fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia

Trzeba uczyć o wartości pieniądza

dr hab. Filip Chybalski, dr inż. Edyta Marcinkiewicz i studenci uczestniczący w debacie oksfordzkiej
ROL
Młodzi ludzie nie wiedzą jak działa system emerytalny - mówią "Rzeczpospolitej" studenci Politechniki Łódzkiej.

Czy młodych ludzi interesuje tak odległa przyszłość, jaką jest emerytura?

Prawdopodobnie większości raczej nie. My też niespecjalnie się tą tematyką interesowaliśmy, aż do zajęć z finansów systemów emerytalnych z prof. Chybalskim, które były bardzo wciągające. Można powiedzieć, że wyróżniały się spośród pozostałych, niestety często nudnych przedmiotów. Natomiast fakt, jest taki, że młodzi ludzie raczej nie myślą o emeryturze, a już na pewno w poważny sposób przez pryzmat jej finansowego zabezpieczenia.

Czyli waszym zdaniem sposób samego przekazywania wiedzy finansowej ma ogromne znaczenie?

Sądzimy że ogromne. Szczerze powiedziawszy przed tymi zajęciami większość z nas nie miała bladego pojęcia jak funkcjonuje system emerytalny. Dopiero wiedza o tych mechanizmach uświadamia człowiekowi konieczność zadbania o swoją przyszłość. Oczywiście taka tematyka jest często poruszana w naszych domach. Słyszymy narzekania naszych rodziców czy dziadków i jakieś tam poglądy się wówczas kształtują. Jednak wiedzy w tym niewiele.

Babcie narzekają na niskie świadczenia?

Prawda jest taka, że jakie by one nie były, to zawsze będą za niskie. Ludzie zawsze znajdą pomysł na większe wydatki. Bardziej chodzi o to, że mówiąc szczerze sam temat emerytur sam w sobie nie jest interesujący. Trudno więc oczekiwać od społeczeństwa takiej wiedzy. Niestety owy brak świadomości jest skrupulatnie wykorzystywany choćby przez polityków, którzy mogą wszystko obiecać.

A jakie wśród studentów, którzy nie zgłębili tematyki emerytalnej panuje przekonanie?

Na pewno takie, że państwo na pewno zabezpieczy ich świadczenie emerytalne. Chyba całe społeczeństwo jest do tego przyzwyczajone i uważa, że co by się nie działo, to jednak emerytura jest zagwarantowana. Ludzie nie rozumieją niebezpiecznych trendów demograficznych.

Co młodzi ludzie rozumieją przez oszczędzanie na emeryturę? Czy no. kupno mieszkania jest taką formą budowania kapitału?

Z pewnością tak. Jednak wiadomo, że to także ryzykowna inwestycja. Wartość nieruchomości może spaść, a i z najmem w przyszłości nie wiadomo jak będzie. Zwłaszcza, że jest nas coraz mniej. Może się to okazać problematyczne. Wydaje się nam, że instrumenty finansowe mogą być lepszym rozwiązaniem. Choć oczywiście trzeba pamiętać o ryzyku i mieć jako taką wiedzę na temat inwestowania. Można się wpakować w jakieś fatalne produkty wciśnięte przez sprytnego sprzedawcę i nic z tego nie mieć, żadnej stopy zwrotu, a nawet stracić swoje oszczędności.

Jakie jest wasze podejście właśnie do takich sprytnych sprzedawców, wciskających złe produkty?

Chyba wracamy do kwestii odpowiedniej edukacji. Jeśli mamy wiedzę na ten temat to nie damy sobie czegoś takiego wcisnąć. Wiadomo, że akwizycja rządzi się swoimi prawami. Ci sprzedawcy dostają prowizję i zawsze muszą się starać żeby jak najwięcej sprzedać, ale to nasza kwestia czy my wiemy o co chodzi, czy po prostu ufamy ślepo temu co nam mówi taki sprzedawca. Taka jest prawda, że wszystko co podpisujemy również to, co mamy małym druczkiem napisane, powinniśmy przeczytać. Tak naprawdę każdy kto bierze kredyt czy podpisuje jakiekolwiek inne umowy podpisuje robi to na własną odpowiedzialność.

A jak waszym zdaniem taka edukacja finansowa powinna wyglądać. Każdy z was miał chyba w szkole średniej przedmiot o przedsiębiorczości.

To były takie suche teorie, puste zagadnienia, co to jest podaż, co to jest popyt. Tak naprawdę nikt nie wytłumaczył nam, że jeżeli nie zaczniemy oszczędzać z głową i to we wczesnym wieku, to tak naprawdę zostaniemy z niczym.

To im wcześniej o tym będzie się mówić tym lepiej?

Jak się za wcześnie to wprowadzi, to dzieci będą to omijać szerokim łukiem. Zobaczmy: każdy z nas miał całą tę przedsiębiorczość w liceum i szczerze mówiąc wówczas nikt z nas nie wiedział jaką drogą iść. Dopiero wchodziliśmy pomału w dorosłość tak naprawdę. Naszym zdaniem to nawet nie musiałby być jakiś przedmiot w szkole. W podstawówce na przykład pamiętamy, że każdy miał jakąś książeczkę oszczędnościową, mógł lokować pieniądze i nimi dysponować. Przynajmniej u mnie była taka akcja zorganizowana (mówi jedna ze studentek, przyp. red.). Od klasy od 1 do 6 mieliśmy takie książeczki, gdzie każdy jak miał jakieś kieszonkowe mógł odkładać. Ale takie programy są niestety rzadkością i w większości szkół nic takiego się nie dzieje.

A szkoda, bo to chyba daje jakieś wyczucie pieniądza?

Zdecydowanie. Takie programy powinny być obowiązkowe w każdej podstawówce. Każde dziecko powinno być uczone oszczędzania i ewentualnego inwestowania. Bo nie sztuką jest inwestować tylko sztuką wiedzieć jak inwestować - przynajmniej tak nam mówili rodzice. Fajnie by było gdzieś odkładać, mieć tę świadomość, że mam tyle i tyle odłożone, że później mogę to sobie gdzieś tam wypłacić, na coś wydać, skonsumować. Dziecko też wówczas inaczej docenia to co ma.

- Rozmawiał Mateusz Pawlak

Rozmowa została przeprowadzana z uczestnikami studenckiej debaty oksfordzkiej „Czy zmiany w polskim systemie emerytalnym są korzystne z punktu widzenia młodych?" W wywiadzie brali udział: Aleksandra Kardasz, Małgorzata Gumola, Agata Motyka, Agnieszka Górczyńska, Joanna Walczak, Anna Dychto, Dorota Królikowska oraz Bartłomiej Kurkowski.

Źródło: mojaemerytura.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA