fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Wróciła nadzieja

To zwycięstwo było potrzebne wszystkim, którzy naprawdę lubią piłkę. Odniesione w szczególnie trudnym momencie, można nawet powiedzieć, że na przekór wielu ludziom, którzy apelowali o zaoranie PZPN nawet za cenę wykluczenia reprezentacji z eliminacji mundialu. Tak jakby nasi piłkarze byli już tak słabi, że lepiej w ogóle oszczędzić sobie meczów z ich udziałem.
Po tym wszystkim na boisko wyszła reprezentacja złożona w większości z piłkarzy, którzy w klubach drugiej kategorii europejskiej są rezerwowymi, i wygrała, jak chciała, z ósmą drużyną świata.
To jest to, co kochamy najbardziej. Półtorej godziny horroru z nieznanym nikomu zakończeniem. Słabszy pokonuje lepszego, jest niespodzianka, odżywają nadzieje. Czujemy, jak w nas wszystkich rośnie siła, której istnienia jeszcze niedawno nawet nie podejrzewaliśmy. Pooolska! Biało-czeerwoniii!
Czesi nadal mają bardzo dobrą reprezentację, a jej zawodnicy grają na co dzień w klubach pozostających w sferze marzeń niemal każdego polskiego reprezentanta. Ale to Polacy zagrali mądrzej, a przede wszystkim ambitniej. Walczyli na całym boisku, nie dając przeciwnikowi miejsca ani czasu. Wykorzystali wszystkie ich słabości – doskwierającą od kilku miesięcy nieobecność Tomasa Rosickiego, którego nikt nie potrafi zastąpić, odejście Jana Kollera, bez którego Czesi nie wiedzą, jak grać w ataku, niezdecydowanie nowego trenera gubiącego się w ustawieniu swojej drużyny.
Jak Leo Beenhakkerowi – po trwającej od wiosny serii słabych meczów i w toksycznej atmosferze – udało się poskładać przeciętnych zawodników w dobrą drużynę, i to właśnie na najważniejszy mecz jesieni, nie wiem. I dlatego nie ja jestem trenerem, tylko on.
Takie mecze mają zawsze swoich bohaterów. Z Portugalią był nim Ebi Smolarek, z Belgią Radosław Matusiak, teraz Jakub Błaszczykowski. A kiedy Polsce nie idzie, bohaterem jest bramkarz. Stąd wysoka pozycja Artura Boruca. Smolarka Polska kochała, bo grał inaczej niż większość kolegów wychowanych i uczonych futbolu w Polsce. To, co przy pierwszej bramce zrobił Błaszczykowski, też nie jest typowo polskie. W naszej lidze rzadko zdarzają się takie rajdy, bo wolni i słabi technicznie piłkarze wolą przewrócić się przy starciu z pierwszym napotkanym przeciwnikiem. Sędzia zagwiżdże, a piłkarz ma wymówkę.
Błaszczykowski mógł się przewrócić cztery razy, ale utrzymał się na nogach i dzięki temu Polska strzeliła gola. Szkoda tylko, że bohaterów dostajemy niemal zawsze oddzielnie – raz Jacek Krzynówek, raz Ebi Smolarek, raz Kuba Błaszczykowski – a tak rzadko wszystkich naraz.
Na stadionie nie było żadnego członka rządu ani prominentnego urzędnika z Ministerstwa Sportu. Piłka bez polityki jest ładniejsza.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA