fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Proces kontradyktoryjny: Zły biegły szkodzi Temidzie

Konferencja na temat roli biegłych sądowych w nowym procesie karnym. Na zdjęciu od lewej dr Mieczysław Błoński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego, prof. zw. dr hab., dr h.c. Brunon Hołyst, Uczelnia Łazarskiego, Jerzy Strzeżek, prezes Fundacji „Ubi societas, ibi ius”, i Paweł Kaliszczak, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Krakowie
Fotorzepa
Kontradyktoryjny proces może się okazać łaskawszy dla zamożnych oskarżonych, których stać na prywatne opinie biegłych.

Im bliżej 1 lipca 2015 r., a więc i wejścia w życie nowego – kontradyktoryjnego – procesu karnego, tym więcej wątpliwości mają ci, którym przyjdzie stosować zmienione prawo. Wiążą się one nie tylko ze zmianą ról procesowych przed sądem, który stanie się jedynie arbitrem, ale i innym statusem biegłych w nowej formule procesu. I właśnie o nim dyskutowali w minioną środę uczestnicy konferencji „Biegły w wymiarze sprawiedliwości", która odbyła się w Uczelni Łazarskiego w Warszawie. – Zły biegły przeszkadza wymiarowi sprawiedliwości, mądry go wspomaga – tak rozpoczął spotkanie prof. Brunon Hołyst, kryminolog. Jakość opinii ekspertów i problemy, jakie sprawiają one sądom, były przedmiotem kilkugodzinnej dyskusji. Wniosek nr 1: kontradyktoryjny proces karny może okazać się łaskawszy dla zamożnych oskarżonych. Tych bowiem stać będzie na prywatne opinie najlepszych, a zarazem najdroższych, ekspertów. Wniosek nr 2: biegli muszą doczekać się nowej, dobrej ustawy. To, co proponuje na dziś Ministerstwo Sprawiedliwości, pozostawia wiele do życzenia.

Nie z automatu

Zgodnie ze znowelizowanym k.p.k. mogą być odczytywane na rozprawie wszelkie dokumenty prywatne powstałe poza postępowaniem karnym. Nic więc dziwnego, że art. 393 § 3 zmienionej procedury karnej budzi tak wiele emocji. Stanowi, że „mogą być odczytywane na rozprawie wszelkie dokumenty prywatne powstałe poza postępowaniem karnym, w szczególności oświadczenia, publikacje, listy oraz notatki".

Przepis ten otwiera drogę ekspertyzie prywatnej. Kto będzie mógł ją sporządzać? Rzeczoznawca (specjalista lub biegły) na zlecenie uczestnika procesu karnego niebędącego organem prowadzącym postępowanie karne na danym jego etapie, czyli np. prokuratora. Przygotowana przez biegłego opinia prywatna nie jest traktowana automatycznie jako część materiału dowodowego. Decydować o tym będzie sąd.

– Często po takie opinie będą sięgać te strony, które dysponują dużymi pieniędzmi. Nawet zakładając absolutną rzetelność tych opinii, strona procesowa będzie mogła wprowadzić bocznymi drzwiami dowody opracowane pod określone tezy – mówił prokurator Jerzy Duży z bydgoskiej Prokuratury Okręgowej. I trudno nie przyznać mu racji.

– Opinia prywatna nie będzie odpowiedzią na konkretne pytania, bo takiego wymogu nie ma – podnosili inni dyskutanci. Pojawić się też mogą problemy natury technicznej. Przykład? Badania dowodów rzeczowych, np. zabezpieczonych narkotyków. Czy prokurator lub sąd będą musieli udostępnić materiały do badań prywatnym ekspertom – zastanawiali się prokuratorzy. Jak sami twierdzili, jeśli ma być mowa o równości stron, to tak być powinno.

– Jeżeli prokurator występuje o powołanie biegłego, to ma on dostęp do materiałów sprawy – podkreślali.

Padały też pytania bez odpowiedzi.

Czy prokurator, chcąc sprawdzić prywatną opinię, będzie mógł sobie wynająć prywatnego eksperta? Jeśli tak, to jak potem taką czynność rozliczyć?

Sąd nie docieka

Nowy proces karny wymaga nowoczesnych biegłych.

– Sądy niestety zbyt często poprzestają na opinii ekspertów, nie dociekając szczegółów – mówił prof. Jacek Izydorczyk, kierownik Zakładu Postępowań Szczególnych na Uniwersytecie Łódzkim.

Jakie jeszcze mankamenty dostrzega? Powoływanie ciągle tych samych ekspertów i niefachowość opinii. Ostre słowa padały także pod adresem sędziów, którzy tolerują fałszywe zeznania świadków. A brak ich reakcji sprawia, że strony powołują kolejnych, którzy też mówią nieprawdę w obronie tzw. linii obrony.

Kolejne zarzuty to zbyt szerokie ekspertyzy, co oznacza, że biegli wypowiadają się w kwestiach, w których nie powinni (np. kwalifikacji prawnej zarzucanego oskarżonemu czynu).

Jako jeden ze słabych punktów reformy paneliści wskazywali brak nowoczesnego kompleksowego uregulowania przepisów o biegłych sądowych. W Ministerstwie Sprawiedliwości od lat trwają prace nad nową ustawą o biegłych. Kolejne projekty jednak, zamiast trafiać do Sejmu, zalegają ministerialne półki. Ostatni ma też niewielkie szanse na uchwalenie, ale MS zapewnia, że prace trwają.

Co proponuje? Sędziowie i prokuratorzy mają informować prezesów, jeśli biegli nie przychodzą do sądu, opóźniają proces i przygotowują opinie złej jakości. Biegli będą ustanawiani na pięć lat i mają pierwszeństwo przy zlecaniu opinii przez sądy i prokuratury.

Zarezerwowany tytuł

Tytuł „biegły sądowy" będzie zarezerwowany dla osób wpisanych na listę. Nowa ustawa nie wyklucza jednak powoływania biegłych ad hoc z osobliwych dziedzin. Wśród ekspertów, z mocy ustawy, biegłymi staną się też instytucje – zakłady medycyny sądowej, policyjne laboratoria kryminalistyczne, instytuty badawcze, rodzinne ośrodki diagnostyczno-konsultacyjne, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Pierwszeństwo zawsze jednak będzie przysługiwało ekspertom z listy.

Biegłych sądowych będzie ustanawiał prezes sądu okręgowego w drodze decyzji administracyjnej z możliwością przedłużenia wpisu. Jeśli uzna to za konieczne, będzie mógł powołać komisję ekspertów, która sama oceni kandydata i jego kompetencje. Podstawą oceny będą przedstawione dokumenty, a w razie potrzeby – dodatkowe wyjaśnienia.

Nowością jest to, że tuż po ślubowaniu biegli będą musieli obowiązkowo przejść szkolenie z zasad procesu i przygotowywania opinii. Będą też mieli obowiązek stale podnosić kwalifikacje w dziedzinie wiedzy, nauki, techniki, sztuki lub rzemiosła, w której zostali ustanowieni.

Projekt przewiduje też obligatoryjne skreślenie z listy. Dojdzie do tego, kiedy biegły przestanie spełniać warunki niezbędne do sprawowania funkcji albo – wbrew temu, co oświadczył – nigdy ich nie spełniał. Dotychczasowi biegli mają utrzymać status do końca kadencji. Potem będą musieli spełnić wymagania określone w nowej ustawie i uzyskać certyfikat ze znajomości procesu.

Co z prywatnymi?

Wady ministerialnych propozycji wymieniała podczas konferencji dr Magdalena Tomaszewska z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Opinia biegłego może mieć fundamentalne znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy. Dobrze by było, by o losach wyniku procesu rozstrzygali najwybitniejsi eksperci. Tymczasem dziś niejasny jest status biegłego – zauważyła.

– W projekcie nie ma ani słowa o tzw. biegłych prywatnych, podstawą procesu kontradyktoryjnego jest zaś zasada równości stron, więc takie kwestie w propozycjach powinny się znaleźć – mówiła. Kolejnym nierozstrzygniętym problemem jest wynagrodzenie dla biegłych prywatnych. – W przepisach nie ma informacji o refundacji ich opinii – dodała.

Projekt nie rozstrzyga, czy jest nim osoba prowadząca działalność gospodarczą, czy wykonująca czynności procesowe. A odpowiedź na to pytanie ma znaczenie dla odpowiedzialności konkretnego eksperta – podkreślała.

Jej zdaniem niezałatwiona pozostaje kwestia weryfikacji ekspertów. Zająć się tym ma specjalna komisja albo wybitny ekspert, choć do dziś nie wiadomo, kto ma nim być. W przepisach przewidziano, że za taką weryfikację komisja i ekspert mogliby zainkasować 542 zł.

– Ciekawe, który z poważnych ekspertów zechce się zajmować weryfikacją za taką kwotę – mówili uczestnicy konferencji w kuluarach.

W ustawie nie ma też żadnego rozstrzygnięcia dotyczącego biegłych prywatnych. W procedurze karnej nie przesądzono także, czy taki prywatny ekspert będzie miał dostęp do akt sprawy, a bez nich jego praca jest niewykonalna. Podobnie sprawa się ma z badaniem dowodów rzeczowych, np. zatrzymanych narkotyków.

Kolejny zarzut do ministerialnych przepisów to brak mechanizmów służących do weryfikacji ekspertów. Otóż teoretycznie i praktycznie weryfikacją powinien się zająć prezes sądu, który wpisuje eksperta na listę. Problem w tym, że nie wiadomo, jak ma to robić. Jeśli bowiem w ciągu pięciu lat ekspert nie dostanie żadnego zlecenia, to nie sposób będzie ocenić jego kwalifikacje, a więc będzie mógł zostać wpisany na kolejną kadencję.

Projekt ustawy ma też swoistą lukę. Nie ma w nim ani słowa, jak weryfikować biegłych ad hoc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA