fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Wardęga - prankster zdobywa Internet

Sylwester Wardęga, autor najpopularniejszego w Polsce kanału na YouTube
Pana film o psie przebranym za zmutowanego pająka stał się hitem nawet w USA. Ponad 50 milionów wyświetleń w kilka dni to naprawdę świetny wynik. Czy łatwo polskiemu pranksterowi (żartownisiowi) dotrzeć do internautów na całym świecie?
Sylwester Wardęga: Ten wynik pokazuje, że to możliwe, ale niestety łatwo nie jest. Problemem jest oczywiście język. Amerykański prankster wyjdzie na ulicę, będzie gadał głupoty do przypadkowych ludzi i to wystarczy, żeby trafić do całego świata. Ostatnio zrobiłem materiał w całości po angielsku – nagrałem koleżankę, jak próbowała rozmawiać z naszymi policjantami, ale niestety nie każdy z nich władał tym językiem...
Od początku jednak dorzucał pan do filmików angielskie napisy.
Nie każdemu użytkownikowi YouTube chce się czytać napisy. Jest mi ciężej, ale staram się jakoś dawać sobie radę. Dobrym sposobem na zaistnienie na świecie są filmy nieme – sama akcja.
Od początku budzi pan kontrowersje: stroił pan sobie żarty z niekom?petentnych policjantów, wytykał absurdy prawne. Przebieranie się ?za Spidermana nikogo nie mogło doprowadzić do zawału, ?ale straszenie ludzi po nocach pająkiem gigantem już może być ?niebezpieczne.
Czuję, gdzie jest granica, i staram się jej nie przekraczać. Wiem, że niektórzy mogą się mocno przestraszyć, ale kiedy dzik wybiega z krzaków, ?to przecież nikt nie umiera ?z przerażenia... Ludzie ?się straszą od zawsze. Czy nasi dziadkowie nie straszyli się nawzajem? Jakoś nikt nie dostawał zawału.
Nie bał się pan, że komuś naprawdę stanie się krzywda? Biega pan po mieście, skacze po latarniach...
To mnie się chyba może stać krzywda! Ludzie mają tendencję do gdybania. Jednak nikomu przecież nic się nie stało. Gdy wrzuciłem film, na którym zatrzymałem tramwaj w stroju Gandalfa, pewien dziennikarz gdybał: a co, gdyby tym tramwajem ktoś jechał na rozmowę o pracę i przeze mnie się spóźnił? A co – że tak odpowiem – gdyby 100 metrów dalej przez tory przebiegało dziecko i wpadło pod ten tramwaj, gdybym go ?nie zatrzymał? Może jestem bohaterem?
Dużo ma pan spraw w sądzie?
Strasznie mnie przycisnęli po filmie, w którym rozmawiałem w samochodzie przez telefon-ciasteczko. Praktycznie od każdego patrolu, który mnie zatrzymał, dostałem później wezwanie na komendę. Chcą mnie ukarać za każdą scenę mandatami po 1500 złotych. Za odegranie innej scenki mam z kolei zakaz wstępu na imprezy masowe do końca października.
—rozmawiał Michał Płociński
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA