Muzyka

Płyta: Natalia Przybysz Prądy Music CD, 2014

Rzeczpospolita
Premiera nowej płyty Natalii Przybysz to muzyczne wydarzenie jesieni. Fenomenalna wokalistka nawiązuje do legend polskiego i światowego bluesa.

Zapowiadający płytę „Prąd" singiel – potężny, bluesrockowy hymn – szybko wzbudził zachwyt. W ciągu kilku dni wideoklip towarzyszący piosence „Miód" obejrzało w sieci ponad 80 tys. osób i tak rozeszła się wieść o przełomie w twórczości wokalistki. 

Natalia, starsza z sióstr Przybysz, po zawieszeniu w 2006 r. działalności grupy Sistars wydała dotąd trzy solowe albumy: „Maupka Comes Home" (2008), „Gram Duszy" (2010) oraz „Kozmic Blues" (2013). Ale dopiero czwarty – „Prąd", który ukazuje się 17 listopada, spełnia ogromne nadzieje wiązane z nią, odkąd przed dekadą zachwycała, śpiewając „Sutrę" czy „Synu". Kayah powiedziała wtedy: „W polskiej wokalistyce są siostry Przybysz i długo, długo nikt".

Bluesowy grunt

Warto było czekać. „Prąd" to spójny autorski album, nawiązujący do najlepszych wzorców bluesa. Oryginalne kompozycje są dziełem Natalii Przybysz i Jurka Zagórskiego, gitarzysty i producenta płyty. W kilku utworach wspierali ich inni muzycy.

– Zaczęło się od spotkania bratnich dusz, które zachwycają się estetyką bluesa lat 60. i 70. I od tego starego, trochę brudnego brzmienia gitary, odkrytego przypadkiem – mówi „Rzeczpospolitej" Natalia Przybysz. – Gdybym mogła zabrać na koniec świata jedną płytę, byłaby to „Are You Experienced" Jimiego Hendriksa.

„Prąd" to już drugi album Przybysz osadzony w bluesie. Na wydanym przed rokiem „Kozmic Blues. Tribute to Janis Joplin" interpretowała utwory legendarnej wokalistki.

– Spotkanie z muzyką Joplin było najsilniejszym doznaniem artystycznym od czasów Sistars – przyznaje. – Jej utwory mówią o trudnych, granicznych przeżyciach, które są też moim doświadczeniem. Wykonywanie ich na każdym koncercie było wielkim wyzwaniem, także wokalnym, bo Joplin angażowała się całkowicie. To śpiewanie totalne, ryzykowne, grozi utratą głosu. Na płycie „Prąd" czegoś takiego spróbowałam.

Czy blues na dobre zastąpi ciepłe soulowe brzmienia, które dotąd dominowały w nagraniach Przybysz? – Dojrzewam. Poczułam przyjazny grunt pod nogami i chcę go zgłębić – mówi.

Po raz pierwszy samodzielnie wyprodukowała wokalnie album. – Nikt mi nie mówił, czy śpiewam dobrze czy źle – mówi. – Decydowałam sama, przeżywając w studiu wielką wolność. Teraz kręci mi się w głowie na myśl o odpowiedzialności. Ale nie czuję lęku, bo podczas trasy „Kozmic Blues" sprawdziłam, jak ludzie reagują na szczere śpiewanie. Szukają głębszych doznań, zanurzenia się w opowieści, w uczuciach.

Stąd decyzja, by nową płytę zapowiadać dwuczęściowym klipem. – Wzorowałam się na pomyśle grupy Arcade Fire. Filmy są sposobem na zatrzymanie odbiorcy chwilę dłużej, wciągają w przeżywanie – wyjaśnia wokalistka. Klip „Miód" zrealizowano w Szwecji, tam też powstała druga jego część towarzysząca piosence „Nazywam się niebo". Nowy teledysk trafi do sieci w poniedziałek.

Sposób, w jaki został stworzony „Prąd", nawiązuje do stylistyki sprzed kilku dekad. Wszystkie instrumenty nagrywano razem, zaledwie w tydzień. Rejestracja śpiewu zajęła kolejne siedem dni. – Jesteśmy spójnym zespołem. Po wielu koncertach i poprzedniej płycie ufamy sobie. Nagrania nie są idealne, ale ich siłą jest autentyczność – uważa Przybysz. Na płycie wykorzystano m.in. stare typy gitar oraz mikrofon electro-voice z lat 60., z jakim koncertowała Joplin.

Oprócz odwołania do amerykańskich wzorców na płycie wyraźne są lokalne tropy. Po raz pierwszy Przybysz napisała wszystkie teksty po polsku. Jest też świetne wykonanie „Do kogo idziesz?" Miry Kubasińskiej, a także „Kwiaty ojczyste" Czesława Niemena, które ćwiczyła w krzakach nad Narwią i Bugiem. Mówi, że długo dojrzewała do pisania tekstów w języku ojczystym: – To trudne. Niewiele jest polskich piosenek Sistars, których dziś słucham bez zażenowania. Ale wtedy byliśmy dziećmi. Dziś uważam, że nasz język jest piękny i – wbrew temu, co mówi wielu wokalistów – możliwy do zaśpiewania. Wychowałam się na piosenkach Kabaretu Starszych Panów, a mój syn ma na imię Jeremi!

Demony sukcesu

„Prąd" powstawał jako proces terapeutyczny, stąd najbardziej osobiste w dorobku artystki teksty. – „Miód" jest kluczem do całego albumu, stawia pytania i zapowiada wątki, które w innych piosenkach rozwijam – przyznaje.  – Traktuję album jako spójną intymną opowieść. Staram się wzorować na Meshell Ndegeocello, która doskonale buduje nastrój przez układ utworów.

Przybysz chętnie powołuje się na muzycznych mistrzów. – Mój nauczyciel śpiewu mawiał, że na pytanie, kto jest twoją ulubioną wokalistką, powinnam odpowiadać: ja sama. Ale uwielbiam się uczyć. Klasycy stworzyli język muzyki i warto go znać, by nie popaść w nieświadomą odtwórczość. Dobrzy pisarze biorą się z czytania, a dobrzy muzycy – ze słuchania.

Przed ponad rokiem zespół Sistars zapowiedział reaktywację i nagranie nowej płyty, jednak okazało się, że jego członkowie mają różne cele. Po doświadczeniach solowych Natalia Przybysz nie chce wracać do muzyki przebojowej. A muzyczną dojrzałość mierzy skromniejszymi zamierzeniami. – Zrozumiałam, że życie to upływ czasu, cykliczność – mówi. – Nie próbuję jedną płytą wyrazić całej siebie, upchnąć w niej całego świata. Dość wcześnie, bo w muzycznym dzieciństwie, poznałam demony sukcesu. Już tam byłam, jestem od takich dążeń wolna. A teraz, gdy więcej wiem o aranżacji, kompozycji i sobie samej, czerpię z muzyki większą przyjemność.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL