fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ochotnik do Auschwitz

Zdjęcie więźnia KL Auschwitz z numerem 4859. Pod nazwiskiem Serafińskiego ukrył się Pilecki. Gdy bohaterskiego oficera więziono na Mokotowie podczas widzienia żonie powiedział, że Auschwitz to było santorium…
IPN
Cios w zęby. Niezbyt wygórowana cena za noszenie tabliczki z numerem obozowym w ręku, zamiast jak słowiańskim podludziom przystało w zębach, wiedząc, że za znacznie drobniejsze przewinienia (np. bycie Żydem) karze się tutaj choćby miażdżeniem jąder młotkiem na pieńku
Pierwszy dzień w Auschwitz. Rozpoczyna się trwająca ponad dwa i pół roku misja, która choć w efekcie nie osiągnie swojego podstawowego celu – wywołania zbrojnego buntu, przejęcia obozu, oswobodzenia więźniów i co za tym idzie – likwidacji najważniejszych z miejscowych oprawców, to jednak od strony niesienia czysto ludzkiej pomocy i zwrócenia uwagi świata na zbrodnie w obozie, będzie miała kapitalne znaczenie.
Do Auschwitz dostać się łatwo – ale dla większości wyjście stamtąd odbywa się poprzez krematoryjny komin. Zaś w czasie pobytu – nieustanna walka o przetrwanie. Umrzeć można na wiele sposobów – z wyziębienia, wyczerpania, ciosu kapo-sadysty. A Pilecki ma nie tylko przetrwać i w miarę możliwości potem uciec – zamierza jeszcze prowadzić działania wywiadowcze w środowisku pełnym konfidentów czy osób nieostrożnych, przy zerowych szansach na ukrycie się, kamuflaż.
Z części tych faktów rotmistrz zdaje sobie sprawę dopiero po przejściu pod znanym na całym świecie hasłem, gdy widzi pierwsze szaleńcze mordy i znęcanie się na placu apelowym. „Ach więc zamknęli nas w zakładzie dla obłąkanych – przemknęła myśl. Co za podłość – rozumowałem jeszcze kategoriami ziemi.... Jakże naiwnie, hen tam w Warszawie podchodziliśmy do sprawy Polaków wywożonych do obozów. Tu nie potrzeba było mieć żadnej sprawy politycznej, żeby zginąć. Zabijano pierwszego z brzegu”. Pierwsze zadanie: Przetrwać.
Pilecki, numer 4859, umieszczony zostaje na bloku 17a (potem 25). Początkowo, z nadania blokowego „Krwawego Alojza”, też więźnia, niemieckiego komunisty, zostaje tzw. sztubowym (sprzątającym). Inicjacja odbywa się w typowy dla tego miejsca sposób. „Los chciał, że wybrał mnie i paru innych. Kazał ustawić się rzędem pod ścianą. Zrobić w tył zwrot i nachylić się. Wlał drągiem z całej siły każdemu po pięć uderzeń w miejsce podobno do tego przeznaczone. Trzeba było mocno zęby zacisnąć, żeby nie wydarł się jęk”. Pilecki w opinii blokowego jest jednak zbyt łagodny, zostaje zatem wyrzucony do pracy fizycznej na powietrzu: do budowy krematorium, wożenia żwiru, prac rolnych, rozładunku pociągów, do niszczącej organizm pozbawiony kalorii bezwzględnej „gimnastyki”. Wszystko to podczas chłodnej jesieni, w cienkim pasiaku, niewygodnych drewniakach, bez skarpetek i ciepłego nakrycia głowy. W ten sposób wykańcza się tysiące.
Strategia przetrwania polega teraz na umiejętnym dekowaniu się, unikaniu wzroku kapo, prześlizgiwaniu do komand, gdzie kapo czy też zastępujący go vorarbeiter jest mniej dokuczliwy, a może nawet pomocny lub związany z konspiracją. Imaniu się zajęć, które dadzą choć kilka dni pracy w pomieszczeniu. Takie przypadkowo zdarza się Pileckiemu w pierwszych tygodniach obozu. Na terenie miasta dołącza do grupy więźniów budujących piec, choć o pracy zduna nie ma bladego pojęcia. Aby uniknąć potem konsekwencji fuszerki, dzięki pomocy związanego już z siatką obozowego ruchu oporu kpt. Michała Romanowicza, pełniącego funkcję vorarbeitera, dostaje się do jego „dwudziestki” burzącej okoliczne domki. Tu jednak znowu praca na powietrzu, w zimnie i przeszywającej wilgoci. „Michał stał na straży i pilnie obserwował. Gdy jakiś esesman lub kapo był gdzieś w bliskiej odległości, wtedy natychmiast sunęła para kolegów z niszami, kilofy uderzały raźniej w cement fundamentów”.
Tak będzie do początku grudnia 1940 r. Wtedy, znów przy pomocy członków konspiracji, tym razem starej, przedobozowej Tajnej Armii Polskiej, dostaje się do stolarni obozowej. Tu trzeba jeszcze przekonać do siebie vorarbeitera Westrycha, śliskiego koniunkturalistę i volksdeutscha. „Jak czarowałem w dalszej rozmowie z Westrychem, tego tu pisać nie będę. Udało mi się. Do stolarni na pewno będę przyjęty i przypuszcza, że będę mu wdzięczny w przyszłości”.
Pilecki nie opuści już na dłużej pracy pod dachem. W 1941 r., w przeciwieństwie do nowych więźniów – „zugangów” jest już „starym numerem”. Śmierć z wycieńczenia musi poczekać. Problem w tym, iż o pracy stolarza Pilecki też nie ma pojęcia. „Trzeba było sięgać okiem wszędzie, tak by odpoczynek mięśni wypadał w momencie, gdy nie widzi tego jakiś kapo. Lecz wtedy, gdy wzrok dozorcy, przebiegając warsztaty lub postacie, spocznie na tobie lub znajdziesz się w polu widzenia nawet w kąciku jego oka – wtedy bracie musisz pracować lub umiejętnie udawać pracę. Nie możesz stać lub wypoczywać, choćbyś podczas nieobecności tego pana wcześniej pracował wiele. Jeśli naprawdę to robiłeś, byłeś nierozważny. W ten sposób z konieczności powoli stawałem się stolarzem”. Czasem, aby uniknąć dodatkowej niedzielnej roboty np. przy noszeniu brukwi, Pilecki załatwia sobie wezwanie do szpitala przez zakonspirowanego dr. Deringa. Sprawdza się stara zasada. W dużym zbiorowisku ludzkim poddanym presji, walczącym o przetrwanie, trzeba mieć silne oparcie w mniejszej grupie. Czerpać z niej, ale i dawać. „Mieć podklepane”. Tu akurat Oświęcim nie odstawał mechanizmem od współczesnych więzień czy nawet jednostek wojskowych z poboru.
Pilecki, z przerwą na pobyt w szpitalu, pracuje w stolarni przez blisko rok. Późną jesienią 1941 r. znajdzie się w rzeźbiarni na terenie poza obozem w tzw. Industriehof, w lutym 1942 r. na chwilę w ośrodku Radiowo-Telegraficznym (Funkstelle) i znów na terenie garbarni do lata 1942 r. W lecie dopadnie go tyfus. Potem od lutego 1943 r. aż do ucieczki praca w obozowej poczcie – paczkarni. Przez ten okres zakwaterowany jest w różnych blokach – 3a, 12, 17 (potem 25).
19 IX 1940 r. Między Żoliborzem Urzędniczym i Oficerskim, Aleja Wojska Polskiego 40. Architektoniczna duma przedwojennej Warszawy. W mieszkaniu Eleonory Ostrowskiej przebywa rotmistrz Witold Pilecki. Od kilku miesięcy szef sztabu Tajnej Armii Polskiej – konspiracyjnej organizacji wojskowej, opartej na byłych żołnierzach i oficerach, rychło scalonej z ZWZ. Rano, równolegle z akcjami na Ochocie i Grochowie, zaczyna się obława. Cel – aresztowanie wszystkich mężczyzn w wieku 18 – 45 lat, w domyśle przedstawicieli inteligencji i korpusu oficerskiego. Dozorca i Ostrowska podają szybko możliwości ucieczki przez wewnętrzne spółdzielcze ogródki. Pilecki odmawia. Ponad miesiąc wcześniej dowódca TAP – mjr Włodarkiewicz rekomenduje go do arcytrudnego zadania u Grota-Roweckiego, szefa ZWZ. Pilecki w ramach tego rozkazu da się złapać i zamknąć w Auschwitz jako Tomasz Serafiński. Tam, wśród więźniów zorganizuje siatkę dywersyjno-wywiadowczą.
Bramę obozu przekracza w nocy z 21/22 września 1940 r. Kilka dni potem rozpoczyna budowę siatki – Związku Organizacji Wojskowej, której głównymi zadaniami będzie „Podtrzymanie kolegów na duchu poprzez dostarczanie i rozpowszechnienie informacji z zewnątrz, zorganizowanie w miarę możliwości dożywienia i rozdzielania bielizny, przekazywanie wiadomości na zewnątrz, oraz jako uwieńczenie wszystkiego, przygotowanie oddziałów własnych do opanowania obozu, gdy nadejdzie nakaz chwili w postaci rozkazu zrzucenia tu broni lub desantu”. Cele te zostają sprecyzowane przez Pileckiego już w obozie. Wytyczne dowództwa mówią głównie o ustaleniu możliwości odbicia więźniów i przesyłaniu informacji na zewnątrz.
Pilecki ma już olbrzymie doświadczenie w pracy konspiracyjnej. Budowana siatka przypomina zatem układ szeregowy, z minimalną ilością kontaktów miedzy członkami, gdzie organizujący zna tylko kilku podległych sobie ludzi, ci zaś organizują dalszy, oparty na przysiędze wojskowej werbunek i działalność na własną rękę. System oparty zostaje na tzw. piątkach – małych grupach, co do których Pilecki ma największe zaufanie. „Piątki” nie znają się między sobą. Pierwsza z takich grup kadrowych powstaje już w październiku 1940 r. z oficerów TAP przywiezionych do obozu na kilka tygodni przed Pileckim: Deringa, Obojskiego, Zagnera, de Virion i Surmackiego. Liczba osób w piątce jest umowna. W marcu 1941 r. powstaje „piątka” składająca się z 11 osób. Potem powstaną jeszcze trzy: w maju, październiku i listopadzie 1941 r. W sumie cała siatka rozrośnie się do ponad 100 osób umieszczonych w najbardziej newralgicznych komandach, co w połączeniu z innymi tajnymi organizacjami w obozie będzie stanowiło pokaźną siłę, redukowaną jednak śmiertelnie przez warunki pracy, wyrywkowe egzekucje, choroby, wywózki.
Siatka, obok systemu piątkowego, w 1942 r. zostaje zorganizowana w uśpione, szkieletowe oddziały wojskowe – zakonspirowani z piętra bloku tworzą „pluton”, blok „kompanię”, zaś kilka bloków „batalion”. Armia Krajowa z racji stacjonujących w pobliżu wojsk niemieckich, szczupłości sił, nie wyda jednak rozkazu ataku, do alianckiego zrzutu broni również nie dojdzie. Stanowisko takie będzie reprezentować zarówno Komenda Główna, jak i dowództwa w Krakowie i Katowicach.
Reszta zadań organizacji zostaje jednak wypełniona. Regularnie z Auschwitz wychodzą grypsy i wiadomości, wkrótce po stworzeniu pierwszej piątki. Część z więźniów pracuje w komandzie mierników poza obozem, tam kontaktują się z dwoma wysłanniczkami ZWZ Okręgu Oświęcimskiego – Stolarską i Stupką. Te dostarczają do obozu leki, żywność i odzież. Pierwszy meldunek o sytuacji w obozie, ludobójstwie, organizacji pracy wychodzi w październiku 1940 r. poprzez zwolnionego więźnia – Aleksandra Wielopolskiego. Do Londynu przez Sztokholm dotrze dopiero 18 marca 1941 r. W ten sposób, przez wykupionych lub zwolnionych więźniów idą meldunki w lutym 1941 r., 15 maja 1941 r., listopadzie 1941 r., grudniu 1941 r., lutym 1942 r., marcu 1942 r., te ostatnie uwzględniające również zbrodnie, o których Pilecki dowiaduje się pośrednio: mordowanie Żydów w pobliskim Birkenau i jeńców sowieckich.
Meldunki rotmistrza Pileckiego były wykorzystane w raportach Polskiego Państwa Podziemnego wysyłanych do rządu RP na uchodźstwie, a następnie w informacjach przekazywanych aliantom.
W „konspiracyjnej robocie” wspomaga ZOW również austriacka lekarka Maria Stromberger, która z apteki obozowej SS wynosi leki, przekazując je organizacji. Te podkradane są też przez polskich lekarzy – więźniów zatrudnionych jako pielęgniarze w Ambulatorium SS. Obozowy blok szpitalny (HKB) pełni w ogóle funkcje koła ratunkowego dla organizacji, wydając zaświadczenia o chorobie, ukrywając więźniów zagrożonych wywózką do Birkenau.
Szpital likwiduje wykrytych konfidentów. Ci, po wywołaniu przez więźniów biegunki, dostają się do szpitala. Tam „leżącemu robiono niby konieczny zastrzyk. Zresztą sam w sobie nieszkodliwy, gdyby nie to, że zrobiony zardzewiałą igłą”. Konfidenci wpadają też w machinę śmierci obozu. Fałszując karty choroby, podsyła się ich do pielęgniarza – oprawcy Klehra, który setkom ciężko chorych robi wykańczające zastrzyki z fenolu w serce.
Najbardziej spektakularne działania: ucieczki. Organizuje się je częściej po lutym 1942 r., gdy na skutek sankcji wobec zamkniętych gdzieś Niemców zniesiono odpowiedzialność zbiorową więźniów. Ucieka się z komand pracujących poza obozem, w pobliskich zakładach pracy wykorzystujących darmową siłę roboczą, przez kuchnię SS czy też bezczelnie i spokojnie, w przebraniu esesmana, wspólnie z kapo, jak w przypadku akcji z 29 grudnia 1942 r., kiedy to Otto Küsel przewiózł w szafie końskim wozem kilku więźniów. Taka akcja wymaga oczywiście dostania się do odpowiedniego komanda, wysłania uprzedzającego grypsu do ZWZ-AK, skombinowania sprzętu, ubrań.
Decyzję o ucieczce Pilecki podejmuje z początkiem 1943 r. „Siedzę tu dwa lata i siedem miesięcy. Prowadziłem tu robotę. Ostatnio nie dostawałem żadnych dyspozycji. Obecnie Niemcy wywieźli naszych najlepszych ludzi, z którymi pracowałem. Trzeba by było zaczynać od początku. Uważam, że dalsze siedzenie moje tutaj nie ma sensu. I dlatego wychodzę”. Wraz z dwoma więźniami, członkami konspiracji, załatwia przeniesienie z paczkarni do znajdującej się poza obozem piekarni, na nocną zmianę. Tam w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r., w ostatniej chwili odblokowawszy metalowe drzwi, ostrzeliwani przez wściekłych esesmanów, uciekają. Swoim kolegom Pilecki wciąż znany jest jako Tomasz Serafiński.
****
Początek maja 1943 r., Nowy Wiśnicz, na południe od Bochni. Zastępca dowódcy placówki AK w Bochni ps. Lisola Tomasz Serafiński siedzi na werandzie w swoim domu wraz z dziećmi i żoną. W pewnym momencie zjawia się jego przyjaciel, też w konspiracji, Leon Wandasiewicz, wraz z nieznajomym mężczyzną. Ów przedstawia się jako Tomasz Serafiński. Zdziwienie zgromadzonych, wszystkich poza przybyszem. Mężczyźni wymieniają daty urodzenia, wszystko się pokrywa.
Przybyszem jest rotmistrz Pilecki, który o tożsamości lokalnego dowódcy AK dowiaduje się kilkadziesiąt minut wcześniej. Tomasz Serafiński – tak brzmiało nazwisko na legitymacji ubezpieczeniowej, na podstawie której Pileckiemu przed łapanką wyrobiono fałszywy dowód. Prawdziwy Serafiński, przenosząc się do Wiśnicza, pozostawił tę legitymację w Warszawie. Ma potem poważne problemy – w święta Bożego Narodzenia 1943 roku zostanie aresztowany... jako uciekinier z Auschwitz. Ów zbieg okoliczności przypłaci pobiciem, dwoma tygodniami w więzieniu gestapo na Montelupich w Krakowie. Pilecki jest już wtedy w Warszawie. Ze swoim sobowtórem spotka się po wojnie w Krakowie w 1945 r.
Wszystkie cytaty pochodzą z „Raportu Witolda”.
Mimo braku perspektyw Pilecki snuł plany oswobodzenia Auschwitz przez kilka lat. Najpierw w obozie, w latach 1940 – 1943, kiedy słał co kilka miesięcy meldunki do Komendy Głównej Armii Krajowej. Z racji szczupłości sił AK nie zdecydowała się wtedy na atak.
Po ucieczce Pilecki zwrócił się do szefa dywersji i uzbrojenia obwodu AK w Bochni – Andrzeja „Sybiraka” Możdżenia – o sformowanie 150-osobowego oddziału mającego uderzyć na obóz. W tej samej sprawie skontaktował się ze zgrupowaniem „Ośka” BCh z Kielecczyzny. „Sybirak”, początkowo przychylny operacji, na jesieni 1943 zaprzestał działań ze względu na negatywne stanowisko Komendy Okręgu AK w Krakowie.
Pod koniec jesieni 1943 Pilecki już w Warszawie kontaktuje się z zastępcą szefa Kedywu, ppłk. Janem „Sępem” Mazurkiewiczem i szefem Oddziału III (operacyjnego) mjr. Karolem Jabłońskim. Oni jednak odkładają sprawę na później. W 1944 r. AK z powodu zbliżania się frontu i coraz poważniejszego problemu sowieckiego oraz fiaska planu „Burza” nie może przeznaczyć sił na wyzwolenie obozu, transportowanie i ukrycie kilku tysięcy chorych, kobiet i dzieci. Komorowski dopuszcza akcję zbrojną jedynie w przypadku ogólnokrajowego powstania lub gdy SS przystąpi do próby eksterminacji wszystkich więźniów.
Jakub Ostromęcki, historyk i nauczyciel historii
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA