fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Król ustępuje, monarchia żyje

Książę Filip z małżonką Letycją Ortez w towarzystwie króla i królowej. Maj, 2004 rok
AFP/BALLESTEROS
Juan Carlos przekazuje królestwo swojemu synowi szybciej, niż oczekiwano.
– Zdecydowałem się abdykować – oświadczył król Hiszpanii Juan Carlos przed kamerami telewizyjnymi. Nie wyjaśnił jednak w sposób wyczerpujący przyczyn swego ustąpienia. Tłumaczył jedynie, że zaczął się zastanawiać nad abdykacją w styczniu tego roku, obchodząc swoje 76. urodziny, jednak postanowił z nią poczekać do wyborów do Parlamentu Europejskiego.
Nie wspomniał jednak ani razu o swym stanie zdrowia ani też o skandalach, jakie związane były z rodziną królewską w ostatnich latach. Powiedział tylko, że młodsze i bardziej energiczne pokolenie zasłużyło sobie na to, aby stanąć w pierwszym szeregu koniecznych zmian i reform. Reprezentantem tego pokolenia jest następca tronu, 46-letni książę Filip.

Skandal za skandalem

Nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie obejmie swe obowiązki. Konstytucja Hiszpanii nie przewiduje abdykacji króla i objęcie władzy przez jego następcę musi zostać dopiero uregulowane w ustawie zasadniczej. Wtedy nastąpi też formalna abdykacja.
Książę Filip jest  znacznie bardziej popularny niż jego ojciec. Ma dobrą prasę. Nigdy nie był zamieszany w żaden skandal. Dobrze oceniają go dwie trzecie społeczeństwa .
– Mimo to będzie miał niełatwe zadanie zerwania z wizerunkiem monarchii, która w osobie Juana Carlosa stała się niejako symbolem upadku państwa – tłumaczy „Rz" Xavier Sinestra Partet, politolog z Uniwersytetu de Vic w Barcelonie.
Taki wizerunek ukształtował sam król Juan Carlos w ostatnich latach. Jego luksusowy styl życia, egzotyczne wyprawy, jachty i liczne romanse nie były nigdy tajemnicą, lecz nie trafiały na pierwsze strony gazet. Wszystko zmieniło się jednak w ostatnich latach, a właściwie po nastaniu kryzysu gospodarczego. Wtedy zaczęto pisać o 34 mln euro, które kosztuje budżet państwa rodzina królewska. Do rangi skandalu urosła w oczach opinii publicznej jego wyprawa do Botswany i polowanie na słonie przed dwoma laty.
W chwili gdy cały naród zmuszony jest do ogromnych wyrzeczeń, król bawi się w najlepsze – pisały media. Sprawa wyszła na jaw niejako przypadkiem, gdy król złamał biodro w czasie safari. – Jest mi przykro. Popełniłem błąd. To się już nie powtórzy – oświadczył Juan Carlos po powrocie. Takiej skruchy w ustach władcy nikt się nie spodziewał. Wyznanie to zmieniło jego wizerunek w niewielkim stopniu. Nie pomógł też gest w postaci dobrowolnego zmniejszenia o 20,9 tys. euro swej rocznej pensji. Odpowiada to zaledwie 7,1 proc. jego rocznych apanaży. Przeciętna hiszpańska rodzina straciła w wyniku kryzysu niemal jedną piątą dochodów.
W styczniu tego roku 41 proc. Hiszpanów było zdania, że jest dobrym władcą, ale niemal dwie trzecie opowiedziało się za jego abdykacją.  Rok wcześniej takiego zdania było 45 proc. uczestników sondażu ośrodka Sigma Dos. Na takie postrzeganie króla wpłynęła w dużym stopniu afera korupcyjna jego zięcia Inakiego Urgangarina, który kierując fundacją, sprzeniewierzyć miał kilka milionów euro. Śledztwem objęta została także córka króla Krystyna.
– Nie ulega wątpliwości, że to nie zły stan zdrowia króla, lecz jego pogarszający się wizerunek jest przyczyną abdykacji – uważa Xavier Sinestra Partet.

Dawne zasługi

Hiszpanie dawno już zapomnieli o zasługach Juana Carlosa z początków jego panowania. Pojawiły się nawet wątpliwości, czy jego nierozważne działania nie były przyczyną próby wojskowego zamachu stanu w 1981 roku. Juan Carlos miał wtedy promować generała Alfonsa Armadę na stanowisko premiera, nie zdając sobie sprawy z nastrojów w armii. Tak przynajmniej udowadnia Pilar Urbano w swej książce wzbudzającej w Hiszpanii ogrom kontrowersji. Nie zaprzecza ona jednak, że to dzięki zdecydowanej postawie króla zamach się nie udał. W pamięci Hiszpanów zamach kojarzy się z generałem Antoniem Tejero, który wymachiwał w parlamencie pistoletem, oddając kilka strzałów w powietrze.
Król Hiszpanii panuje, ale nie rządzi. Ma jednak wiele konstytucyjnych prerogatyw, jak na przykład prawo akceptacji ustaw. Juan Carlos nie użył nigdy weta. Śledził z pewnym dystansem przemiany społeczne, jakie aplikowały Hiszpanii kolejne rządy socjalistów, jak wprowadzenie aborcji czy małżeństwa homoseksualne. Nie miał też żadnego wpływu na przebieg kryzysu gospodarczego, w wyniku którego bezrobocie wynosi obecnie 26 proc., przy czym wśród młodzieży jest dwukrotnie wyższe. Od kilku miesięcy Hiszpania notuje znikomy wzrost gospodarczy, co jednak nie gwarantuje szybkiej poprawy życia społeczeństwa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA