fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Zapomnieli o zdolnych

Resort kultury twierdzi, że nauka w szkołach muzycznych jest nieobowiązkowa i dlatego nie zwiększono w nich liczby miejsc
123rf.com
W szkołach artystycznych nie ma miejsc dla zwiększonej liczby uczniów.
W najbliższym roku szkolnym naukę w podstawówkach ma rozpocząć ok. 150 tys. uczniów więcej niż w latach ubiegłych. To efekt reformy obniżającej wiek szkolny, zgodnie z którą we wrześniu do szkół oprócz siedmiolatków pomaszerują też obowiązkowo sześciolatki urodzone w pierwszej połowie 2008 r. Sytuacja powtórzy się też w kolejnym roku szkolnym, kiedy do szkół pójdzie reszta tego rocznika, wtedy już siedmiolatków, oraz cały rocznik sześciolatków.
Każdego roku część utalentowanych dzieci rozpoczynających edukację trafia do ogólnokształcących szkół muzycznych, które jednocześnie edukują w klasycznych przedmiotach (język polski czy matematyka) oraz rozwijają muzyczne pasje uczniów. Problem w tym, że Ministerstwo Kultury, które nadzoruje tego typu szkoły, przez lata nie zrobiło nic, by w związku z reformą i zwiększoną liczebnością kolejnych roczników uczniów zapewnić większą liczbę miejsc w tych placówkach.
Sprawdziliśmy to w szkołach na terenie całego kraju. Wszędzie padała ta sama odpowiedź: chętnie przyjęlibyśmy więcej uczniów, ale nie mamy na to ani środków, ani warunków lokalowych.
– Nie jestem w stanie przyjąć więcej niż 75 uczniów, choć w tym roku mam 30 proc. więcej chętnych niż w latach ubiegłych – przyznaje w rozmowie z „Rz" Bogdan Piznal, dyrektor Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Paderewskiego w Krakowie. Podobną odpowiedź usłyszeliśmy w Łodzi.
– Mam 63 miejsca. Do tej pory zgłaszało się 80–90 kandydatów, w tym roku przyszło ich około 200 – mówi Sławomir Grzegorczyk, wicedyrektor Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Wieniawskiego.
W jednej z poznańskiej placówek (rozmówca poprosił o anonimowość) nabór będzie wręcz mniejszy niż w latach ubiegłych.
– Po zmianach prawa oświatowego liczebność klas nie będzie mogła przekraczać 25 uczniów, do tej pory zawsze mieliśmy kilku więcej, teraz już ich nie przyjmiemy – mówi nasz rozmówca. Na dodatkowe miejsca nie mogą też liczyć kandydaci do Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej w warszawskim Zespole Szkół nr 74.
Zapytaliśmy resort kultury, jak zareagował na zdecydowane liczniejszą grupę kandydatów do podległych mu szkół. Otrzymaliśmy zdumiewającą odpowiedź. Centrum Informacyjne MKiDN napisało nam, że nauka w tego typu placówkach jest nieobowiązkowa i każdego roku zgłasza się do nich więcej chętnych, niż jest miejsc.
Przy okazji ministerstwo pochwaliło się, że przeznaczyło 555 tys. zł na dofinansowanie zakupu instrumentów dla młodszych uczniów. O skali tej pomocy najlepiej świadczy fakt, że jeden tego typu instrument kosztuje kilkanaście tysięcy złotych. Kazimierz Michał Ujazdowski, były minister kultury, obecnie poseł PiS, nie ma wątpliwości, że bierność resortu kultury w tej sprawie to poważny błąd obecnego szefa tego resortu Bogdana Zdrojewskiego.
– Pozyskanie środków na wsparcie tych szkół w obliczu nadchodzącego wyżu kandydatów było jego obowiązkiem, szczególnie że tych szkół nie jest dużo, nie mówimy tu o gigantycznych nakładach, jak w przypadku klasycznych podstawówek – mówi Ujazdowski. Wskazuje, że to kolejny dowód na to, jak fatalnie została przygotowana reforma obniżająca wiek szkolny.
W podobnym tonie wypowiada się też była minister edukacji Krystyna Łybacka, posłanka SLD. – Nie ma wątpliwości, że odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi przede wszystkim minister kultury – mówi i dodaje, że w tej sprawie powinny aktywnie działać również Katarzyna Hall i Krystyna Szumilas, które wprowadzały reformę obniżającą wiek szkolny. – Powinny przypomnieć ministrowi Zdrojewskiemu, że on także nadzoruje szkoły, jeżeli sam o tym zapomniał – dodaje Łybacka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA