fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Świerzy jak Matejko

Bolesław Chrobry, Jadwiga i Stanisław August – tak ich widział Waldemar Świerzy, mistrz plakatu
materiały prasowe
Stajemy oko w oko z naszą historią, z jej twarzami. Miejsce godne, na Zamku Królewskim. Choć nie każdy z nich zasługuje na taki zaszczyt...

Ta wredna, opuchnięta od gorzały morda – to ma być monarcha? Taki miałby nami rządzić? Ten pyszałkowaty chłopaczek, który pewnie urwał się z placu Hipstera – że niby książę? A ten lubieżnik z kobiecymi usteczkami, uformowanymi w dzióbek – takiemu oddawać królewskie honory?

Ale sporo sympatycznych facjat. Sami swoi. Tego gościa znam, to chyba Franek M., jego oczy. Czyżby wywodził się z dynastii Jagiellonów? A tam – czy to nie Maryla? Jej oczy i idealny owal twarzy. Najwidoczniej jakaś kropla jej krwi pochodzi od królowej Jadwigi Andegaweńskiej...

Dalecy od ideału

Jestem pewna, że podobnych reakcji będzie na tym pokazie mnóstwo. Bo przecież nikt nie wie, na kogo zapatrzył się Waldemar Świerzy, malując swój poczet królów polskich. Chciał ich zobaczyć jako postaci z krwi i kości, ze wszystkimi mankamentami urody i wadami charakteru wyrytymi w rysach, wpisanymi w spojrzenie, w grymas ust. Toteż musiał korzystać z modeli współczesnych, znajomych, z tych, których oglądał na ekranie.

Sam o sobie mówił, że jest „patrzacz". Miał fenomenalną pamięć wzrokową i kiedy nie potrafił przypomnieć sobie nazwiska danej osoby, po prostu ją rysował, a Magda, jego żona, bez trudu odgadywała, kto zacz.

Teraz wystarczy poczytać podpisy, żeby widzieć, kogo przedstawia wizerunek – a jest ich 49, w układzie chronologicznym. Każdy konterfekt został opatrzony charakterystyką autorstwa Marka Klata. Kapitalne! Na podstawie dokumentów z epoki, kronik czy innych zapisków historyk wykreował jędrne i dalekie od panegiryzmu opisy naszych władców.

Uprzedzam: wiara w „wyjątkowość" tych, co dzierżyli berło – o ile ktoś takową posiadał – legnie w gruzach. Często to typy spod ciemnej gwiazdy, miernoty i degeneraci. Oczywiście zdarzały się postaci świetlane, jakby uformowane z samych przymiotów, ale to nikły procent. I wcale nie znaczy, że właśnie ci najlepsi, najbardziej wartościowi najbardziej podziałali na wyobraźnię Świerzego. Czasem się wydaje, że sympatyzował z jakimś moczymordą czy polubił charakternego zabijakę.

Inaczej polskich monarchów chciał widzieć Jan Matejko. Nasz największy malarz historyczny, tworzący ku pokrzepieniu serc, wolał idealizować. Na jego rysunkach koronowani lub nie władcy wyróżniają się godną postawą i rasowymi twarzami, które miały świadczyć o równie szlachetnej naturze i przywódczych cechach. Jak wiadomo, prawda była inna...

No, ale mistrz Jan wierzył w misję, polegał na niej jak na Zawiszy. Jego skłonność do historycznej wierności kazała mu gromadzić zabytkowe kostiumy i akcesoria, cyzelować z pietyzmem każdy detal.

Ale uwaga! Jego wersja królewskiego pocztu jest bez kolorów.

To wcale nie są obrazy, lecz rysunki ołówkiem, na podstawie których powstały grafiki, które z kolei stały się podstawą wizerunków przedstawionych na monetach, znaczkach pocztowych i banknotach. Niektóre (projektu Andrzeja Heidricha) nadal są w obiegu.

Czy można się dziwić, że ta pozytywna i pozytywistyczna wizja funkcjonowała w narodzie przez długie lata, nawet po odzyskaniu przez nas niepodległości?

Polacy wolą się widzieć jako naród naznaczony cierpieniem i heroiczny. Lepiej nie konfrontować tego mitu z rzeczywistością i skupić się na wystawie.

W pierwszej sali – niegdysiejszym gabinecie prezydenta Ignacego Mościckiego – pokazano pięć oryginalnych rysunków Matejki (specjalnie przyciemniono oświetlenie, papier nie lubi nadmiaru luksów). Wypożyczone z Muzeum Narodowego we Wrocławiu dawno nie widziały jakiegokolwiek światła, toteż okazja wyjątkowa.

Pośrodku pomieszczenia znajdują się gabloty z królewską kasą (nie radzę się włamywać, to nie są wartościowe numizmaty). Na ścianie ekran z fragmentami filmów, w których grali królowie naszego kina, ze szczególnym uwzględnieniem Mariusza Dmochowskiego, którego obszerna figura zdominowała ekranowy poczet (rekordzista: czterokrotnie grał Sobieskiego u różnych reżyserów).

Pojedynek na berła

W długiej i wąskiej galerii oglądamy przeplatany ciąg monarchów: ten kolorowy, wyeksponowany, bliżej widza stworzył Waldemar Świerzy. Powieszone tuż obok starsze, czarno-białe wersje to faksymile rysunków Matejki.

Do tego, żeby stanął w szranki z mistrzem Janem, namówił Świerzego Andrzej Pągowski, spiritus movens przedsięwzięcia. On też (Pągowski) doprowadził do tego konfrontacyjnego pokazu na zamku. To premiera. Owszem, w 2007 roku miała miejsce próbna, jednodniowa wystawa tuzina królewskich portretów wykreowanych przez Świerzego, jednak całość nigdy nie była prezentowana.

Nasz wybitny plakacista pracował nad cyklem ponad siedem lat. Mocno rzecz przeżywał. Kiedy się spotykaliśmy, nie mógł się powstrzymać od sypania anegdotami o... królach. Chciał znać nie tylko jak najwięcej faktów, nade wszystko spragniony był prywatnych relacji i opinii. Miał naukową obstawę: czteroosobowy zespół historyków pilnował, żeby nie strzelił jakiejś kostiumowej gafy – np. ubrał w husarską zbroję Bolesława Krzywoustego czy ukoronował niekoronowanych. Nie przesadzał z nadmierną dbałością o szczegóły, najbardziej zależało mu na charakterologicznej prawdzie.

Waldemar Świerzy zmarł półtora roku temu, nie mając niestety okazji obejrzeć całości na wystawie. My tę szansę mamy. Skorzystajmy, pamiętając: ci królowie są wśród nas.

Wystawa czynna do 19 lipca 2015 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA