fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Analiza: Kim są dziś wyborcy PSL

Fotorzepa/Dominik Pisarek
Ludowcy wykonują karkołomne ruchy jak na partię z tak małą bazą społeczną. Podobne zatopiły Janusza Palikota. Dlaczego, więc mniejszy koalicjant wciąż rośnie w siłę?

Albo Janusz Piechociński jest politycznym geniuszem, albo w Polsce zachodzą zjawiska, których jeszcze nie udało się uchwycić i opisać ekspertom zajmującym się sceną polityczną.

PSL jest uznawany za jedyną w Polsce partię klasową. Dotąd przyjmowało się, że jego siła tkwi na wsi, gdzie jest wybierany głosami rolników. Próby, które podejmował Piechociński, budowy partii szerokiego centrum spełzały na niczym i były ignorowane.

Mało kto pamięta, że zanim powstała Polska Razem, to z PSL miały współpracować niedobitki po partii Polska Jest Najważniejsza. Elżbieta Jakubiak czy Paweł Kowal występowali nawet na konferencjach z ludowcami, ale nikt nie traktował tego poważnie. Choć (szczególnie w koalicji z PO) PSL przedstawia swoje konserwatywne oblicze, to w Polsce przez lata III RP przyjęło się, że to partia, która dostosuje się ideowo do każdego, byle tylko pójść po władzę.

Przez całą kadencję PSL zbierał jednak odrzuty z innych środowisk. Przyjął pierwszych uciekinierów z Twojego Ruchu, łowił w Solidarnej Polsce. Teraz zaś zasilił się dużo większą grupą współpracowników Janusza Palikota, a Piechociński zapowiada łowy po prawej stronie. Jako pierwszy wymieniany jest były poseł PO i Polski Razem John Godson.

To oznacza, że w PSL będą się ścierać nie tylko różne światopoglądy ideowe, ale również różne spojrzenia na gospodarkę, czy inne ważne kwestie, jak oświata, czy wymiar sprawiedliwości. W partii, która postawiła się w koalicji, bo sprzeciwiała się powstaniu komisji badającej rozwiązanie WSI znalazł się Artur Dębski, czyli poseł, bez którego sprawa ta nie zaistniałaby w Sejmie.

Przy takim tyglu, wolty Janusza Palikota, który najpierw chciał pomagać małemu i średniemu biznesowi, by za chwilę za pieniądze państwa budować fabryki, wydają się być spójne jak koncepcja sieci autostradowej w Niemczech. Tyle, że przez takie działania, dziś Palikota nie ma w poważnej polityce (porażki w wyborach europejskich i samorządowych oraz sondaże w okolicach zera). Małe partie, które nie mają tak szerokiej bazy społecznej, nie mogą sobie bowiem pozwolić, na dezorientowanie swojego elektoratu.

Z kolei PSL ma stabilną pozycję w sondażach (8 proc. w IBRiS dla "Rzeczpospolitej" od dwóch miesięcy), ale również poprawia wyborcze wyniki. Wypadł nie tylko lepiej w elekcji sejmikowej, ale również w wyborach europejskich. W sondażach nie balansuje zaś na granicy progu tak jak dotychczas.

Zwolennicy tezy o sfałszowaniu wyborów samorządowych znajdą na to gotową odpowiedź. Tyle, że nawet PiS zaczyna unikać słowa "sfałszowane" i wraca do sformułowania "zafałszowane". W oddającej odczucia tej części sceny formule, należałoby przyjąć, że jeśli były wypaczenia, to nie wyciągnęły wyniku tej partii z całkowitego niebytu, a baza społeczna PSL istnieje. Z resztą Piechociński jest chyba jedynym politykiem, któremu udaje się przyjmować do partii przedstawicieli partii wojującej z Kościołem, a potem brylować w Radiu Maryja (jest jedynym przedstawicielem obecnego rządu, który kilkukrotnie gościł w tym medium, co zawsze przechodziło bez echa).

Jeśli, więc ideowy miszmasz nie zraża wąskiej grupy wyborców PSL, to jaka jest tajemnica jego sukcesów? Najprostsza odpowiedź, to osobisty interes, czyli w skrócie rzecz ujmując, wyborcy PSL nie głosują na tę partię, dlatego, że oddaje ich poglądy, a dlatego, że zapewnia ich byt. Ale czy da się stworzyć, tak rozbudowaną sieć klientystyczną, która pozwalałaby bezpiecznie przechodzić nad sejmowym progiem?

Wątpliwe, by w agencjach i urzędach podległych PSL było zatrudnionych tylu ludzi. Nawet, zakładając, że wszyscy ci ludzie mają rodziny. Tyle, że PSL jest we władzy od 2001 r. (z przerwą na lata 2003-07), ma najwięcej wójtów, burmistrzów i lokalnych radnych. Miał wielu starostów, a po tych wyborach znacząco tę liczbę zwiększył. Nie ma jeszcze dokładnych statystyk, ale polityk PO z jednego z województw, gdzie PSL miało najlepsze wyniki, ocenia, że partia ta obsadziła 80 proc. powiatów.

Ci ludzie to nie tylko stanowiska z politycznego klucza. Mają oni wpływ na szkoły (od dyrektora po sprzątaczkę), czy lokalny biznes, któremu mogą podciągnąć kanalizację albo nie. Mogą wydać pozwolenie na budowę albo nie. Przez lata mogła wytworzyć się w mniejszych miejscowościach nowa elita, której dobrze jest w takim układzie, gdzie wiadomo, co gdzie można załatwić.

To właśnie nauczyciele, lokalni urzędnicy, czy drobni sklepikarze, mogą stanowić trzon poparcia dla PSL. O ile przy wyborach europejskich ich mobilizacja jest na tyle duża, by zapewnić ludowcom stabilną pozycję i utrzymanie czterech europosłów, to rośnie ona, gdy przychodzi do wyborów, gdy decyduje się ich osobisty los. Dlatego w grupie wyborców samorządowych nie stanowią siedmiu, a ponad 20 proc.

Paradoksalnie w mobilizacji tego elektoratu mogą pomagać ataki PiS. Dlaczego? Opozycja zdefiniowała PSL jako głównego wroga na wsi. Ale atakuje go głównie w wąskiej działce związanej z problemami rolników. Na terenach, gdzie uprawa roli, czy hodowla zwierząt odgrywa jakąkolwiek rolę, faktycznie PiS może o poparcie z PSL rywalizować.

Argumenty PiS trafiają szczególnie do rolników w gospodarstwach, które niegdyś w Polsce dominowały, szczególnie na terenie dawnej Kongresówki. Tym gospodarzom coraz trudniej jednak odnaleźć się w obecnej rzeczywistości i z każdym rokiem jest ich coraz mniej. Widać to na mapach poparcia z rozbiciem na powiaty, czy gminy, gdzie dokładnie zarysowują się granice zaborów.

Na terenach zaś o innej historii, gdzie teraz dominują rolnicy mający ogromne gospodarstwa, działające jak firmy, korzystające z pomocy Unii Europejskiej (którą dystrybuują często agendy obsadzone ludźmi z PSL) walka o głosy z ludowcami nie jest tak łatwa. Część rolników bardzo skorzystała na wejściu do UE i nie przekonuje ją, teza, że rolnictwo dotknęła zapaść. Wiadomo, zawsze mogłoby być lepiej, ale nie jest też źle, gdy się ma kilkaset hektarów, kilka kombajnów, czy ciągników i zatrudnia pół wsi.

Uczynienie przez PIS z PSL głównego przeciwnika na wsi sprawia, że dla związanej z PSL lokalnej elity, spór przybiera skalę tej wojny, jaką w kraju z PiS toczy PO. I tak jak PO, choć traci poparcie, to wciąż ma przyczółki w miastach, tak ludowcy rozbudowują swoje bastiony w Polsce lokalnej. Ostatnimi czasy stały się one na tyle silne, że zagrożone poczuło się również SLD, które atakowało partię Piechocińskiego z drugiej strony.

Wydaje się, więc, że fenomen rosnącej roli PSL polega na tym, że nikt nie zauważył jak bardzo zmieniło się jej zaplecze. I nie była to zmiana polegająca na przyciągnięciu innych ludzi. To zmienia się nasze społeczeństwo, a ludowcom udaje się odpowiadać na potrzeby pewnej jego części.

Czy będzie ona rosła? Z pewnością nie jest to tak duży obszar w jakim mogą się poruszać PO czy PiS. Ale zapas jest na tyle duży, by PSL mogło poprawić wynik w wyborach do Sejmu. Skuteczną rywalizację z PSL może podjąć tylko ta partia, która dobrze zdefiniuje grupę, do której trafiają dziś ludowcy. Z pewnością nie chodzi tu tylko o rolników.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA