Teatr

Z Czechowa też można zrobić współczesny teatr

Rzeczpospolita
„Iwanow” w reżyserii Jana Englerta ze wspaniałymi rolami i powrotem do aktorstwa po 12 latach Andrzeja Łapickiego, który zagrał hrabiego Szabelskiego
„Iwanow” jest debiutancką sztuką Czechowa. Głównym bohaterem uczynił w niej autor wykształconego szlachcica Mikołaja Iwanowa (Jan Frycz), którego młodzieńcze ideały i ambicje poniosły klęskę. Jest człowiekiem świadomym porażki, wypalonym, zgorzkniałym i smutnym.
Niepowodzenia życiowe, a zwłaszcza długi, którymi obciążony jest jego majątek, paraliżują go i odbierają wolę działania. Nie potrafi też darzyć dawnym gorącym uczuciem żony, pięknej Anny (Danuta Stenka), której wyrzekli się jej żydowscy rodzice, kiedy z miłości do Mikołaja przeszła na prawosławie i wzięła ślub w cerkwi. Teraz Anna z wolna, lecz nieubłaganie, umiera na suchoty. Zdaniem młodego doktora Lwowa (Karol Pocheć) ratunkiem dla niej mogłaby być kuracja w jednym z południowych kurortów. Na to, niestety, brakuje pieniędzy, zwłaszcza że Anna nie zamierza wyjechać bez męża. On zaś woli spędzać wieczory w domu bogatego przyjaciela Pawła Lebiediewa (Janusz Gajos) i jego chorobliwie skąpej żony Zinajdy (Grażyna Szapołowska) oraz rozkochanej w nim ich córki Saszy (Karolina Gruszka).
Anna skazana jest więc na towarzystwo Matwieja Szabelskiego (Andrzej Łapicki), zubożałego arystokraty, który na każdym kroku daje upust goryczy i sarkazmowi w krytyce bliźnich. Michał Borkin (Krzysztof Stelmaszyk), daleki krewny Iwanowa i administrator jego majątku, namawia starszego pana na ożenek z okoliczną bogaczką Marfą Babakiną (Anna Seniuk), która dla tytułu hrabiny wydaje się gotowa na taki związek.Sam Szabelski od dawna nie prowadzi życia na poziomie, do jakiego nawykł, myśli więc „czyby się tak nie puścić na tę nikczemną imprezę?”. „Iwanowa” zdobi poczet znakomitych ról współtworzących poruszające widowisko Inscenizacja Jana Englerta wydaje się wręcz wzorowa. Do odczytania mocno zapętlonych wątków sztuki Czechowa reżyser użył uniwersalnego klucza, jakim jest estetyka teatru Witkacego, w którego materii od lat swobodnie się porusza. Tak przefiltrowany „Iwanow” ujawnił niebywałą, groteskową moc, co problemy charakterystyczne dla rosyjskich ziemian końca XIX wieku uczyniło znacznie czytelniejszymi i bliższymi współczesnemu widzowi. Doskonale zabrzmiały zwłaszcza wszystkie psychologiczne i obyczajowe niuanse w scenach zbiorowych, jak przyjęcie u Lebiediewów czy finałowe zawirowania przed ślubem Iwanowa z Saszą. W żadnej z dotychczasowych inscenizacji po odbudowie Teatru Narodowego jego mocny już i skonsolidowany zespół nie ujawnił takiej potencji artystycznej. „Iwanowa” zdobi poczet znakomitych ról harmonijnie współtworzących poruszające widowisko. Jan Frycz obnoszący zmęczoną twarz mężczyzny bez złudzeń, Janusz Gajos jako prostoduszny rozjemca między niedającą się pogodzić lojalnością względem żony i córki a przyjacielem, Danuta Stenka z niezwykłą dumą odbierająca zewsząd kolejne ciosy odrzucenia, Anna Seniuk nieszczędząca okazji, by przyciąć swej równie bogatej, choć skąpej sąsiadce – to prawdziwe sceniczne mistrzostwo. Osobnym rozdziałem jest aktorski powrót Andrzeja Łapickiego w roli pieczeniarza Szabelskiego. Dał wspaniały pokaz gry, z doskonałym wyczuciem dystansu w ukazaniu głębokiej autoironii swojej postaci. Z prawdziwą wirtuozerią trafiał w odpowiedni ton, perfekcyjnie celebrował pauzy, potwierdzając, że jego obecność na scenie nie wzięła się z przypadku. Dał przykład, jak mocno drugoplanowa rola jest w stanie konstruować przedstawienie. Perfekcyjne. Anton Czechow „Iwanow”, przekład Artur Sandauer, reżyseria Jan Englert, scenografia Andrzej Witkowski, muzyka Stanisław Radwan, światło Mirosław Poznański, Teatr Narodowy, Warszawa, premiera 5 kwietnia
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL