fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rosja: lista niechcianych

Rosyjski prezydent Władimir Putin
AFP
Duma przyjęła ustawę pozwalającą usuwać z kraju zagraniczne „niepożądane organizacje” pozarządowe.

Decyzję, kto powinien zakończyć działalność będzie podejmował prokurator generalny lub któryś z jego zastępców – po konsultacji z ministerstwem spraw zagranicznych.

Cudzoziemcy działający w „niepożądanych organizacjach" będą otrzymywać zakaz wjazdu do Rosji. Za pracę w takiej organizacji mimo zakazu grozi grzywna. Ale ponowna jego naruszenie będzie już karane więzieniem. W tym celu parlament dopisał specjalny paragraf do kodeksu karnego.

W pierwszej wersji projektu ustawy (przedstawionej w styczniu) nowe prawo obejmowało również przedsiębiorstwa komercyjne. „Są takie organizacje, które szkodzą Rosji poprzez operacje gospodarcze. (...) Na przykład spadek cen ropy naftowej (to efekt ich działalności)" – mówił wtedy pomysłodawca ustawy Aleksandr Tarnawskij.

„Gdzieś od Olimpiady (w Soczi) Rosję postanowiono docisnąć i – jak to się mówi – wystawić jej rachunek za coś tam. Odczuliśmy, że nie chcą z nami rozmawiać jak równy z równym a chcą, byśmy kogoś obsługiwali. Na niektóre ataki postanowiliśmy odpowiedzieć" – kontynuował Tarnawskij tłumaczenie dlaczego zgłosił taki projekt.

Jednak w ciągu czterech miesięcy parlamentarzyści wprowadzili w nim poprawki, które ograniczają działanie nowego prawa tylko do organizacji pozarządowych: „międzynarodowych organizacji, stanowiących zagrożenie dla obronności i bezpieczeństwa kraju, porządku publicznego lub zdrowia mieszkańców".

„Utracimy możliwość współpracy z Amnesty International, Human Rights Watch czy Lekarzami bez granic. W rzeczy samej (ta ustawa) to żelazna kurtyna ustawiona między Rosją i światem" – powiedziała o ustawie działaczka społeczna Swietłana Gannuszkina.

Cała ustawa z listą „organizacji niepożądanych" jest dołączona jako poprawka do innej ustawy z 2012 roku „Środki oddziaływania na osoby winne naruszaniu praw człowieka oraz praw rosyjskich obywateli". Ta ostatnia zwana jest „ustawą Dimy Jakowlewa" – od nazwiska rosyjskiego dziecka adoptowanego w USA i zmarłego tam z powodu nieuwagi rodziców. Ta z kolei była odpowiedzią na amerykańską „listę Magnickiego" – osób winnych śmierci moskiewskiego prawnika walczącego z korupcją i objętych amerykańskimi sankcjami.

Najnowsze prawo jest też logiczną kontynuacją wcześniej przyjętej ustawy o „zagranicznych agentach", nakazującej pozarządowym organizacjom otrzymującym pomoc finansową z zagranicy używanie takiego określenia w swoich nazwach. Poprzednie prawo określało dokładnie kto powinien zostać uznany za „zagranicznego agenta", nie przewidywało natomiast procedury odwoławczej.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA