fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Jesteśmy w teatrze

Mirosław Żukowski
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
Mundial to nie jest całe sportowe życie, przekonujemy się o tym, gdy w Polsce grają siatkarze.
Nowa, piękna hala w Krakowie była pełna podczas meczu z Brazylią, a redakcyjne koleżanki, które jeżdżą za siatkarzami, gotowe były pisać petycję do redaktora naczelnego, by ten przywołał do porządku dział sportowy widzący tylko futbol. Wszystko wskazuje, że siatkarski mundial we wrześniu będzie w Polsce bardziej u siebie niż piłkarski jest w Brazylii, bo u nas demonstracji być nie powinno, chyba że afera taśmowa się rozwinie.
Nigdy w żadnym poważnym sporcie nie udało się zdobyć Polsce takiej pozycji, jaką ma w siatkówce, i to bez oszałamiających sukcesów. Wydawało się, że klęska podczas igrzysk w Londynie podkopie tę uczuciową więź między boiskiem a trybunami, ale nic takiego się nie stało, a my, reagujący konwencjonalnie na porażki, dostaliśmy kolejny dowód, że siatkówka to już trochę śpiewogra na sportowej scenie.
Siatkarska publiczność chce zwycięstwa, ale swej miłości od tego nie uzależnia
Siatkarska publiczność jest inna, chce zwycięstwa, ale swej miłości od tak niepewnego zdarzenia uzależniać nie zamierza. „Polacy, nic się nie stało" na stadionie piłkarskim to szyderstwo, a w hali do siatkówki okrzyk ten brzmi jak wyznanie żony, że owszem zdradza, ale wciąż kocha. Trudno się w tej sytuacji dziwić, że cały świat chce grać w Polsce, bo w Rosji są wprawdzie duże pieniądze, ale także puste hale i obojętność kibiców, a we Włoszech siatkówka niezależnie od wspaniałych tradycji, to jednak peryferie wielkiego sportu. Tylko w Polsce siatkarz to naprawdę brzmi dumnie.
Efektem tego jest również wysoka pozycja Polskiego Związku Siatkówki na międzynarodowej scenie i aż dziw, że prezes Mirosław Przedpełski nie rządzi jeszcze tym interesem. Ale trzeba przyznać, że nawet dziś wiele decyzji zapada po naszej myśli (losowania, dzikie karty itd). Polsat stał się praktycznie nadworną telewizją europejskiej siatkówki, pokazuje ligi polskie i obce, wbrew jego woli nic się nie dzieje, bo na tym straciliby wszyscy.
Oczywiście są też skutki uboczne tej bezwarunkowej miłości kibiców, teatralizacja sportowego spektaklu rozhartowuje jego bohaterów, siatkarze mogą czuć się zwolnieni z obowiązku wygrywania, bo hale i tak będą pełne, a telewizja ich pokaże. Zwracał już na to uwagę wiele lat temu świętej pamięci Zdzisław Ambroziak, ale chyba nawet on nie przewidział, że jego sport stanie się kiedyś aż tak polski.
Podczas ostatnich igrzysk Londyn zobaczył, jak ważna jest dla nas siatkówka i myślę, że Anglicy patrzyli na Polaków trochę tak, jak ja patrzyłem na nich, gdy milion ludzi witał w centrum drużynę, która zdobyła Puchar Świata w krykiecie. Oczywiście siatkówka nie jest sportem aż tak niszowym – geograficznie, historycznie i kulturowo – jak krykiet, ale nie ma też co udawać, że to super popularna zabawa w skali globu. To my znaleźliśmy swoje podwórko, pielęgnujemy tę odmienność i wrześniowe mistrzostwa świata będą naszym świętem.
Jeśli Polacy zagrają dobrze, kraj wpadnie w gorączkę, tak jak podczas futbolowego Euro do trzeciego meczu. Tu jednak analogie się kończą. Klęska piłkarzy to katastrofa, a klęska siatkarzy to po prostu koniec kolejnego odcinka serialu, który nigdy się nie znudzi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA