fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Domagalski o potrzebie usunięcia z konstytucji przepisu o wynagrodzeniach sędziów

Marek Domagalski
Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala
Cyklicznie wybuchające dyskusje na temat sędziowskich pensji skłaniają mnie do wniosku, że im szybciej usuniemy z konstytucji przepis, iż sędziom zapewnia się wynagrodzenie odpowiadające godności urzędu, tym lepiej będzie dla kondycji sądownictwa i społeczeństwa.
Nie mam nic przeciwko porządnemu wynagradzaniu sędziów, zwłaszcza z sądów wyższego szczebla, a więc wyselekcjonowanych, doświadczonych. Trzeba jednak pamiętać, że kiesa publiczna nie jest bez dna, a Polska to wciąż kraj na dorobku. Co więcej, miliony Polaków, w tym setki tysięcy dobrze wykształconych, w ogóle nie mają pracy, a zdobycie etatu w tych latach graniczy z cudem. A przecież każdy zatrudniony ma prawo do godnego wynagrodzenia.
Można wprawdzie znaleźć kilka argumentów za przywilejem sędziowskim, bo inaczej tego przepisu nazwać się nie da, ale można zaraz zapytać: dlaczego inne ważne zawody, np. lekarze czy profesura, go nie mają?
Fakt, że konstytucja wymienia tylko sędziów, ma pewnie jakąś wartość w sporze przed Trybunałem Konstytucyjnym, ale czy ma tę wartość przed trybunałem opinii publicznej? Wątpię, jeśli zważyć mierne raczej efekty polskiego sądownictwa. A na przywilej trzeba sobie zasłużyć – czy to osobistymi walorami, czy to pracą.
Konstytucyjny przywilej używany jest jako argument również w związku z najnowszymi propozycjami Ministerstwa Finansów dotyczącymi waloryzacji sędziowskich pensji. Ma ona zapobiec narastaniu różnicy między wynagrodzeniem sędziego a pensją przeciętnego Polaka i przynieść określone oszczędności. Jeśli o te oszczędności chodzi, to nie traktowałbym ich z ironią, gdyż wydanie każdej publicznej (czyli wpłaconej przez podatników) złotówki wymaga uzasadnienia.
Zmiana spowodowałaby, że sędzia sądu rejonowego zarabiałby w 2015 r. 7944 zł zamiast 8130 zł (obecnie ma 7766 zł), a sędzia sądu apelacyjnego 12 414 zł, a nie 12 810 zł (obecnie 12 236 zł). Nie twierdzę, że 200–400 zł miesięcznie jest bez znaczenia, nie mam jednak wątpliwości, że taka modyfikacja nie jest ciosem w godziwe wynagrodzenie, także sędziego.
Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że zarobki sędziów nie są najważniejszą sprawą wymagającą zmian w polskim sądownictwie – bardzo rozbudowanym, z ogromną liczbą sędziów i wielką liczbą spraw, w tym zupełnie drobnych, którymi sędziowie w ogóle nie powinni się zajmować. Uważam zarazem, że waloryzacja sędziowskich płac – jak widać, nieniskich – nie jest najważniejszą sprawą dla sądów. Nie jest najważniejsza także dla sędziów. Dzięki Bogu wielu – a być może większość – wybierało ten zawód nie dla pensji i nie pensja jest wyznacznikiem jakości ich pracy. Tak jest zresztą w wielu innych zawodach.
Z kolei argument, jakoby podwyżki lub ich brak mogły stanowić jakieś narzędzie presji rządu, zagrażające niezawisłości sędziów, trąci nietaktem wobec nich. Niedorzeczne jest też porównywanie zarobków polskich sędziów i ich kolegów w krajach zachodniej Europy. Kiedy wizja zielonej wyspy się w Polsce urzeczywistni, kiedy będziemy mieli PKB na poziomie Niemiec, zyskają także sędziowie i nie trzeba będzie wracać do tego tematu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA