fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Radwańska wygrywa

AFP
Najlepsza polska tenisistka jest w drugiej rundzie. Po długim meczu wygrała z Marią Korytcewą 6:4, 6:3
Wtorek był jeszcze bardziej deszczowy od poniedziałku i już straciliśmy nadzieję, że ten mecz zostanie dokończony.
Nadzieja pojawiła się w połowie dnia, gdy na korcie nr 3, pojawiły się Dinara Safina i Kataryna Bondarenko. Rosjanka wygrała w dwóch setach i polscy kibice już wycierali mokre krzesła, bo następne w kolejce były Radwańska i Korytcewa, których mecz przerwano w poniedziałek przy stanie 5:4 dla Polki i 40:40.
Niestety, tuż po ostatniej piłce, kort znów przykryto plandeką, bo deszcz był coraz większy. Najpierw ogłoszono, że Polka i Ukrainka zagrają o 16.05, potem, że o 17.00, ale jedno spojrzenie w niebo wystarczało, by stwierdzić, że to obietnice bez pokrycia. Wreszcie około 18.15 dogrywkę rozpoczęto.
Korytcewa była w bardzo trudnej sytuacji. Serwowała ze świadomością, że dwie przegrane piłki to utrata seta i tej presji nie sprostała. Po chwili było 6: 4 dla Radwańskiej. Drugi set także nie był emocjonujący. Wprawdzie przy stanie 2:2 Polka przegrała swego gema serwisowego, ale natychmiast odrobiła stratę. Widać było, że prosty pomysł Korytcewej, by grać coraz mocniej i mocniej, nie wystarczał.
Radwańska kilkakrotnie zagrała znakomite skróty, a po uderzeniach Ukrainki piłka leciała za końcową linię. Prowadząc 5:3 i 40: 15 tenisistka z Krakowa miała dwa meczbole. Za pierwszym razem posłała piłkę w siatkę z bekhendu, ale po chwili rywalka wzięła sprawy w swoje ręce, popełniła błąd i odetchnęliśmy z ulgą po dniu pełnym nie tyle emocji, co czekania. W drugiej rundzie rywalką Radwańskiej (nr 14) będzie dziś 25-letnia Chorwatka Jelena Pandzić (189. WTA), która do turnieju głównego dostała się po eliminacjach.
Marta Domachowska tak naprawdę chyba od rana wiedziała, że może zostać w hotelu, bo jej mecz z Paragwajką Rossaną de los Rios zaplanowano jako piąty na korcie nr 14, a to oznaczało, że szanse, by się się rozpoczął, są żadne. Polka gra także dzisiaj, ale prognozy nie są o wiele lepsze, pogoda ma się poprawić dopiero od czwartku.
Kilka lat temu, gdy w pierwszym tygodniu Wimbledonu lało bez przerwy na korcie centralnym zaśpiewali Cliff Richard, Martina Navratilova i Conchita Martinez. Na razie nie słychać, by w Paryżu szykowano dla nas jakieś alternatywne atrakcje, poza tą, którą mamy już od kilku lat – tenisowym muzeum (wstęp wolny za okazaniem biletu na turniej).
W tym roku – oprócz deszczu – jest jeszcze istotny powód do uważniejszego niż zwykle spojrzenia wstecz. 40 lat temu w Paryżu działy się ważne rzeczy, na kortach Roland Garros i nie tylko. Mistrzostwa Francji były pierwszym wielkoszlemowym turniejem, w którym mogli wziąć udział amatorzy i zawodowcy. Po ośmiu latach wojny Międzynarodowa Federacja Tenisowa zakopała topór. Kończył się podział na dwa światy – coraz większej amatorskiej hipokryzji i zawodowstwa bez prestiżu w postaci zwycięstw w najważniejszych imprezach.
W tamtym maju turniej odbywał się w mieście, w którym brakowało benzyny, publiczny transport nie funkcjonował, studenci w Dzielnicy Łacińskiej urządzali wiec za wiecem, większość sportowych imprez odwołano, ale tenisiści grali. Niektórzy jechali do Paryża jak na wojnę, woleli lądować w Brukseli czy nawet w Grenoble, bo prasa w USA i Australii pisała, że Paryż płonie. Sławny Ken Rosewall tak się bał, że opuścił hotel i zamieszkał u prezydenta Francuskiej Federacji Tenisowej (FFT) Philippe’a Chatriera.
Francuzi tej wiosny nie pracowali, szkoły były zamknięte, pogoda piękna, więc przychodzili tłumnie, by oglądać tenis. Ogrodzenie jeszcze wówczas było niskie, a duch buntu w narodzie wprost przeciwnie, więc mało kto płacił za bilety. W dokumentach FFT zapisano: rok 1968 – trybuny pełne, kasy puste.
W wideotece Tenniseum można posłuchać wspomnienia ówczesnego sędziego naczelnego turnieju Jacquesa Dorfmana. „Grali Torben Ulrich i Istvan Gulyas, był 30 maja. Tego dnia generał de Gaulle rozwiązał Zgromadzenie Narodowe. Mecz nie był pasjonujący, ludzie przyszli z tranzystorowymi radiami przyklejonymi do ucha. Głos generała czasami zagłuszał mój. Nie miałem śmiałości, by mówić głośniej, bo polityka była w tym momencie dużo ważniejsza od tenisa”.
W finale grali Rosewall i jego jeszcze sławniejszy rodak Rod Laver (wielu historyków tenisa uznaje go za najlepszego gracza wszech czasów). Rosewall wygrał 6:3, 6:1, 2:6, 6:1 i dostał pierwszy w historii wielkoszlemowy czek. Było to 15.000 franków (równowartość 2300 euro). Dziś przegrywający w pierwszej rundzie otrzymuje 14 290 euro, a zwycięzca okrągły milion.
Bohaterowie paryskiego maja barykad odegrali potem we Francji kluczową rolę w wielu dziedzinach – w polityce, gospodarce i mediach. Tenis poszedł podobną drogą i jego gwiazdorzy są dziś arystokratami sportu.
MĘŻCZYŹNI: N. Dawydienko (Rosja, 4) – Th. Johansson (Szwecja) 6:3, 6:3, 6:3; S. Wawrinka (Szwajcaria, 9) – P. Kohlschreiber (Niemcy) 6:3, 6:4, 6:3; R. Soederling (Szwecja) – J. Monaco (Argentyna, 13) 6:2, 6:3, 6:1; M. Ancić (Chorwacja) – A. Seppi (Włochy, 31) 6:2, 7:6 (7-1), 6:2; P. Capdeville (Chile) – M. Zverev (Niemcy) 6:1, 6:4, 6:2.
KOBIETY: S. Kuzniecowa (Rosja, 4) – A. Nakamura (Japonia) 6:2, 6:3; D. Safina (Rosja, 13) – K. Bondarenko (Ukraina) 6:1, 6:3; A. Radwańska (Polska, 14) – M. Korytcewa (Ukraina) 6:4, 6:3; A. Mauresmo (Francja, 22) – O. Sawczuk (Ukraina) 7:5, 4:6, 6:1; A. Sugiyama (Japonia, 31) – A. Kudriawcewa (Rosja) 6:1, 2:6, 6:3; S. Lisicki (Niemcy) – J. Wiesnina (Rosja) 3:6, 6:4, 6:0; O. Sanchez (Francja) – J. Gajdosova (Słowacja) 7:6 (7-4); 7:6 (10-8); C. Suarez Navarro (Hiszpania) – P. Parmentier (Francja) 6:4, 5:7, 6:2.
Oficjalna strona turnieju Roland Garros:
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA