fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Zemsta na ojcu chrzestnym

Rzeczpospolita
„5 to liczba doskonała” włoskiego rysownika Igorta jest inteligentnym i świetnym plastycznie pastiszem czarnego kryminału sprzed półwiecza
Igor Tuveri, podpisujący się Igort, jak na komiksiarza osiągnął wiek emerytalny: pięćdziesiątka. Od prawie 30 lat publikował we Włoszech, ubiegłą dekadę przemieszkał w Japonii, gdzie także odniósł sukces. Wrócił, założył wydawnictwo Coconino Press. Dał w nim szansę młodym. Sam też nie osiadł na laurach. Tom „5 to liczba doskonała” (nawiasem mówiąc, pięć lat temu miał premierę) jest dobrą okazją, żeby się o tym przekonać. Obsypany – zasłużenie – nagrodami na festiwalach komiksu, ukazał się w polskim tłumaczeniu naszego redakcyjnego kolegi Pawła Bravo. Gratulacje, uchwycił staromodny gangsterski fason.
Igort stworzył pastisz krwawej historii o neapolitańskiej rodzinie, czyli camorze. Akcja osadzona jest w latach 70., z wycieczkami w powojenną przeszłość. O dziwo, autor rzecz zadedykował Georges’owi Simenonowi i doprawdy nie wiem dlaczego. Wśród postaci daremnie szukać kogoś na podobieństwo komisarza Maigreta. Natomiast odniesień do „Ojca chrzestnego” – mnóstwo. Przede wszystkim w fizjonomii bohatera historii Peppina Lo Cicero odnajduję rysy Marlona Brando.
Haczykowaty nos, szeroka, wysunięta szczena. No i podobny charakter. Niby mafioso, lecz z zasadami, jak przystało na Cicera, Lo Cicera. Do filozofii wprawdzie Peppina nie ciągnie, ale bystrości mu nie brakuje. Kiedyś szeregowy członek rodziny, z racji wieku w stanie spoczynku, znów rusza do akcji.
I to jakże ryzykownej! Przerabia na kotlet siekany własnego szefa, padre padrone rodziny. Mści się za śmierć syna. Wyrusza na wojnę właściwie sam – trudno bowiem liczyć głupkowatego Toto i zadurzoną w nim nauczycielkę niepotrafiącą nawet nacisnąć na cyngiel. Trup ściele się gęsto, lecz z przymrużeniem oka. Wbrew prawom gatunku czarny kryminał ma jasny finał. Nie zdradzę jaki.
Podzielę się natomiast uwagami o plastycznej stronie komiksu. Świetnie wykreowane klimaty, stylizowane na plakaty z lat 50. Płaskie sylwety, ostre cienie, celowo „brzydka” kreska. Kolorystyczne trio – biel, czerń, szarość – okazuje się wystarczające, żeby pokazać krew, pot i łzy. Włoską wylewność, ale też głupotę i pazerność. Postaci z krwi i kości.
Mamma zakochanna w rozpuszczonym jak dziadowski bicz synku, przysłowiowy gangsterski szyk, typowe bokserskie podkoszulki i na okrągło pita kawa z małych ekspresów. Do tego dialogi naszpikowane formułkami, które znamy na pamięć z kryminałów kategorii C. Celowy zabieg. Igort igra z konwencjami i zaprasza do gry czytelnika.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA