fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Rosyjscy hakerzy atakują banki z Wall Street

Patricia Wexler, rzeczniczka JP Morgan nie chciała ujawnić, czy ich bank został zaatakowany przez hakerów. Zapewniała jedynie, że system informatyczny jest wielokrotnie zabezpieczony przed wyciekiem danych.
Bloomberg
Jako pierwszy został zaatakowany JP Morgan Chase. Potem przynajmniej 4 inne banki — informuje FBI. Amerykanie mają dowody, że robią to rosyjscy hakerzy.
Teraz FBI bada, czy jest to samodzielna akcja grupy przestępczej, czy też efekt rosyjskich kontrsankcji nałożonych na Stany Zjednoczone. Biuro nie chce udzielać informacji, ponieważ nadal toczy się śledztwo. Wiadomo, że z banków wyciekły dane dotyczące rachunków klientów i istnieje obawa, że zostaną stamtąd wyprowadzone środki. Przy tym wiadomo również, że wśród informacji, jakie stały się własnością hakerów są także te dotyczące banków europejskich. Przestępcy weszli w posiadane danych włamując się do komputerów pracowników banków.
Sprawą zajęło się FBI, bo jest ona bez precedensu. Dotychczas jeśli dochodziło do wyprowadzenia danych przez hakerów, to ofiarą padały raczej małe oddziały prowadzące działania detaliczne, bądź włamywano się do komputerów klientów banków. Natomiast kradzież danych z wielkich banków z Wall Street, które mają najwyższej klasy zabezpieczenia, jak dotychczas jeszcze się nie zdarzyło.
Śledczy jednak wskazują, że doszło do tego w momencie, kiedy stosunki między Waszyngtonem a Moskwą są fatalne. Z kolei rząd rosyjski w przeszłości korzystał już z przestępców, aby zaatakować przeciwników właśnie wykradaniem strategicznych danych. Zdaniem Jamesa Lewisa, dyrektora Strategic Technologies Program w Center for Strategic and International Studies w Waszyngtonie, wszystko wskazuje na Rosjan, bo taktyka włamania jest typowa dla hakerów z tego kraju.
— Atakują i czekają na reakcję. Typowe jest dla nich, że zawsze zostawiają sobie opcję, żeby uderzyć po raz kolejny — mówił.
Z dostępnych informacji wynika, że ten atak zaczął się od komputerów w Ameryce Łacińskiej i w innych częściach świata i został przeprowadzony za pośrednictwem serwerów używanych zazwyczaj właśnie przez Rosjan. Wykorzystali oni lukę w oprogramowaniu nazywaną „zero-day" w sieci jednego z oddziałów banku. Potem, jak na filmie sensacyjnym, przedzierali się przez kolejne zapory i ściągali stamtąd informacje, których zdaniem specjalistów od zabezpieczeń nie byłby w stanie skopiować żaden „zwykły haker".
Właśnie te wyjątkowe umiejętności przestępców, oraz konkretne dane, jakie znalazły się w ich posiadaniu dowodzą, zdaniem prowadzących śledztwo, na powiązania z władzami rosyjskimi bądź któregokolwiek innego kraju Europy Wschodniej.
Patricia Wexler, rzeczniczka JP Morgan nie chciała ujawnić, czy ich bank został zaatakowany. Zapewniała jedynie, że system informatyczny jest wielokrotnie zabezpieczony przed wyciekiem danych.
- Niestety jest tak, że ze względu na wielkość naszych operacji niemal każdego dnia padamy ofiarą prób cyberataków - przyznała Wexler w mailu wysłanym do „Businessweeka". A inny informator powiedział, że JPMorgan nie wykrył ostatnio żadnej nadzwyczajnej aktywności hackerskiej.
FBI jednak twierdzi co innego, a jego funkcjonariusze przyznają, że w ostatnich miesiącach doszło do wyjątkowej aktywności hakerów z Rosji i innych krajów Europy Wschodniej. Zdaniem Amerykanów ma to związek z sytuacją na Ukrainie i eskalacją konfliktu na linii Kijów-Moskwa. Teraz FBI sprawdza, czy ataki na banki są związane z wypłynięciem pieniędzy z prowadzonych przez nie rachunków. Jak na razie takich dowodów nie ma. Jeśli pieniądze nie zostaną ukradzione, podtrzyma to teorię, że ataku dokonano z motywów politycznych. W ramach sankcji banki amerykańskie w wielu wypadkach wstrzymały finansowanie transakcji i współpracę z firmami rosyjskimi, a jeszcze w kwietniu właśnie JP Morgan został skrytykowany przez Moskwę za zablokowanie transakcji ambasady Rosji w Waszyngtonie, która miała zasilić bank obłożony sankcjami. Rosyjski MSZ oświadczył wówczas, że działanie JP Morgana było „absurdalne i nielegalne", a w samej Rosji napiętnowane przez media.
Jak wynika z informacji ISight partners, amerykańskiej firmy specjalizującej się w uszczelnianiu zabezpieczeń komputerowych, Rosjanie organizowali takie ataki już wcześniej. Podczas konfliktów w Estonii i Gruzji hakerzy unieruchomili systemu komunikacji w tych krajach i „wywalili" sieci administracji państwowej.
Na razie nie wiadomo jakie są straty finansowe zaatakowanych banków. Nie wiadomo na przykład, czy wyciekły numery kart kredytowych bądź inne strategiczne informacje. Jeśli tak się stało, znaczy, że włamania dokonali specjaliści najwyższej klasy. Rok temu prezes JP Morgan ujawnił, że na zabezpieczenie sieci jego bank wydaje 200 mln dolarów rocznie i ta kwota nieustannie rośnie. Przy tym bezpieczeństwem sieci zajmuje się 600 pracowników banku.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA