fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Libią nie da się rządzić

Na ławie oskarżonych zasiadło 37 byłych wysokich funkcjonariuszy reżimu Kaddafiego
AFP
Trzy lata po rewolucji kraj znajduje się na granicy rozpadu, we władaniu grup byłych bojowników.
Bez udziału dwu synów Muammara Kaddafiego rozpoczął się w Trypolisie proces kilkudziesięciu oskarżonych o zbrodnie obalonego przed trzema laty reżimu. Wśród nich są dwaj byli premierzy, a także szef wywiadu Abd Allah as-Senussi.  Obaj synowie: Saif as-Islam oraz Saadi, oskarżeni  są o udział w zbrodniach przeciwko narodowi oraz przywłaszczenie milionów z kasy państwowej.
Obaj znajdują się w rękach dwu grup bojowników libijskich, którzy nie chcą przekazać ich na czas procesu do silnie strzeżonego więzienia centralnego w stolicy. Nie dowierzają rządowi i obawiają się, iż proces nie będzie sprawiedliwy. Formalnie rzecz biorąc, obaj powinni być sądzeni przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, który nie wydał jeszcze zgody na proces w Libii.
Nie mając innego wyjścia, sędziowie w Trypolisie zgodzili się więc na udział jednego z synów za pomocą przekazu internetowego.
Jest to jedyna możliwość w znajdującym się na krawędzi rozpadu kraju. Jego poszczególne regiony kontrolują liczne grupy byłych bojowników, którzy obalili reżim Kaddafiego. To oni mają władzę. Rząd nie ma nic do powiedzenia. Tym bardziej że właśnie zrezygnował tymczasowy premier Abd Allah as-Sani – w obawie o bezpieczeństwo swoje oraz swojej rodziny. Jego poprzednik Ali Zidan znalazł  schronienie w Niemczech, skąd śle dramatyczne apele  o pomoc dla Libii w postaci interwencji militarnej państw zachodnich, której celem miałoby być zapobieżenie całkowitej dezintegracji kraju.
Jak powiedział ostatnio CNN, najlepszym rozwiązaniem byłoby wysłanie do Libii oddziałów pokojowych ONZ z udziałem kontyngentów z państw Bliskiego Wschodu. Ali Zidan wie, o czym mówi, gdyż w październiku ubiegłego roku był przez jakiś czas zakładnikiem jednej z grup rebeliantów. Zadaniem parlamentu jest obecnie wyłonienie nowego premiera, lecz w chwili gdy w obradach uczestniczy z reguły mniej niż połowa z 200 deputowanych, jest to zadanie niewykonalne.
W odróżnieniu od Tunezji czy Egiptu, gdzie miały miejsce powstania przeciwko reżimom, Libia jest w znacznie gorszej sytuacji, gdyż pod rządami Kaddafiego nie miała struktur państwowych – tłumaczy „Rz" Barach Mikail, ekspert paryskiego think tanku IRIS. O wszystkim decydował osobiście dyktator i budowanie funkcjonującego państwa odbywa się od podstaw. Nie ma nawet konstytucji. Dopiero niedawno wyłonione zostało gremium, którego zadaniem jest opracowanie projektu ustawy zasadniczej. W wyborach tego ciała wzięło udział zaledwie 500 tys. obywateli, czyli mniej więcej 15 proc. elektoratu.
Te liczby świadczą nie tylko o braku zaufania społeczeństwa do elity rządzącej, ale i o faktycznej dezintegracji kraju oraz jego rzeczywistym rozpadzie na niezależne regiony kontrolowane przez w sumie kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset, milicji.
Nie tak dawno amerykańskie siły specjalne odbiły z rąk jednej z grup bojowników tankowiec przewożący z Cyrenajki nielegalną ropę, którą rebelianci usiłowali sprzedać za granicą. Sprawa ta wywołała kryzys polityczny. Parlament zdymisjonował wtedy  premiera Ali Zidana i nakazał mobilizację prorządowej milicji, która miałaby przystąpić do akcji zbrojnej przeciwko bojownikom zajmującym się nielegalnym handlem ropą. Armii Libia praktycznie nie ma, a jej sprzęt oraz instalacje wojskowe są we władaniu poszczególnych milicji.
Libia mająca największe w Afryce złoża ropy  produkuje obecnie zaledwie 250 tys. baryłek dziennie. Infrastruktura pozwala na wydobycie 1,4 mln baryłek. Cały sięgający 50 mld dol. budżet państwa oparty jest niemal w całości na ropie.
W kraju brakuje benzyny, gdyż często strajkują pracownicy rafinerii. Mnożą się napady na banki. Z Libii wycofały się już niemal wszystkie wielkie firmy zagraniczne. Ostatnim z koncernów, który to uczynił (w lutym tego roku), był  British Petroleum.
– Libia nie jest jeszcze państwem upadłym, lecz może się nim stać w sytuacji pogłębiania się chaosu – twierdzi Barach Mikail. Parlament sam przedłużył swą kadencję, nie licząc się z protestami. Wszystko zależy obecnie od tempa prac nad nową konstytucją. Jest mało prawdopodobne, aby został dotrzymany termin ich zakończenia wyznaczony na maj tego roku. Jedyną rzeczą, która nie budzi kontrowersji przy jej opracowywaniu, jest przyjęcie szariatu, czyli prawa islamskiego, jako formalnie obowiązującego w kraju.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA