fbTrack

Historia

Marcin Święcicki o Powązkach

Marcin Święcicki podczas kwesty na Powązkach z Jerzym Waldorffem
archiwum prywatne
- Taki cmentarz podtrzymuje narodową świadomość i dumę. Kim byśmy byli bez pamięci o naszych najznakomitszych rodakach? - pyta poseł Marcin Święcicki, przewodniczący Społecznego Komitetu Opieki nad Starymi Powązkami im. Jerzego Waldorffa.
"Rzeczpospolita": Kiedy po raz pierwszy był Pan na Starych Powązkach? I jakie wówczas wywarły na Panu wrażenie?
Marcin Święcicki : Od dzieciństwa Powązki, to był mój rodzinny i najważniejszy cmentarz. Chodziłem z rodzicami na grób mojej starszej siostrzyczki, która umarła jak miałem trzy lata i mojego pradziadka, pochowanego jeszcze przed wojną. Potem tych grobów rodzinnych przybywało: troje dziadków, matka, a trzy lata temu ojciec. Wielu dalszych członków rodziny, przyjaciół, współpracowników i znajomych zostało tu pochowanych. Czy dużo nagrobków było wtedy zniszczonych? Czy nie zwracał Pan na to uwagi?
Było sporo nagrobków i zniszczonych i opuszczonych. Zawsze zapalaliśmy zawsze lampkę na wybranym grobie, którego nikt nie odwiedzał. Jak to się stało, że dołączył Pan do Komitetu Powązkowskiego? Kiedy to było? Do Komitetu wciągnął mnie założyciel i prezes Jerzy Waldorff. Byłem wtedy prezydentem Warszawy. W 1995 roku przyszedł z wnioskiem o miejską dotację i zaproszeniem na kwestę. Nie odmówiłem. Potem dzwonił przed kwestą. Zapraszałem go na spotkania w sprawie warszawskiej kultury. Przyszedł na inauguracyjne posiedzenie i tubalnym głosem rozpoczął swoje wystąpienie słowami "A kultura to w Warszawie leży." Zaprosił mnie też do Komitetu budowy pomnika Józefa Piłsudskiego, tego belwederskiego, który z jego inicjatywy i przy mojej pomocy został postawiony. Kiedy już nie byłem prezydentem miasta, zaprosił mnie do uczestnictwa w Komitecie Powązkowskim. A po jego śmierci dowiedziałem się od jego najbliższych współpracowników, że wyznaczył mnie na swego następcę. Czy długo trzeba było Pana namawiać do współpracy na  Powązkach? W ogóle nie trzeba było tego robić. Jak Pan wspomina Pan swoje pierwsze kwesty? Kiedy przychodziłem do pomieszczeń zarządu cmentarza, gdzie mieścił się sztab kwesty, czułem się zażenowany. Waldorff zrywał się, brał też puszkę i towarzyszył mi w czasie kwestowania. Szliśmy lub staliśmy razem i wszyscy chcieli tylko jemu wrzucać. Waldorff się bronił i wskazywał na mnie i moją puszkę. A jak Pan wspomina współpracę z samym Jerzy Waldorffem? Świetnie się nam współpracowało. Był nie tylko niezrównanym gawędziarzem, ale i człowiekiem czynu. Chciało się dla niego i z nim pracować. Co z jego przesłania dotyczącego Starych Powązek najbardziej utkwiło Panu w pamięci. Piękne teksty, które pozostawił o Powązkach rozsiane w albumach i wydawnictwach Komitetu. Poza tym zostawił wspomnienie i atmosferę, która unosi się nad tym całym przedsięwzięciem, jakim jest kwesta powązkowska i opieka nad Powązkami. Ciągle robimy to dla niego. Trudno było Panu zostać „nowym Waldorffem" i stanąć na czele Komitetu Powązkowskiego po jego śmierci? To był dla mnie zaszczyt. Poza tym w komitecie się udzielają bardzo ofiarni i zaangażowani ludzie. Byłem wdzięczny, że przyjęto mnie, ekonomistę a nie historyka sztuki, postrzeganego bardziej jako polityka, a nie działacza społecznego z dużym zaufaniem i sympatią. Ile nagrobków udało się odnowić przez te 40 lat istnienia Komitetu Powązkowskiego? W sumie już ponad 1300. A czy te odnowione na początku nie wymagają dziś ponownej renowacji? Niestety. Zanieczyszczenia atmosferyczne, dużo roślinności i wilgoci na cmentarzu, wichury i wandale a wreszcie i czas powodują, że trzeba wracać do dawniej odnawianych grobów, Ponadto kiedyś nie było tak dobrych środków chroniących przed wilgocią czy grzybami jak dziś. Jak wybiera się groby, które będą w danym roku odnawiane? Czy zawsze uda wykonać się ten plan? Komisja z udziałem konserwatora miejskiego i wojewódzkiego chodzi po cmentarzu i typuje w zależności od wartości artystycznej, stopnia zniszczenia i zagrożeń. Wstępny projekt konfrontujemy z naszymi możliwościami finansowymi i dotacjami od miasta i z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jeśli mamy darczyńcę, który chce sfinansować odnowienie konkretnego nagrobka, to uwzględniamy taki obiekt poza kolejką, ale pod warunkiem oczywiście, że nagrobek ma wartość zabytkową. W ten sposób odnowiliśmy kilka lat temu 17 nagrobków związanych z Fryderykiem Chopinem, co sfinansował Instytut Fryderyka Chopina. My zapewniliśmy realizację wszystkich formalności i wykonanie na najwyższym poziomie. Bywają zleceniodawcy prywatni. Moglibyśmy odnawiać dwa razy więcej, gdyby było więcej darczyńców. Pan co roku kwestuje? Czy miał jakieś przerwy? Kwestuję od 20 lat bez żadnej przerwy. Co Panu dają te kwesty? Satysfakcje, że robię coś pożytecznego. Czy dużo jest znanych osób, które kwestują od początku zbiórek na Starych Powązkach? Maja Komorowska uczestniczyła w 38 kwestach na 39, które odbyły się do tej pory. Raz była na zdjęciach zagranicą, ale przysłała datek. Ponad 30 razy uczestniczyli w kweście m.in. Alina Janowska, Krzysztof Kowalewski, Wojciech Młynarski, Ryszard Baciarelli, Katarzyna Łaniewska, Gustaw Lutkiewicz, Magda Zawadzka, Jan Żaryn, Mirosława Krajewska. Dziś trudno namawia się kolejne, nowe gwiazdy do zbierania pieniędzy na renowację zabytkowych nagrobków ze Starych Powązek? Były takie osoby, które odmówiły udziału w kweście? Nie ma z tym problemu. Na przykład jeden ze znanych aktorów ma rodzinne groby daleko od Warszawy i na święto Zmarłych tam jedzie, ale i tak nas wspomaga. Jak by Pan zachęcił warszawiaków i nie tylko do odwiedzenia w tych dniach Starych Powązek i wsparcia kwesty? Jak mówił ks. Prymas Stefan Wyszyński : " Gdy gaśnie pamięć ludzka, dalej mówią kamienie." Powązki więcej mówią o naszej historii, o wielkich i zasłużonych Polakach niż jakiekolwiek muzeum, podręczniki czy książki. Taki cmentarz podtrzymuje narodową świadomość i dumę. Kim byśmy byli bez pamięci o naszych najznakomitszych rodakach? Dziękuję za rozmowę.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL