczyt. Jako prezydent Rzeczypospolitej – to jest wyraźnie sformułowane w artykule 126 – jestem odpowiedzialny za bezpieczeństwo, niepodzielność i suwerenność państwa. Jestem najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej. Często się mówi, że takie czy inne działanie czy wypowiedzi są niekorzystne ze względu na reelekcję. Odrzucam takie argumenty. Jestem prezydentem dzisiaj i muszę wypełniać swoje obowiązki.
[b]Co dalej? Jak pan prezydent wyobraża sobie teraz współpracę z rządem?[/b]
Nie wiem. Jak ostatnio wracaliśmy razem ze szczytu unijnego, byłem przekonany, że ta sprawa jest zamknięta. Że będziemy jeździć wspólnie, że nie będę zabierał głosu w sprawach, które leżą w kompetencji rządu – na przykład gospodarczych.
Byłem przekonany, że rozstajemy się w najlepszych relacjach. Mówi się czasami, że kobieta zmienną jest (co zresztą dla wielu pań jest bardzo krzywdzące). W tym wypadku jednak to stwierdzenie najlepiej pasuje do Donalda Tuska. Premier zmiennym jest.
[i]—rozmawiał w samolocie do Brukseli Piotr Zychowicz[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA