fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Make in India

Rafał Tomański
Fotorzepa
Tytuł artykułu do hasło nowej strategii premiera Indii, Narendry Modiego. Jego kraj musi zmienić wizerunek i poprawić konkurencyjność wobec świata.
Hasło ma zachęcać do przenoszenia produkcji do Indii. Podczas wrześniowej wizyty w tym kraju prezydent Chin, Xi Jingping nazywał go „biurokratycznym zapleczem świata” i stawiał obok własnego, w którym widział już „światową fabrykę”. Premier Modi ma jednak większe ambicje niż podtrzymywanie przy życiu rozbudowanej administracji i cieszenie się z wygranych wyborów.

Zakurzona biurokracja to przeszłość

W 2004 roku holenderski fotograf Jan Banning dostał prestiżową nagrodę World Press Photo dla najlepszej serii portretów. Przedstawił na nich indyjskich urzędników, fotografowanych za każdym razem w ten sam sposób, en face, za biurkami, w otoczeniu wszechobecnego bałaganu urzędowych przedmiotów. Już 10 lat temu świat mógł na własne oczy zobaczyć na czym polega indyjska biurokracja, szacunek dla urzędników oraz przedziwne połączenie należnej im z automatu powagi z ich nieudolnością objawianą na podstawie powodzi gratów zgromadzonych dookoła każdego z nich. Dziś Indie czeka wiele zmian, których źródłem nie jest jedynie konieczność dopasowywania państwa do nowoczesnych realiów świata, ale przede wszystkim osoba premiera Modiego. Dał się już poznać jako skuteczny zarządca stanu Gudźarat, obecnie jego bezkompromisowość i skuteczność ma poznać cały kraj.
Modi spotyka się z wielkimi przywódcami swojego regionu oraz świata. Koniec września oznacza dla niego pięciodniową wizytę w Stanach Zjednoczonych i szereg spotkań z ważnymi ludźmi. Będą wśród nich przedsiębiorcy z branży IT, były prezydent USA Billa Clinton, obecny Barack Obama, były gubernator Nowego Jorku Michael Bloomberg oraz obecny Bill de Blasio. Łącznie 35 spotkań w ciągu 120 godzin, poza tymi na najwyższym szczeblu Modi będzie zachęcał ponad 300 przedstawicieli rozmaitych firm do współpracy z Indiami. Jednym z najważniejszych punktów całej wizyty, o ile nie najważniejszym dla indyjskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych, będzie wystąpienie przed około 20-tysięczną publicznością w hali Madison Square Garden. Premier wygłosi mowę w języku hindi, podkreślając tym samym konieczność zmiany statusu najważniejszego języka swojego kraju. Społeczność posługująca się hindi liczy bowiem 400 mln osób, dzięki czemu jest to czwarta pod względem wielkości grupa na świecie (po angielskim, hiszpańskim i chińskim). Jednak wciąż tego języka nie uznaje za oficjalny ONZ, turyści z Indii nie znajdą także przewodników w tym języku w głównych muzeach świata. Podobnie zresztą sprawa ma się z bengalskimi i pendżabskim. Dyplomacja, turystyka i światowy biznes wychodzą z założenia, że każdy mieszkaniec subkontyentu musi znać angielski. Według statystyk okazuje się, że jednak tylko 350 mln Hindusów, czyli ok. 28 proc. całej populacji radzi sobie z tym językiem. Narendra Modi chce pod każdym względem zaznaczyć obecność Indii na mapie świata.

Nowa strategia premiera

25 września zaprezentował światu swoją najnowszą koncepcję zatytułowaną „Make in India”. Setki dyplomatów, dziennikarzy i ludzi biznesu poznało hasło, strategię działania oraz logo kampanii – lwa wypełnionego obracającymi się trybikami. Nowoczesne Indie mają przestać kojarzyć się z majestatycznym, tradycyjnym, ale jednak ociężałym na pierwszy rzut oka słoniem, ale z szybkością, pewnością i siłą symbolizowaną przez króla zwierząt. Tym bardziej, że lew pełen jest zębatek dających do myślenia, że oto robienie interesów z Indiami będzie od teraz zetknięciem z rzeczywiście sprawnie działającym mechanizmem. Koniec z zakurzonymi stertami dokumentów piętrzących się niczym na zdjęciach sprzed lat. Nowe Indie to nowa jakość i profesjonalizm.
„Make in India” zakłada stworzenie ponad 90 mln nowych miejsc pracy w ciągu dziesięciu lat. W niedalekim horyzoncie, przy utrzymaniu tempa rozwoju gospodarki na poziomie 8-10 proc. rocznie,I Indie mogą za kilkanaście lat prześcignąć Chiny. Przywództwo Modiego ma pozwolić krajowi osiągnąć zakładane cele, a mieszkańców spotka dobrobyt. Jak na razie z pierwszeństwem na świecie pod względem łatwości prowadzenia biznesu jest kiepsko, ponieważ w prestiżowym rankingu Banku Światowego Indie zajmują 134. miejsce. Kraj musi zmienić swój status na mapie światowego handlu, jak na razie nie ma podpisanej umowy o wolnym handlu z żadnym głównym rynkiem (jak UE, WHO czy powstające TPP).

Skuteczny PR czy rzeczywistość?

Nowy plan pozostaje wciąż udanym zabiegiem PRowym, który ma oczywiście duży potencjał przerodzić się w rzeczywistym sukces ekonomiczny. Indyjskie możliwości świat poznał całkiem niedawno, gdy na orbitę Marsa weszła z powodzeniem sonda Mangalyaan wystrzelona przez Delhi. Technologia z subkontynentu okazała się dziesięciokrotnie tańsza od amerykańskiej, bezawaryjna (żadne państwo w pierwszej próbie nie osiągnęło Marsa) i dobrze rokująca na przyszłość. Indie znakomicie radzą sobie także z komentowaniem własnych sukcesów w mediach społecznościowych, a to także pomaga w podtrzymywaniu spójnej wizerunkowej polityki. Narendra Modi jest obecnie drugim po prezydencie Obamie najpopularniejszym politykiem na Twitterze (ma ponad 6,6 mln fanów), a marsjańska sonda dzielnie postuje nowe wiadomości prosto z dalekiej orbity.
„Make in India” zakłada wiele pozytywnych stron współpracowania z Indiami. Wszelkie problemy i pytania przedsiębiorców mają być rozwiązywane w ciągu 72 godzin dzięki specjalnemu panelowi ekspertów, organu w rodzaju całodobowej infolinii. Zagraniczne inwestycje mają na celu przede wszystkim wzmocnienie rodzimego kapitału – angielski skrót FDI, którym się je przyjęło w języku ekonomii określać, ma obecnie znaczyć „First Develop India”, czyli „W pierwszej kolejności rozwijaj Indie”, a nie dotychczasowe „Foreign Direct Investment”, czyli „Bezpośrednie Inwestycje Zagraniczne”. Udział sektora odpowiedzialnego za produkcję ma znacznie wzrosnąć wobec obecnych wskaźników. Kraje zaawansowane technologicznie dysponują takim potencjałem na poziomie 34 proc. (Chiny), 31 proc. (Korea Południowa) wobec PKB, podczas gdy Indie jedynie 15 proc. W ciągu dziesięciu lat celem jest zwiększenie tego miernika do 25 proc. Nowa strategia zakłada także wykorzystanie ogromnego potencjału demograficznego – w dzisiejszych Indiach 65 proc. populacji to osoby poniżej 35. roku życia. Populacji niemałej, bo o wielkości 1,2 mld i wciąż rosnącej. Według analityków w 2020 roku średnia wieku mieszkańców Indii wyniesie 29 lat, co w porównaniu do 37 w USA i Chinach da Indiom ogromną przewagę. Jeżeli kraj nie będzie w stanie stworzyć swoim młodym obywatelom miejsc pracy, kapitał demograficzny zostanie zaprzepaszczony.
Pozostaje jeszcze zatrzeć wrażenie kraju zbiurokratyzowanego i nieprzejrzystego dla interesów. Wspominane 134. miejsce w rankingu „Doing Business” za ostatni rok to wynik lepszy jedynie od Bhutanu (141.) oraz Afganistanu (164.) wśród krajów regionu. Według Banku Światowego w Indiach potrzeba 27 dni, by rozpocząć prowadzenie interesów, podczas gdy w całej Azji Południowej średnio 16. Dla porównania Polska zajmuje 45. miejsce, ale na własną działalność trzeba czekać 30 dni.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA