fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Animatorzy na rzecz miast

Nawet bez pieniędzy można zmieniać przestrzeń wokół nas – przekonują miejscy aktywiści. Dowodów na to, że mają rację, przybywa.
Walczą o drogi rowerowe czy o równe chodniki. Tworzą miejsca, w których ludzie gromadzą się, by obejrzeć film albo po prostu pobyć razem. Zdaniem eksperta Fundacji Batorego Dariusza Kraszewskiego animatorzy mają kluczowe znaczenie dla tworzenia kapitału społecznego. – Najpierw mała grupka osób próbuje coś robić. Inni widzą, że dzięki wspólnej inicjatywie coś w mieście się dzieje. I wtedy się do nich przyłączają albo sami próbują coś robić – tłumaczy.

Grupa ?Pewnych Osób

Gwiazd miejskich aktywistów, społeczników czy też animatorów – jakkolwiek ich nazywać – rozbłysło w ostatnim czasie sporo. – Przyczyny są dwie. Po pierwsze, kryzys demokracji. Ludzie się przekonali, że władza dla nich jednak nie zrobi tego, czego by oczekiwali. Widzą, że bez tych oddolnych inicjatyw w mieście niewiele się dzieje – tłumaczy Kraszewski.
Drugi powód ma podłoże ekonomiczne. – Na początku lat 90. ludzie zachłysnęli się bogactwem materialnym i możliwością podniesienia swojego statusu bez pomocy z zewnątrz. Ale przyszedł kryzys i okazało się, że praca nie daje już poczucia stabilności, a kupione na kredyt mieszkanie i samochód nie są prawdziwym bogactwem. Zatęsknili za ludźmi, bo razem jest bezpieczniej, łatwiej i raźniej – tłumaczy ekspert.
Łodzianin Hubert Barański z wykształcenia jest dziennikarzem, z zawodu – społecznikiem. – Zaczęło się banalnie. Nikt nie chciał skopać ziemi pod blokiem, by zasadzić tam trawę, więc sam się do tego zabrałem – wspomina. Wtedy, 12 lat temu, był jeszcze studentem. Kolejne działania przyszły szybko. – Ówczesny prezydent Łodzi Jerzy Kropiwnicki wpadł na pomysł, jak ożywić umierający handel na Piotrkowskiej. Chciał przywrócić ruch samochodowy. Zebrałem 4 tys. podpisów przeciwnych temu mieszkańców – opowiada.
Zachęcony sukcesem założył ze znajomymi Grupę Pewnych Osób, która prowadziła przeróżne działania społeczne i happeningi.– W pewnym momencie okazało się, że potrzebna jest nam osobowość prawna – wspomina. Wraz z kilkoma osobami utworzył fundację Fenomen, którą teraz kieruje.
Co udało jej się zrobić? – Choćby rozkręcić w Łodzi Masę Krytyczną. Teraz przyjeżdża na nią ok. nawet po 5 tys. rowerzystów – mówi (choć ten medal ma drugą stronę, czyli doskwierające kierowcom korki powodowane przez Masę). – Lobby rowerowe w mieście jest coraz silniejsze. W tym roku po raz pierwszy na odpowiednią infrastrukturę Łódź przeznaczyła 20 mln zł.
Tomasz Leśniak ma 28 lat. Jest socjologiem i politologiem. – Moja aktywność społeczna zaczęła się kilka lat temu, kiedy władze Krakowa zaczęły wdrażać radykalne cięcia w edukacji. Uczestniczyłem w Okrągłym Stole Edukacyjnym, pisałem teksty – wspomina.
Sam zajmuje się polityką edukacyjną w pracy naukowej. Uważa, że naukowcy powinni wykorzystywać wiedzę w praktyce i angażować się po stronie słabszych. – A taka była pozycja rodziców, uczniów i pracowników oświaty w starciu z politykami i urzędnikami, którzy chcieli likwidować szkoły, młodzieżowe domy kultury i stołówki szkolne. Udało się wtedy zmobilizować bardzo dużą grupę ludzi i ograniczyć skalę szkodliwych cięć – wspomina.
Od października 2013 r. koordynował działania inicjatywy Kraków Przeciw Igrzyskom. – Igrzyska bardzo często kończą się sporym zadłużeniem miast, które je organizują, a to oznacza obciążenie mieszkańców spłatą długów na wiele lat – mówi Leśniak. Był jednym z inicjatorów referendum, w którym krakowianie wypowiedzieli się przeciw organizacji imprezy. – Zaangażowanie i ciężka praca wielu ludzi przełożyły się na konkretny efekt. W referendum mieszkańcy jasno powiedzieli, że priorytety w polityce miejskiej powinny się zmienić – podsumowuje Leśniak.

Brama do rzeki

Warszawiak Krzysztof Dziomdziora jest absolwentem socjologii na UW. Studiował też w łódzkiej Filmówce. Przez wiele lat pracował w Muzeum Powstania Warszawskiego.
Od czasu pracy nad filmem „Wszystko płynie" stara się zbliżyć mieszkańców stolicy do Wisły. – To fabularyzowany dokument o człowieku, który przepłynął starą łódką z Warszawy do Gdańska – opowiada Dziomdziora. Aby nakręcić ten obraz, razem z Piotrem Ivanem Ivanovem, współproducentem i współreżyserem, postanowili sami wybrać się w taki rejs. To było cztery  lata temu.
– Po filmie została nam łódź, którą chcieliśmy wykorzystać, by pokazać ludziom ten piękny, nieznany kawałek Warszawy, jakim jest Wisła – opowiada filmowiec. Po dwóch latach założył fundację „Wszystko płynie".
– Wtedy działało Miasto Cypel, letni projekt kulturalny na Cyplu Czerniakowskim, gdzie było kino plenerowe czy możliwość pływania łódką – opowiada. Dwóch jego przyjaciół z fundacji założyło klubokawiarnię nad Wisłą Pomost 511 (od nazwy kilometra rzeki, na którym się znajduje). Z racji atmosfery i licznych imprez zyskała popularność wśród warszawiaków. – Pomost 511 to taka warszawska brama do rzeki. Tam startują tramwaj wodny i kajaki. Można też z nami łódką popływać – dodaje filmowiec.
I tu warto jednak zauważyć, że nie wszyscy są zachwyceni. Okoliczni mieszkańcy skarżą się na hałas dobiegający od strony nadrzecznych klubów nawet późno w nocy.

Kiedy skończą się pieniądze z Unii

Społecznikom pomysłów nie brakuje. Barański chwali się, że to od nich zaczęła się dyskusja o łódzkim woonerfie, czyli ulicy-podwórcu, z ograniczonym do minimum ruchem aut – to pomysł przyniesiony z krajów zachodnich. Taki charakter zyskała ul. 6 Sierpnia otwarta po zmianach w czerwcu.
– Działanie daje niesamowitego kopa. Nadaje sens życiu. Mogę miasto zmieniać na takie, w którym chcę żyć – tłumaczy Barański. Dodaje, że to dzięki fundacji w Śródmieściu Łodzi zaczęto np. remontować chodniki. – Trzeci sektor jest od bycia rzecznikiem mieszkańców – opowiada.
Krzysztof Dziomdziora mówi, że ta praca nie daje mu wymiernych profitów: – Robię to dla przyjemności. Cieszę się, że mogę spotykać się z ludźmi i pokazywać im fajną Wisłę.
Także urzędnicy zaczęli dostrzegać rzekę. – Miasto remontuje bulwary, wyremontowało Port Czerniakowski. Przeznacza pieniądze na działania edukacyjne – wylicza Dziomdziora. – My dostaliśmy środki choćby na akcje animacyjne.
Polityka? Krzysztof Dziomdziora nie ma takich ambicji. – Politycy powinni delegować do trzeciego sektora te zadania, na których się on zna, a resztą zająć się sami – tłumaczy.
Tomasz Leśniak nie zgadza się z tym, iż działalność ruchów miejskich jest czymś radykalnie odmiennym od polityki instytucjonalnej. – To szkodliwe przekonanie, które sprawia, że osoby zaangażowane w działalność na rzecz społeczności lokalnej nie są obecne w organach przedstawicielskich. A to przekłada się na zdominowanie rad miast przez polityków, którzy niekoniecznie stoją po stronie mieszkańców – mówi. Za słowami idą czyny. W listopadowych wyborach zamierza kandydować na prezydenta Krakowa.
Zdaniem Dariusza Kraszewskiego w wielu miastach włodarze traktują społeczników jako tych, którzy tylko zawracają im głowę. – Ale to błąd. Miasta, w których jest wiele takich inicjatyw, będą lepiej niż inne radziły sobie, gdy skończą się środki unijne. Taka działalność uczy po prostu mieszkańców przedsiębiorczości, walki o swoje i poczucia, że wspólnymi siłami można osiągnąć wiele – uważa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA