fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Cywilizacja

Budowniczy grobowców na zwolnieniu

Dolina Królów, Egipt
Flickr
W starożytności nad Nilem działała państwowa służba zdrowia – twierdzi amerykańska badaczka.

Do takiego nieoczekiwanego wniosku doszła Anne Austin, doktorantka Uniwersytetu Stanforda w Palo Alto.

Śmiertelne choroby, poważne zranienia zostawiają ślady. Archeolodzy wychwytują je w materiale wykopaliskowym, ponieważ szkielety i mumie poddawane są badaniom laboratoryjnym. Ale jakie były choroby, które nękały ludzi w starożytnym Egipcie, nie kończąc jednak ich życia? Czy archeologia może cokolwiek wiedzieć o takich przypadłościach, jak katar, grypa, biegunka? Dotychczas wydawało się, że na to pytanie archeologia nie znajdzie odpowiedzi. Anne Austin podeszła do tego zagadnienia w nowy sposób. Zajęła się „zwolnieniami lekarskimi" robotników pracujących w okresie 1300–100 lat p.n.e w Deir el-Medina koło Luksoru, na zachodnim brzegu Nilu.

W tym okresie porzucono już ideę budowy wielkich piramid. Grobowce dla władców i elity wykuwane były w skalnych dolinach – tak spoczął m.in. Tutanchamon w Dolinie Królów. Deir el-Medina była osadą rzemieślników budujących takie grobowce: skrybów, malarzy, rytowników, kamieniarzy. W osadzie zachowały się dokumenty ich dotyczące.

Anne Austin zbadała ponad 2 tys. „zwolnień" na papirusach i glinianych tabliczkach, na których odnotowano datę oraz okres nieobecności. Większość przypadków niezdolności do pracy to różne infekcje. Miały charakter sezonowy, najwięcej nieobecności przypadało na kwiecień i maj.

Gdy choroba przykuwała robotników do łóżek, pozostawali w domu i otrzymywali pomoc lekarską. Z analizy list płac wynika, że jeden dzień nieobecności nie wpływał na zarobek.

– W Deir el-Medina istniała profesjonalna, opłacana przez państwo służba zdrowia, która miała wspomóc realizowanie zamierzeń władz, czyli budowę grobowców, pomników, obiektów państwowych – wyjaśnia dr Anne Austin.

Jeden z tekstów opisuje sytuację, gdy ekipa odpowiadająca za budowę lewej strony grobowca miała opóźnienie w stosunku do ekipy zajmującej się stroną prawą z powodu choroby robotnika. Jeden z rysowników z ekipy poszukiwał więc zastępcy, oferując mu połowę swojego zarobku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA