fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Jak została prawnikiem Jadwiga Glumińska-Pawlic

Jadwiga Glumińska-Pawlic
Fotorzepa/Bartosz Jankowski
Jak zostałam prawnikiem... dla „Rzeczpospolitej”: Prof. Jadwiga Glumińska-Pawlic, kierownik Katedry Prawa Finansowego Uniwersytetu Śląskiego, przewodnicząca Krajowej Rady Doradców Podatkowych

Rz: Słyszałam, że była pani bardzo aktywną studentką.

Prof. Jadwiga Glumińska-Pawlic: Zawsze łączyłam naukę z przyjemnością i życiem towarzyskim. Uczyłam się dobrze, byłam prezesem koła naukowego prawników, ale angażowałam się też w działalność społeczną i organizację juwenaliów. Jako członkini Rady Wydziałowej współorganizowałam m.in. spływ kajakowy po rzece Rawie. Wtedy to był ściek. Kajaki wypożyczyliśmy z Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, a ze studium wojskowego pakiety przeciwchemiczne. Zapach i opary nad Rawą był bowiem takie, że startujący w wyścigu musieli płynąć w maskach przeciwgazowych. Byli też ubrani w stosowne kombinezony. Zwycięzca otrzymywał puchar: ocynkowane wiadro z wygrawerowanym napisem, że jest to puchar przechodni. Zwycięzca musiał więc trzymać ten kubełek przez rok – aż do następnych juwenaliów.

Czy brała pani udział w tych zawodach?

Na szczęście ja je tylko organizowałam. Trudności pojawiły się po spływie. Okazało się, że woda była tak zanieczyszczona, że wygryzła w kajakach dziury. Nikt z nas nie chciał ich zwrócić do Parku Kultury, tym bardziej że wypożyczyliśmy je pod pretekstem wystawy sprzętu rekreacyjnego.

Kiedyś juwenalia wyglądały inaczej. Chciało nam się bawić. Dziś, kiedy opowiadam o tym moim studentom, patrzą na mnie jak na Świętego Mikołaja i nie wierzą, że do dziś łączy nas przyjaźń i nadal spotykamy się z kolegami z roku.

Czy to spływ Rawą zainspirował panią do wyboru tematu pracy magisterskiej?

Pracę magisterską rzeczywiście pisałam z administracyjno-prawnej ochrony wód przed zanieczyszczeniami. W tamtych latach prowadzona była rabunkowa gospodarka wodnościekowa i nasze rzeki zamieniły się w ścieki. Dlatego być może zainteresowałam się tą tematyką. Tytuł mojej pracy doktorskiej zaś brzmiał: „Ochrona środowiska w świetle polskiego prawa finansowego". Chodziło o sposoby i źródła finansowania działań proekologicznych. A po latach zostałam pierwszym tytularnym profesorem prawa finansowego na Uniwersytecie Śląskim.

A kiedy się pani zainteresowała podatkami?

Kiedy zaczęły być modne, czyli w 1991 r. Wtedy została uchwalona ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych. Wcześniej nie płaciliśmy sami podatków, bo odprowadzał je za nas pracodawca. Świadomość zobowiązań publicznoprawnych do większości społeczeństwa nie docierała. Brałam więc udział w akcji uświadamiania obywateli. Prowadziłam szkolenia informacyjne wśród załóg w zakładach pracy. Pamiętam, że gdy na jednym z nich powiedziałam, że od pierwszego stycznia trzeba będzie płacić powszechny, osobisty podatek dochodowy od osób fizycznych, przez salę przeszedł jęk niezadowolenia. Robotnicy się oburzali, że podatek będą płacili tylko „fizyczni, a umysłowi nie". To obrazuje, jak wiele było do zrobienia.

Zajmowała się też pani finansami samorządów.

Tak, kiedy restytuowano samorząd terytorialny, zajęłam się gospodarką finansową samorządu i źródłami dochodów gmin. W 1993 r. zostałam członkiem kolegium RIO, w połowie lat 90. zaczęłam orzekać w podatkowej komisji odwoławczej przy Izbie Skarbowej w Katowicach, potem w Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Zawsze miałam świadomość, że sama teoria w prawie podatkowym nie wystarczy. W którymś momencie je pokochałam. Najważniejsze, by robić to, co się lubi. Uwielbiam też dydaktykę. Mam już wypromowanych dziesięciu doktorów nauk prawnych.

Wykłada pani w Katowicach, ale jest pani też przewodniczącą Krajowej Rady Doradców Podatkowych, która ma siedzibę w Warszawie. Chyba wiele pani podróżuje.

Tak. Teraz jestem w Warszawie, w zeszłym tygodniu byłam w Poznaniu, wczoraj w Białymstoku, a w przyszłym tygodniu będę na konferencji w Opolu.

Czy to nie jest męczące?

Trochę tak. W trakcie podróży samochodem lubię słuchać muzyki, m.in. Bryana Adamsa, ponadczasowego zespołu Queen, ale również Kamila Bednarka. Lubię też argentyńskie tanga w wersji elektronicznej. Dają mi powera. Dobrze się dzięki nim prowadzi, ale muszę uważać, żeby nie przekroczyć prędkości.

Teraz łatwo będzie można stracić prawo jazdy.

Tak, tym bardziej że w centrum Katowic planują obniżenie dozwolonej prędkości do 30 km/h. Będę więc chyba musiała przesiąść się na hulajnogę.

—rozmawiała Katarzyna Wójcik

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA