fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Oby przywódcom Zachodu spadły łuski z oczu

Jerzy Haszczyński
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Jerzy Haszczyński
Warto zapamiętać datę kremlowskiego wystąpienia Władimira Putina z okazji wchłonięcia Krymu przez Rosję. 18 marca 2014.
To dzień, w którym mieszkańcom Zachodu powinny spaść łuski z oczu. Jeżeli spadną na dobre, to w oczach powinna zagościć chęć ratowania świata zachodniego, z jego wartościami – szacunkiem dla stabilności, bezpieczeństwa, prawa, demokracji etc.
Na razie jednak nie widać takiej szczerej chęci w oczach przywódców Zachodu, choć z ich ust padły wczoraj słowa potępienia Rosji za agresję na Ukrainę.
Można mieć nadzieję, że do wartości wyznawanych przez Zachód należy spokojne, konsultowane z partnerami dochodzenie do kompromisu. ?I że dzięki temu Kreml zostanie powstrzymany przed zmienianiem granic, wysyłaniem, gdzie zechce, żołnierzy i prowokatorów. A jednocześnie solidarna Europa uniezależni się od kremlowskich gigantów surowcowych.
Można też mieć nadzieję, że za jakiś czas, za kilka miesięcy czy lat, Putin zostanie ukarany za zbójecką działalność poza granicami swojego kraju. I że faktem się stanie to, co słyszymy co chwilę od premierów czy prezydentów ważnych zachodnich państw: Rosja poniesie poważne konsekwencje.
To jest scenariusz pozytywny. Jest jednak i negatywny, oparty na doświadczeniach z przeszłości, zwłaszcza z 2008 r., kiedy rosyjskie wojska wkroczyły na teren Gruzji. Uwiarygadniają go ?i najnowsze wydarzenia. Przecież wszyscy dokładnie wiedzieli, że we wtorek Putin ogłosi przyłączenie Krymu do Rosji i zakpi sobie z Zachodu, ?a mimo to dzień wcześniej szefowie dyplomacji krajów Unii Europejskiej wydusili z siebie skromniutkie sankcje wobec Rosji. Wielu miało jeszcze na oczach łuski z logo Gazpromu lub Russia Today.
Jaki jest ten czarny scenariusz? Składa się z dwóch przeplatających się wątków. Jeden to stopniowe odtwarzanie przez Putina Związku Radzieckiego i poszerzanie granic Federacji Rosyjskiej, co on sam w wystąpieniu na Kremlu zresztą zasugerował. Drugi to bardzo szybkie pogodzenie się Zachodu z imperialnymi działaniami Rosji.
Przejdźmy do wątku rosyjskiego. Władimir Putin powiedział wprost: szkoda, że ZSRR upadł. Mimo że miał wady: bolszewicy bowiem źle wytyczyli granice republik. Historyczne ziemie rosyjskie, jak zauważył, znalazły się w ten sposób na Ukrainie. Część z nich – Krym ?– już odzyskał.
W tej części scenariusza następna do odwojowania jest południowo-wschodnia Ukraina, której przecież poważny przywódca bratniej Rosji nie może zostawić w rękach pseudopolityków, pseudowładz oraz neonazistów, rusofobów i antysemitów. Lepiej się nie zastanawiać, kiedy może się zacząć realizacja części scenariusza dotyczącej działań Kremla.
Trzeba się natomiast przygotować na przykry zestaw ujęć z wątku zachodniego. Z udziałem tych wszystkich polityków, którzy już za chwilę będą na wyprzódki mówili, że nie stać nas na zadzieranie z Rosją. Bo ich gaz, bo nasi rolnicy, nasi jubilerzy i dilerzy, nasze mięso, nasz okręt wojenny, portfel ich oligarchy. A tak w ogóle, to co to jest ta Ukraina?
Za miesiąc minister Siergiej Ławrow zacznie objeżdżać Europę i rozmawiać ze swoimi uśmiechniętymi zachodnimi kolegami. Jeszcze miesiąc później na Zachód ruszy i prezydent Putin. A za rok padnie propozycja przyjęcia Rosji do NATO.
To jest scenariusz czarny, napisany na motywach wczorajszego wystąpienia Putina i postępowania polityków zachodnich po wojnie rosyjsko-gruzińskiej w 2008 r.
Wolę ten z dobrym zakończeniem – Zachód odnosi gospodarcze, polityczne i moralne zwycięstwo nad rozbójnikiem ze Wschodu. I jestem gotów długo na nie poczekać.
Wtedy nawet zapomnę o niedawnym błędzie Donalda Tuska. Gdy Putin szykował się do wygłoszenia przemówienia, w którym zarzucił Zachodowi, że w sprawie Ukrainy przekroczył wszelkie granice, był brutalny i nieodpowiedzialny, polski premier przestrzegał, by nie przesadzać z sankcjami.
Dziwna to postawa, bo dotąd, po pierwsze, sankcji prawie nie ma. Po drugie, prawie ich nie ma, mimo że Polska starała się, by były. I po trzecie, Putin i tak uważa, że Polska to główny obok Ameryki mąciciel na Ukrainie. Po czwarte – nie trzeba mącić na Ukrainie, by narazić się na gniew Rosji. Embargo na mleko czy mięso potrafi nałożyć z bardziej błahych powodów.
Dlatego polskie władze muszą być konsekwentne – i zagrać pierwszoplanową rolę ?w filmie o obronie zachodnich wartości. Tak jak grały, wciągając Ukrainę do UE. Wtedy można liczyć, że za jakiś czas się okaże, iż jednak został on nakręcony według tego pozytywnego scenariusza.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA