fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Egipt. Dla Brata tylko śmierć

Mohamed Mursi dziś przed ogłoszeniem wyroku
AFP
Egipski sąd potrzymał najwyższy wyrok dla obalonego prezydenta Mohameda Mursiego. Na śmierć skazano też 98 innych islamistów

Najważniejszy kraj arabski pozostanie rekordzistą świata w wydawaniu wyroków śmierci. Na dodatek są to wyroki dotyczące polityków, przeciwników obecnych władz.

Mohamed Mursi, który był jedynym demokratycznie wybranym prezydentem kraju i został obalony przez armię dwa lata temu, po raz pierwszy usłyszał najwyższy wyrok w połowie maja. Odkładana decyzja o zatwierdzeniu go miała się pojawić 16 czerwca. I tak się stało, choć z doniesień niektórych mediów zachodnich, wynika, że będzie możliwa jeszcze jedna apelacja. We wtorek sąd w Kairze najpierw ogłosił, że Mursi dostanie dożywocie za współpracę szpiegowską z wrogimi krajami i organizacjami (Iranem, Hezbollahem, Hamasem). Co niektórzy interpretowali jako obniżenie wyroku z połowy maja.

Szybko się jednak okazało, że sąd dawkuje napięcie. Utrzymał karę śmierci dla byłego prezydenta za ucieczkę z więzienia cztery lata temu, w której też pomagały mu wrogie siły, "mające na celu destabilizację Egiptu".

Najwyższy wyrok, jak pisze portal czołowej egipskiej gazety "Al-Ahram", zapadł zresztą wobec 99 liderów Bractwa Muzułmańskiego (ale tylko sześciu jest za kratami, inni byli sądzeni in absentia). W tym jego najwyższego przywódcy Mohameda Badii oraz lidera umiarkowanego skrzydła Esama al-Eriana, pierwszego ważnego Brata, z którym miałem okazję rozmawiać (w czasie rewolucji, która na początku 2011 roku obaliła dyktatora Hosniego Mubaraka).

Skazywanie na śmierć za ucieczkę z więzienia organizacje broniące praw człowieka już wcześniej uznawały za farsę. Doszło do niej w czasie wspomnianej rewolucji, niektórzy z ponad setki uciekinierów podpalali i plądrowali obiekty więzienia, w oskarżeniu jest też mowa o zabijaniu.

Nic nie wiadomo o tym, by przyszły prezydent kogoś zabijał, ale jak tłumaczył mi w zeszłym roku prorządowy politolog, sądy wydają karę śmierci dla "zabójczych tłumów" z Bractwa Muzułmańskiego. Ginie jedna osoba, a wyroków śmierci jest sto, bo "każdy w tłumie jest narzędziem mordu, niezależnie od tego, czy sam zabija, czy się przygląda". Po obaleniu Mursiego Bractwo Muzułmańskie zostało zdelegalizowane, pozbawione liderów, którzy wylądowali w więzieniach, oraz majątku, a w końcu uznane za organizację terrorystyczną.

Zachód spokojnie przyjął totalną rozprawę z islamistami. Obecny przywódca Abdel Fatah as-Sisi jest przyjmowany na salonach i sam przyjmuje. Dwa tygodnie temu był w Niemczech, gdzie spotkania z nim odmówił tylko szef Bundestagu (bo w Egipcie nie działa parlament). Rozmawiała z nim kanclerz, z honorami wojskowymi przyjmował prezydent. W tle były wielomiliardowe kontrakty dla niemieckich koncernów.

W przeddzień potwierdzenia wyroków śmierci Sisi zaprosił do Egiptu papieża Franciszka. Pod zaproszeniem podpisał się też papież Koptów Tawadros II, który wspiera Sisiego jako obrońcę mniejszości chrześcijańskiej (Koptów w 83-milionowym Egipcie jest kilkanaście milionów). W lecie 2013 roku, w czasie obalania Mursiego papież Tawadros przebywał w koptyjskim monastyrze w Wadi Natrun, oazie w połowie drogi między Kairem a nadmorską metropolią Aleksandrią. W Wadi Natrun jest też więzienie, z którego Mursi uciekł w 2011 roku.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA