fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Co zrobi rząd, by utrzymać władzę

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Tusk ryzykuje
Sposób rozwiązania przez Donalda Tuska afery taśmowej może okazać się prezentem dla opozycji – oczywiście, jeśli będzie potrafiła tę sprawę wykorzystać. I nie chodzi wcale o wilcze prawo opozycji do krytykowania władzy za wszystko, ale kontrolną jej funkcję wobec rządzących – podobną poniekąd do tej sprawowanej przez media.
W co najmniej trzech punktach premier postąpił ?w sposób narażający go na potężne ryzyko. Przede wszystkim zawartość podsłuchanych rozmów  sprowadził do kwestii smaku. Ale smak też się liczy. Dwa lata temu, gdy rządem wstrząsnęły taśmy Serafina, premier mówił o wyższych standardach etycznych, które obowiązują w Platformie. Ubolewania nad stylem rozmowy Belka–Sienkiewicz i niewyciąganie konsekwencji to sygnał, że standardy w PO jednak nie obowiązują.
Drugi problem dotyczy okoliczności wyjaśnienia nagrania ministra. Być może premier nie mógł znaleźć nikogo, kto szybko uspokoiłby sytuację w MSW, gdyby odszedł Sienkiewicz. Ale czym innym jest uczynienie go odpowiedzialnym za wyjaśnienie afery. Stara rzymska zasada mówi, że nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Trudno uznać, że do całej sprawy szef MSW podejdzie z wymaganym obiektywizmem, skoro jest główną ofiarą. Bo nie chodzi wyłącznie o to, że wskutek wypowiadanych słów ucierpiał wizerunek Bartłomieja Sienkiewicza. Problem polega na tym, że to on ponosi polityczną odpowiedzialność za to, iż ktoś nagrywał najważniejsze osoby w państwie. Od tego są służby specjalne, by zapewnić nie tylko fizyczne bezpieczeństwo VIP-ów, ale również ich osłonę kontrwywiadowczą – uniemożliwić rejestrowanie ich rozmów, możliwość szantażowania nagraniami itd. Jeśli przez rok nagrywano wszystkich, zawiodły służby, które Sienkiewicz nadzoruje.
ABW w redakcji „Wprost”
I znów wracamy do standardów. Rok temu premier wyrzucił z rządu ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego, bo za jego plecami doszło do rozgrywki, w efekcie której podpisano memorandum gazowe między PGNiG a Gazpromem. Po raporcie – przygotowanym wówczas zresztą przez Sienkiewicza – Tusk mówił, że Budzanowski nie złamał przepisów, ale minister ponosi polityczną odpowiedzialność za podległe mu instytucje. Jak widać, premier zasadę politycznej odpowiedzialności stosuje wybiórczo.
Po trzecie wreszcie, premier zbagatelizował treść rozmowy Sienkiewicz–Belka, choć wynika z niej – a to najpoważniejszy zarzut pod adresem bohaterów nagrań – że przedstawiciel rządu ?z szefem Narodowego Banku Polskiego wspólnie zastanawiają się, jak nie dopuścić do władzy opozycji.
Sienkiewicz, podobnie jak Tusk, ma prawo uważać, że ich rządy są najlepsze, a zwycięstwo opozycji byłoby klęską. Tyle że o tym, kto wygra wybory, w demokracji decydują obywatele, a nie premier czy szef MSW. Nie mają oni prawa w celu utrzymania władzy nadużywać narzędzi państwowych. Donald Tusk zbagatelizował treść nagrań, mówiąc, że to była rozmowa dwóch mężczyzn zainteresowanych dobrem kraju. Część polityków PO mówiła wręcz, że to rozmowa dwóch państwowców zdeterminowanych w pracy dla ojczyzny. Sęk w tym, że słowa ministra Sienkiewicza pokazują, iż może on mylić interes państwa z interesem  partii rządzącej, co nie jest patriotyzmem, lecz partyjniactwem.
Dotychczas, gdy PiS sugerował ewentualne nieprawidłowości wyborcze, których celem mogło być sfałszowanie wyborów, wielu komentatorów mówiło, że to uderzenie w zasadę zaufania, która leży u podstaw demokracji. Sam traktowałem zarzuty PiS w kategorii zagrywki politycznej.
Jednak kierunek, w jakim prowadził rozmowę minister Sienkiewicz, daje opozycji argument do ręki. Bo jeśli szef MSW sondował możliwość zaangażowania banku centralnego przeciw PiS, nasuwa się pytanie, co jeszcze rząd gotów jest zrobić, by nie oddać władzy. Czy można wierzyć w dane statystyczne (szefa GUS powołuje premier) lub w wyniki wyborów (Państwowa Komisja Wyborcza jest teoretycznie równie jak NBP niezależna od rządu)? Stawianie takich pytań po ujawnieniu rozmowy Sienkiewicza przestaje być absurdalną political fiction.
Jedyna pociecha w tym, że rządowi trudno byłoby użyć w czasie kampanii wyborczej służb specjalnych, bo afera taśmowa pokazała, że znajdują się one w stanie poważnego kryzysu. Choć akurat to, z punktu widzenia państwa, to fatalna wiadomość.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA