fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Walki w Doniecku

AFP
Jędrzej Bielecki
Ukraińska armia otoczyła Donieck. Szturm rozstrzygnie o wyniku wojny między Moskwą i Kijowem.
W niedzielę przed południem walki po raz pierwszy toczyły się na przedmieściach piątego co do wielkości miasta kraju. Zginęło przynajmniej sześciu cywilów, kilkanaście budynków, w tym szkoła, zostało poważnie uszkodzonych. W centrum miasta wyczuwalna była wyraźnie woń spalenizny, przez cały dzień słychać było odgłosy ostrzału artyleryjskiego.
W ostatnich dniach Ukraińcy bardzo szybko odzyskiwali zajęte w kwietniu przez separatystów tereny. Pod koniec tygodnia padła Krasnogarowka ?i Staromichajłowka, dwa miasta bezpośrednio sąsiadujące ze stolicą Donbasu. Zajęcie Doniecka będzie jednak dla ukraińskiej armii o wiele trudniejsze.

Uzbrojeni po zęby

– Szykujemy się do długotrwałych walk. Nasza broń ciężka została rozlokowana po całym mieście. Aby zniszczyć nasze czołgi, nasze działa, Ukraińcy będą musieli zniszczyć Donieck – zapowiada Roman Liagin, jeden z „ministrów" samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej.
W ostatnich tygodniach ?z milionowego miasta wyjechała blisko połowa ludności. Mimo to prezydent Petro Poroszenko musi się liczyć ?z bardzo poważnymi stratami w ludności cywilnej, gdyby zdecydował się na szturmowanie Doniecka. To zaś mogłoby odwrócić nastroje społeczne na Wschodzie przeciw władzom w Kijowie.
Nie jest też pewne, czy Ukraińcy byliby w stanie pokonać rebeliantów w sprzyjającej tym ostatnim gęstej zabudowie. Separatyści otrzymują bowiem z Rosji najnowszą broń, często taką, jaką Kijów nie dysponuje.
– Widzimy, jak uzbrojenie ?i sprzęt wojskowy są przenoszone z centralnego okręgu wojskowego Rosji do rejonu Rostowa, gdzie są składowane, a następnie partiami transportowane przez granicę – ostrzega gen. Philip Breedlove, głównodowodzący siłami NATO w Europie.
Zdjęcia zrobione przez amerykańskie satelity pokazują, że Rosjanie dodatkowo zgromadzili tuż przy granicy ?z Ukrainą blisko 20 tys. wyposażonych w broń ciężką żołnierzy. Na rozkaz Kremla mogliby oni dotrzeć do Doniecka w mniej niż godzinę. Andrij Łysenko, rzecznik ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, twierdzi nawet, że ?w trakcie weekendu rosyjskie helikoptery bojowe wdarły się kilkanaście kilometrów w głąb terytorium Ukrainy.
W tej sytuacji ukraińskie władze obawiają się, że szturm na Donieck mógłby zostać wykorzystany przez Kreml jako pretekst do wysłania „misji pokojowej" w obronie rosyjskojęzycznej ludności miasta. Taką możliwość Moskwa już kilkakrotnie sygnalizowała.
– To jeszcze nie jest wojna, ale w Rosji koncentracja wojsk pod pozorem przeprowadzenia ćwiczeń tradycyjnie poprzedza interwencję zbrojną. Ze względu na kalendarz poboru dla Kremla takie uderzenie jest najbardziej korzystne w sierpniu. Tak też było w czasie wojny z Gruzją w 2008 r. ?– mówi „Wall Street Journal" Mark Galeotti, specjalista ds. Rosji na New York University.
Wiele wskazuje więc na to, że do zdobycia Doniecka Poroszenko zastosuje odmienną taktykę, niż to było w stosunku do Słowiańska, Kramatorska ?i innych dużych ośrodków ?w Donbasie. Zamiast szturmować miasto ukraińska armia będzie raczej starała się je otoczyć i zablokować wszelkie sposoby zaopatrzenia rebeliantów przez Rosję. Równolegle podobna operacja może zostać przeprowadzona, aby odbić półmilionowy Ługańsk, który już wczoraj był niemal odcięty od reszty terenów opanowanych przez rebeliantów.

Putin nie działa racjonalnie

Taka perspektywa coraz bardziej przeraża separatystów. W rozmowie z BBC jeden z ich przywódców w Doniecku, Igor Druz, przyznał, że niejednokrotnie przeprowadzono już egzekucje rebeliantów, którzy odmawiali udziału w walkach.
– Dzięki temu nasze oddziały są dziś bardzo zdyscyplinowane – twierdzi Druz.
Mimo szybko pogarszającej się sytuacji gospodarczej Rosji i coraz większej izolacji kraju na kompromis najwyraźniej nie zamierza także iść Władimir Putin.
– Czasami ludzie nie działają racjonalnie, nie podejmują decyzji na podstawie średnio- ?i długoterminowego własnego interesu – mówi Barack Obama o rosyjskim przywódcy, z którym rozmawiał w piątek przez telefon.
W wyniku sankcji Unii ?i Ameryki w tym roku rosyjska gospodarka wpadnie w recesję. Aby utrzymać dotychczasowe zabezpieczenia socjalne mimo spadających dochodów podatkowych, Putin wprowadził w niedzielę 3-procentowy „podatek wojenny" od sprzedaży towarów i usług, co jednak jeszcze bardziej zahamuje konsumpcję, a także napędzi ?i tak już wysoką inflację.
Aby się zemścić za wprowadzone przez Brukselę i Waszyngton restrykcje, po polskich warzywach i owocach, ?a także ukraińskim nabiale ?i zbożach, rosyjskie służby weterynaryjne wykryły „szkodliwe substancje" w amerykańskim drobiu, a także w warzywach i owocach z innych państw Unii Europejskiej. Nieprawidłowości miały się także znaleźć w składnikach dań serwowanych przez zachodnie sieci fast foodów, ?w tym McDonald's, KFC i Burger King. Jedna z nich, Wendy's, ogłosiła wczoraj, że wycofuje się z rosyjskiego rynku.
Moskwa obawia się jednak wprowadzić naprawdę liczące się restrykcje przeciwko Zachodowi, w tym zerwać współpracę z zachodnimi koncernami naftowymi, takimi jak Shell, BP czy Statoil, oraz wielkimi zachodnimi bankami. Aż 2/3 rosyjskiego eksportu opiera się na sprzedaży do Unii surowców energetycznych: bez niej rosyjski budżet po prostu by się załamał. Rosyjskie banki muszą także do końca roku znaleźć 80 mld dolarów na spłatę zadłużenia i nie mogą sobie pozwolić na zerwanie ?i tak już bardzo ograniczonej współpracy z zachodnimi instytucjami finansowymi.
W trakcie weekendu Waszyngton zerwał współpracę ?z Rosjanami w dziedzinie zbrojeń atomowych, co było kiedyś priorytetem dla Baracka Obamy. To sygnał rosnącej determinacji Zachodu, aby powstrzymać rosyjską agresję na Ukrainę.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA