fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Stanisław Remuszko: 3:2 dla stanu wojennego

Stanisław Remuszko
rp.pl
Najbardziej nawet demokratyczne i praworządne ustalanie prawdy historycznej za pomocą ustaw (władza ustawodawcza) i wyroków (władza sądownicza) mam za obrazę rozumu.
Uważam, że wydarzenia tak niesłychanie złożonego – wprowadzenia stanu wojennego w rzeczywistości politycznej, gospodarczej i społecznej pod każdym względem zasadniczo odmiennej od obecnej – nie można jednoznacznie, precyzyjnie i bilansowo ocenić W OGÓLE (a zwłaszcza dziś, po 33 latach).Nie da się tego zrobić. Nie istnieje taka możliwość! Gruntownie podzieleni w ocenach są wszyscy – nie tylko szeregowi obywatele, lecz także wybitni dziejopisarze, publicyści, prawnicy i politycy.
Nikt mi nie powie, że przez ostatnie ćwierć wieku w polityce i w  mediach gloryfikowano stan wojenny. Było dokładnie na odwrót. Dlatego społecznie znaczące i zarazem zagadkowe są się wyniki wszystkich,  ale to absolutnie wszystkich ankiet, w których – jak w ostatnim badaniu CBOS (czerwiec 2014) – pytano zwykłych ludzi o stosunek do tej dramatycznej decyzji. Już trzy lata temu, w XXX rocznicę 13 grudnia 1981, czołowy polski autorytet socjologiczny pan profesor Antoni Sułek na podstawie analizy wielu różnych badań z lat 1990-2010 wyraził pogląd o historycznym ustabilizowaniu się trwałego podziału opinii Polaków co do słuszności/niesłuszności stanu wojennego.
Jak to konkretnie wygląda? Otóż jeśli do rachuby weźmiemy tylko tych obywateli, którzy doświadczyli stanu wojennego na własnej jako tako rozumnej skórze, oraz tylko tych z nich, którzy opowiadają się „za” lub „przeciw” – wówczas z prostych rachunków wynika, iż spośród każdych dziesięciu statystycznych Polaków „posiadających pogląd” mniej więcej sześciu aprobuje tamto „mniejsze zło” z roku 1981. We wspomnianej ankiecie CBOS sprzed sześciu miesięcy była to nawet zbiorcza odpowiedź w kategorii „wszyscy”, a więc z uwzględnieniem opinii tych, których wtedy jeszcze nie było na świecie. 3 : 2 – brzmi zatem ostateczny rezultat historyczno-wspomnieniowego meczu między Rodakami trzydzieści trzy lata po pierwszym gwizdku; ostateczny, bo sądzę, że w tej proporcji nic istotnego NIGDY już się nie zmieni. Może nam się to podobać lub nie podobać, ale zaprzeczać przytoczonym liczbom nie sposób. Z arytmetyką się nie dyskutuje. Byłbym wielce wdzięczny P.T. Czytelnikom za sugestie, co może być przyczyną takiego osobliwego społecznego zjawiska. Masz pytanie do autora? remuszko@gmail.com
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA