fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Potrzebny pakiet pediatryczny

Rzeczpospolita/ Paweł Gałka
Profilaktyka i stomatologia dziecięca jest w zapaści. Szpitale pediatryczne mają gigantyczne długi.

Dzieci powinny mieć odrębny od dorosłych system finansowania leczenia. Z takim apelem do ministra zdrowia zwrócił się Marek Michalak, rzecznik praw dziecka.

Wystąpienie do Bartosza Arłukowicza można odczytywać jako apel o ratowanie pediatrii, która na przestrzeni ostatnich lat znalazła się w finansowej zapaści. NFZ wycenia procedury pediatryczne poniżej opłacalności ich wykonywania, a na specjalizację z pediatrii wśród młodych lekarzy brakuje chętnych.

Dlatego rzecznik praw dziecka proponuje ministrowi, aby stworzył oddzielne rozporządzenie z wykazem szpitalnych świadczeń zdrowotnych dla dzieci. To oznacza, że dotychczasowe rozporządzenie w sprawie koszyka świadczeń gwarantowanych wyliczałoby już tylko procedury medyczne dla dorosłych, a równolegle funkcjonowałby rozporządzenie koszykowe dla dzieci. Za wszystkie usługi medyczne, zarówno dla dzieci, jak i osób powyżej 18. roku życia, płaciłby NFZ. Na leczenie szpitalne dzieci w 2014 roku NFZ wydał 940 mln zł.

Pomysł popierają eksperci, ale zaznaczają, że reforma systemu leczenia dzieci musi pójść znacznie dalej.

– Finansowanie leczenia dzieci trzeba zabrać z NFZ, czyli nie powinno być opłacane ze składek zdrowotnych. Na to muszą być wydzielone pieniądze z budżetu państwa – mówi Maciej Dercz, radca prawny i ekspert ds. ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego. – Dzieci są grupą pacjentów uprzywilejowanych, bo przepisy wskazują, że władza powinna zapewnić szczególną opiekę zdrowotną dzieciom. A do tej pory żaden z rządów tego obowiązku nie zrealizował.

Zdaniem eksperta nie wystarczy zmienić finansowanie leczenia szpitalnego. Trzeba zacząć od podstaw. – Do szkół muszą wrócić pielęgniarki i dentyści. W kwestii stomatologii dziecięcej mamy obecnie zapaść cywilizacyjną – dodaje Dercz.

Epidemia próchnicy

Statystyki są alarmujące. Według danych stomatologów z Naczelnej Rady Lekarskiej ok. 90 proc. siedmiolatków ma próchnicę. To efekt utrzymującej się od 20 lat epidemii próchnicy w Polsce, której państwowy system leczenia stomatologicznego nie jest w stanie zahamować.

– System leczenia uzębienia u dzieci i młodzieży jest w dramatycznym stanie. Teoretycznie wszystkim dzieciom do 18. roku życia przysługują darmowe usługi stomatologiczne w ramach NFZ, a tymczasem rodzice o tym nie wiedzą – podkreśla wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej dr Agnieszka Ruchała-Tyszler.

Ale stomatologia jest w 90 proc. sprywatyzowana. Dlatego dentystom często w ogóle nie opłaca się podpisywać umowy z NFZ, skoro pacjenci i tak przychodzą prywatnie. Stąd – według danych samorządu lekarskiego – aż 51 powiatów pozostaje wciąż bez umowy na stomatologię dziecięcą.

Tymczasem powikłania po próchnicy w wieku dziecięcym mogą mieć dalekosiężne konsekwencje. Mogą powodować wady wzroku, serca i stawów.

Do zniknięcia gabinetów stomatologicznych ze szkół przyczynił się niegdyś sam NFZ. Wymagał, aby były wyposażone w aparat rentgenowski i oddzielną łazienkę. Wiele z nich nie zdecydowało się na kosztowne inwestycje. W efekcie np. w Krakowie zostało jeszcze tylko kilka gabinetów w szkołach spośród 160 działających w 2010 r.

Profilaktyka dziecięca nie sprowadza się jednak tylko do stomatologii. To także szczepionki. Te obowiązkowe finansuje dzieciom ministerstwo. Ale już na te zalecane np. przeciwko pneumokokom rodzice muszą wykładać z własnej kieszeni ok. 1 tys. zł.

Oprócz profilaktyki problemem jest także leczenie dzieci w poradniach i szpitalach.

– Dyrektorzy najchętniej pozbyliby się oddziałów pediatrycznych, bo są one nieopłacalne. Całe szczęście, gdy szpital jest wieloprofilowy i bilans szpitala prowadzącego pediatrię może jeszcze zrównoważyć dobrze wyceniona przez NFZ kardiologia – mówi prof. Alicja Chybicka z Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego.

Przed dwoma laty NFZ pod rządami Agnieszki Pachciarz doszacował finansowo kilkanaście procedur pediatrycznych, m.in. z zakresu laryngologii. Ale później prace nad tym stanęły.

– Rzeczywiście dzięki temu wycena za niektóre świadczenia stała się realna, zwiększyła się o 80–90 proc. Nadal jednak większość z zakresu alergologii czy okulistyki jest nieopłacalna. Dodatkowo co roku mamy 3 mln nadwykonań, za które Fundusz nie chce nam płacić – mówi Mariusz Mazurek, rzecznik prasowy warszawskiego szpitala dziecięcego przy ul. Niekłańskiej. Podkreśla, że tak jak rząd stworzył pakiet onkologiczny, tak powinien powstać pakiet pediatryczny.

Pediatria w powiatach

Zdaniem Macieja Dercza pieniądze na leczenie szpitalne muszą pochodzić z budżetu państwa.

– Rząd powinien zlecać samorządom zadania z zakresu zdrowia dzieci i mógłby na tej podstawie przekazywać im dotacje. Powiaty czy województwa przekazywałyby później te pieniądze szpitalom pediatrycznym lub oddziałom szpitalnym, z którymi podpisywaliby kontrakty – mówi Maciej Dercz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA