fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Centra powiadamiania ratunkowego odbiorą wszystkie zgłoszenia na nr 112

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Centra powiadamiania ratunkowego będą odbierać wszystkie zgłoszenia alarmowe na nr 112. Eksperci ostrzegają, że przez to ambulanse wyjadą później.
Za ponad pół roku wchodzi w życie część przepisów ustawy o systemie powiadamiania ratunkowego. Regulacje przewidują m.in., że obsługę numerów alarmowych 997, 998 i 999 mają przejąć centra powiadamiania ratunkowego (CPR), w których operatorzy odbierają numer 112.
Wojewodowie przygotowują w regionach przełączenie na ten system. Nie wszędzie zadziała on już od początku roku. Artur Koziołek, rzecznik prasowy ministra administracji i cyfryzacji odpowiedzialnego za przygotowania ze strony rządu, informuje „Rz", że resort planuje zakończyć budowę nowego systemu w połowie 2015 r.
17 centrów powiadamiania ratunkowego działa w całym kraju
– Najwcześniej na początku 2015 r. centra powiadamiania ratunkowego zaczną przejmować numery alarmowe. One nadal będą funkcjonowały, ale ich obsługą zajmą się CPR – mówi Artur Koziołek. – Czyli na trzy numery alarmowe potrzebujący pomocy dodzwoni się i tak, ale odbiorą już nie dyspozytorzy w pogotowiu czy straży pożarnej, lecz operatorzy w CPR.
Tych jest 17, czyli po jednym na każde województwo. Tylko mazowieckie ma dwa centra. To  w Radomiu obsługuje całe województwo, a Warszawa ma osobne. Eksperci ostrzegają jednak, że pośpiech z przejmowaniem numerów alarmowych przez 112 i CPR może wcale nie usprawnić pomocy.
5 centrów dyspozytorskich jest zlokalizowanych na terenie woj. mazowieckiego
– Świadek wypadku czy poszkodowany dzwoniący po karetkę szybciej dostanie pomoc, alarmując na 999 – informuje Przemysław Guła, lekarz medycyny ratunkowej.  Jako przykład podaje niedawny wypadek samochodowy w Małopolsce. Otóż do dyspozytorni medycznej wpłynęło zawiadomienie o wypadku od dwóch jego świadków. Z tym  że jeden dodzwonił się na 999 bezpośrednio do dyspozytorni. Dyspozytor zebrał wywiad i wysłał karetkę. Drugi świadek zadzwonił na 112 do CPR. Gdy jego operatorzy zgłosili się do dyspozytorni, by wysłała ambulans, ten już był w drodze.
– Nie uważam, że należy zrezygnować z numeru 112, bo ten jest w całej Unii. Oba rodzaje numerów ratunkowych powinny funkcjonować   równolegle – mówi dr Guła. Podkreśla też, że nikt niestety nie pokazuje, ile czasu trwa wysłanie karetki od momentu wybrania numeru 112. A są duże opóźnienia.
Operator w CPR jest pośrednikiem. Musi najpierw zebrać wywiad i przekazać zgłoszenie do pogotowia lub policji. Z kolei przepisy ustawy o państwowym ratownictwie medycznym każą mierzyć czas od wysłania karetki do dojazdu do poszkodowanego. A ten ma wynosić do 15 minut. Same władze chwalą działanie numeru 112. W Małopolsce  CPR obsługuje 3,2 mln mieszkańców, 67 operatorów odbiera miesięcznie ok. 92 tys. zgłoszeń. Operator odbiera zgłoszenie z numeru 112, zbiera dane osobowe, podstawowe informacje o zdarzeniu i w formie elektronicznej przesyła je do dyspozytora pogotowia.
Joanna Sieradzka, rzeczniczka krakowskiego pogotowia ratunkowego, podkreśla w rozmowie z PAP, że dzięki temu dyspozytorzy medyczni pogotowia są odciążeni, nie muszą się już zajmować formalnościami, lecz wyłącznie rozmową z pacjentem.
W Krakowie CPR współpracuje z dwoma dyspozytorniami. Jedna jest w Krakowie, a druga w Tarnowie.
Integracja i centralizacja samych dyspozytorni pogotowia ratunkowego to kolejny etap wdrażania przepisów ustawy o systemie powiadamiania ratunkowego. W województwie pomorskim z 18 działających tam dyspozytorni wojewoda planuje zostawić dwie: w Gdańsku i w Słupsku. W województwie dolnośląskim z 12 mają zostać cztery.
Niektóre rejony, np. Opolskie, gdzie działa jedna dyspozytornia, osiągnęły już stan docelowy. Problemem dla dyspozytorni może być jednak brak map elektronicznych. A obowiązek ich posiadania też przewidują wchodzące 1 stycznia 2015 r. przepisy ustawy o systemie powiadamiania. Chodzi o teleinformatyczny system, na którym widać poruszające się karetki.  Majowy wypadek na S8 obnażył fakt, że dyspozytorzy medyczni nie widzieli na swoich mapach ambulansów wysłanych do poszkodowanych.
Mimo niedoróbek numeru  112 część ekspertów uważa, że trzeba w końcu wdrożyć ten system.
– Nie można w nieskończoność odsuwać tego w czasie, bo to nie motywuje do działania. Rząd przekłada termin na uzupełnienie kwalifikacji dla lekarzy pracujących w karetkach i teraz okazuje się, że brakuje nam specjalistów od medycyny ratunkowej – mówi Juliusz Jakubaszko z Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA