fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wielka wygrana Kurdów

AFP
John Kerry przekonywał przywódców kurdyjskich do ratowania jedności kraju.
Sekretarz stanu USA udał się we wtorek do Irbilu, stolicy autonomicznego regionu kurdyjskiego w północnym Iraku. Spotkał się tam z przedstawicielami de facto niezależnych władz kurdyjskich – z prezydentem lokalnego rządu Masudem Barzanim i Falahem Mustafą, szefem kurdyjskiego biura kontaktów zagranicznych.
Przekonywał ich do tego, by Kurdowie nie wykorzystywali krytycznej sytuacji, w jakiej znalazł się Irak, do poszerzania swojej autonomii czy wręcz do deklaracji niepodległości, o czym zaczęli już mówić co radykalniejsi politycy kurdyjscy. Na razie widać, że Kurdowie już wykorzystali zamieszanie do poszerzenia swojego obszaru wpływów. Po ucieczce armii irackiej zajęli zamieszkany w dużej części przez ludność kurdyjską region Kirkuku, obok którego znajdują się ważne pola naftowe.
Kurdyjskie radio Rudaw podało, że spotkanie Kerry'ego z przywódcami kurdyjskimi przebiegło w przyjaznej atmosferze. Nie wiadomo jednak, czy Amerykanin otrzymał zapewnienie o bezwarunkowym poparciu Kurdów dla walki o jedność Iraku. Z pewnością nie są oni entuzjastami współpracy z rządem Nuriego al-Malikiego, z którym od kilku lat toczyli ostre spory, np. o podział dochodów z ropy wydobywanej w irackim Kurdystanie (surowiec był eksportowany przez Turcję z pominięciem kontroli rządu centralnego).

Front peszmergów

Z drugiej strony Kurdowie – choć są wyznawcami sunnickiego islamu – nie chcą mieć nic wspólnego z sunnickimi islamistami z ISIS. Wojsko kurdyjskie (peszmergowie) w wielu miejscach stawiło zdecydowany opór bojówkom dżihadystów, nie dopuszczając ich do kontrolowanego przez siebie obszaru.
Na razie peszmergowie i iraccy żołnierze w wielu miejscach – np. w prowincji Dijala i na wschód od Bagdadu – walczą ramię w ramię, stawiając opór dżihadystom z ISIS. Nie oznacza to jednak, że sojusz obu sił jest zagwarantowany i stabilny. Kurdowie pamiętają, że rząd w Bagdadzie – niezależnie od tego, kto sprawował akurat władzę – wielokrotnie posyłał przeciwko nim wojsko. Władze centralne z największym trudem tolerowały kurdyjską autonomię, którą zawsze traktowały jako rozłamowe państwo w państwie.
Problem w tym, że teraz to Kurdowie są górą. Kurdyjscy dowódcy wojskowi opowiadają zachodnim dziennikarzom, jak z niedowierzaniem obserwowali paniczną ucieczkę irackiej armii przed rebeliantami.
– Oni porzucali wszystko, nie próbując stawiać oporu – mówi oficer peszmergów z Kirkuku. – Często nie oddali ani jednego strzału, chociaż na ich wyposażenie i wyszkolenie wydano miliardy dolarów. A teraz w tych jeszcze nowych amerykańskich hummerach szaleją ludzie z ISIS.

Półniepodległość

W Iraku żyje ponad 6 mln Kurdów, którzy stanowią ok. jednej piątej ludności kraju. W ostatnich latach dalece uniezależnili się od władz centralnych, ustanawiając w kontrolowanych przez siebie trzech prowincjach dobrze funkcjonującą administrację.
Władze lokalne zapewniły edukację, służbę zdrowia i ochronę porządku publicznego, o jakich w pozostałych częściach Iraku można tylko marzyć. Obserwowana jest też wyraźna poprawa sytuacji ekonomicznej, choć tradycyjnie północno-wschodnie regiony Iraku uważane były za uboższe niż reszta kraju. W ocenie wielu analityków w ostatnich latach jedynie Kurdowie mogą się uznawać za tych, którzy wygrali na zmianach.
– Irak w oczywisty sposób się rozpada – mówił niedawno Masud Barzani w wywiadzie dla CNN. – Ale to nie my spowodowaliśmy upadek państwa. I nie możemy być zakładnikami niewiadomego.
– W Bagdadzie chcą nas pouczać? Przecież dzisiaj system, który stworzyli Kurdowie w północnym Iraku, powinien być wzorem nie tylko dla Iraku – mówi „Rz" Dervish Ferho, dyrektor Instytutu Kurdyjskiego w Brukseli. – To jedyny obszar w całym regionie, gdzie panuje spokój i jest tolerancja, dzięki której obok siebie mogą żyć ludzie wyznający różne religie i mówiący różnymi językami.
Władze irackie, choć protestują przeciwko zajęciu Kirkuku, zapewne nie będą miały wyboru i będą zmuszone do podjęcia współpracy na warunkach, jakie podyktuje Barzani. – Nie chcemy rozbijać kraju, ale utrzymanie jedności kraju zależy tylko od rządu w Bagdadzie. Bo jeśli będą próbowali robić to, co zwykle robiły przeciw nam rządy centralne w Bagdadzie, to Kurdowie nie będą mieli wyjścia.
Ów „brak wyjścia" oznaczałby ogłoszenie referendum w kilku powiatach, które zamieszkuje kurdyjska większość, a które do tej pory nie wchodziły w skład autonomii. Po scaleniu wszystkich ziem kurdyjskich następnym krokiem byłoby ogłoszenie pełnej niepodległości.
Taki krok musiałby oznaczać początek końca Iraku w granicach znanych od lat 20. XX wieku. Dla wielu obserwatorów to jest już nieuniknione. Doradca regionalnego rządu w Irbilu Peter W. Galbraith stwierdził wprost: „Kurdów nie da się utrzymać w Iraku".
Sytuacja w Iraku jest także pilnie obserwowana przez sąsiednie państwa, w których także żyje znacząca mniejszość kurdyjska. Sukcesy władz w Irbilu zachęcają Kurdów w Turcji, Iranie czy Syrii do śmielszego upominania się o swoje prawa. W Syrii trzy kurdyjskie kantony ogłosiły już pełną autonomię.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA