fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Jak zginął Marco Pantani?

Marco Pantani został znaleziony martwy 14 lutego 2004 w hotelowym pokoju w Rimini. Miał 34 lata.
AFP
Piotr Kowalczuk
Czy Marco Pantani został zamordowany? Zaczyna się nowe śledztwo.
Dziesięć lat po śmierci legendy kolarstwa, rzekomo ofiary przedawkowania kokainy, prokuratura wszczyna postępowanie przeciw nieznanym sprawcom. Od soboty mówi o tym cała Italia, a gazety poświęcają temu tematowi kilka pierwszych stron.
Pantani (kolarski pseudonim Pirat) w 1998 r. wygrał Giro d'Italia i Tour de France, ale rok później, gdy prowadził z wielką przewagą w Giro, po zwycięstwie na górskim etapie w Madonna di Campiglio został zdyskwalifikowany z powodu zbyt wysokiego poziomu hematokrytu. Wskazywało to na stosowanie EPO, wówczas powszechnej używki kolarzy pozwalającej krwi wchłonąć więcej tlenu.
Po upływie okresu dyskwalifikacji Pantani ścigał się do 2003 r., ale bez większych sukcesów. Popadł w depresję, narkomanię i nadużywał alkoholu. 14 lutego 2004 r. wieczorem na ciało martwego kolarza natknął się zaniepokojony portier pensjonatu Pod Różami w Rimini. Pokój wyglądał, jakby przeszło tornado.
Medycy stwierdzili, że Pantani połknął 6-krotnie przewyższającą śmiertelny limit dawkę kokainy. Po 55 dniach śledczy zakończyli pracę. Skojarzyli przedawkowanie z depresją i zawyrokowali, że Pantani popełnił samobójstwo. Rodzina kolarza, przyjaciele i znajomi zawsze twierdzili, że Pantani nigdy nie popełniłby samobójstwa.
Wyniki i sposób prowadzenia śledztwa od początku budziły ogromne wątpliwości. O wznowienie postępowania  zabiegała przez lata matka kolarza Tonnina Pantani, a w 2007 r. także dziennik „Gazzetta dello Sport". O tym, że Pantani mógł zostać zamordowany, pisał w swojej książce po długim prywatnym śledztwie przyjaciel kolarza, dziennikarz francuskiej gazety „L'Equipe" Philippe Brunel („Vie et mort de Marco Pantani", 2007).
Wreszcie ponad dziesięć lat po śmierci Pantaniego mama Tonnina dopięła swego. Pani Pantani w ubiegłym roku zatrudniła w tym celu znanego adwokata Antonio De Rensisa i jednego z najwybitniejszych włoskich ekspertów medycyny sądowej, prof. Francesco Mario Avato.
Licząca 5 tys. stron ekspertyza wraz z nieco tylko skromniejszymi efektami dochodzenia i krytycznej analizy śledztwa z 2004 r. stały się podstawą wszczęcia nowego dochodzenia – przeciw nieznanym sprawcom śmierci Pantaniego.
Adwokat i profesor nie zostawiają suchej nitki na dochodzeniu sprzed dziesięciu lat. Prowadzącym je zarzucają niechlujstwo, niekompetencję i intelektualne lenistwo.  Śledczy a priori przyjęli, że Pantani popełnił samobójstwo. Na podstawie zeznań hotelowego portiera uznali za pewnik, że spędził ostatnie dni życia samotnie w swoim pokoju i nikt go nie odwiedzał.
Tymczasem do apartamentu kolarza można było wjechać windą z niepilnowanego garażu, do którego mógł wejść każdy. Co więcej, w apartamencie znaleziono resztki potraw kuchni chińskiej, której Pantani nie znosił, a w żołądku kolarza podczas sekcji zwłok znaleziono ślady innego niestrawionego posiłku, chociaż niczego w hotelowej kuchni nie zamawiał. Jest więc jasne, że ktoś Pantaniego odwiedzał.
Ale śledczy byli tak pewni założonej z góry wersji wydarzeń, że nie pobrano nawet odcisków palców. Prof. Abato na podstawie zdjęć i opisów doszedł do wniosku, że kilkanaście ran i siniaków na ciele Pantaniego to efekt pobicia, a nie obrażenia, które rzekomo odniósł, demolując pokój. Ponadto ekspert na podstawie wyników sekcji zwłok oraz śladów widocznych na filmie i zdjęciach z miejsca tragedii doszedł do wniosku, że ktoś po śmierci Pantaniego przemieścił ciało.
Adwokat De Rensis, a także „Gazzetta dello Sport" wysuwają hipotezę, że ktoś zamordował Pantaniego, wlewając mu do ust śmiertelną dawkę rozpuszczonej w wodzie kokainy.
Dlaczego? Mama Tonnina jest przekonana, że wiedział o czymś zbyt dużo, ale nie chce się wdawać w szczegóły. Podejrzenia padają na handlarzy narkotyków albo światek kolarski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA