fbTrack

Świat

Dalajlama mile widziany w Polsce

XIV Dalajlama, przywódca duchowy Tybetańczyków
Rzeczpospolita
Chiny mogą ostro zareagować na przyjazd Dalajlamy do Polski. Mimo to parlament chce wystosować zaproszenie do przywódcy Tybetańczyków
– Jeśli Dalajlama przyjedzie do Polski, to się z nim oczywiście spotkam – powiedział szef polskiego rządu Donald Tusk. Jak pisał „Dziennik”, warunkiem przyjazdu duchowego przywódcy Tybetańczyków do Polski ma być przyjęcie go przez prezydenta lub premiera. – Dalajlama jest uznanym na całym świecie przywódcą duchowym. Przyjęcie go przez premiera nie jest złamaniem zasad polityki międzynarodowej – stwierdził w rozmowie z „Rz” wiceminister spraw zagranicznych Ryszard Schnepf.
Wielu innych światowych przywódców nie potrafi się zdobyć na podobny gest. Podejmowanie Dalajlamy przez przedstawicieli władz państwowych traktowane jest bowiem przez Chiny jako poparcie dla niepodległościowych aspiracji Tybetańczyków. Politycy się obawiają, że gniew komunistycznych władz odbije się niekorzystnie na handlu z Chinami.
– Chińska gospodarka jest scentralizowana i oparta na decyzjach politycznych. A to oznacza, że Pekin łatwo może wskazać, z kim chińskie firmy mają handlować, a z kim nie. I nieraz już używał tej broni – mówi nam jeden z dyplomatów. Dlatego Dalajlama zapraszany jest najczęściej przez parlamenty. Reprezentują one partie polityczne i nie mają nic wspólnego z rządem. Mogą więc zapraszać, kogo chcą, bez wywoływania napięć politycznych. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz stwierdził, że jest gotów wystosować zaproszenie dla Dalajlamy. – To powinno załatwić sprawę. Co prawda ja i szefowa komisji ds. Tybetu rozmawialiśmy z przedstawicielem Dalajlamy i wyraziliśmy chęć zaproszenia go do Polski, ale lepiej by było, gdyby zaproszenie wyszło od samego marszałka – mówi „Rz” wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski z PO.Niektóre kraje boją się nawet w ten sposób zapraszać przywódcę Tybetańczyków. Pod koniec zeszłego roku Dalajlama przyjechał do Włoch jako laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Najwyższej rangi politykiem, który go przyjął, był przewodniczący izby niższej parlamentu. Aby nie drażnić Chin, spotkanie zorganizowano nie w głównej sali parlamentu, lecz w jednej z bocznych sal. W zeszłym tygodniu podczas wizyty Dalajlamy w Japonii nie spotkał się z nim żaden przedstawiciel tamtejszych władz. Tylko nieliczni przywódcy mają odwagę uhonorować Dalajlamę. Pod koniec zeszłego roku Stany Zjednoczone przyznały mu złoty medal Kongresu, najwyższe odznaczenie wręczane cywilom. Tybetańczyk przyjął je z rąk samego prezydenta George’a W. Busha. Dalajlama był też podejmowany przez niemiecką kanclerz Angelę Merkel i byłego premiera Wielkiej Brytanii Tony’ego Blaira. Dopiero po dłuższych wahaniach zdecydował się na taki krok jego następca Gordon Brown, który ma się spotkać z tybetańskim mnichem w maju tego roku. Polscy politycy nie zamierzają się przejmować reakcją Chin.– Na pewno na ciepłe słowa liczyć nie możemy. Ale mam nadzieję, że na naszych stosunkach handlowych się to nie odbije – mówi Krzysztof Lisek (PO), szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. – Zaproszenie Dalajlamy jest czymś zupełnie naturalnym. Zastanawianie się nad konsekwencjami nie ma sensu – uważa Paweł Kowal z PiS. Chiński MSZ wezwał na dywanik polskiego ambasadora w Pekinie. Była to reakcja na wcześniejszą reprymendę, jaką ambasadorowi Chin dał nasz wiceminister spraw zagranicznych. – Domagałem się wyjaśnień w sprawie tłumienia demonstracji w Tybecie. Mówiłem też o tym, że Polska ma prawo zapraszać Dalajlamę i nie jest to żadną zbrodnią – powiedział nam wiceminister Witold Waszczykowski. Jak się dowiedzieliśmy z dobrze poinformowanych źródeł, polskie władze liczą się z tym, że zaproszenie Dalajlamy utrudni zorganizowanie wizyty prezydenta w Chinach. – Od dwóch lat Chińczycy ciągle mówią „nie”. Tłumaczą się a to zjazdem partii, a to że mają olimpiadę – mówi „Rzeczpospolitej” jeden z pracowników MSZ.Pałac Prezydencki dementuje te informacje. – Nie ma żadnych problemów, obie strony pracują nad przygotowaniem takiej wizyty – przekonuje Tomasz Brzeziński z Kancelarii Prezydenta. dr Werner Pfennig, Katedra Polityki Azji Wschodniej, Wolny Uniwersytet w Berlinie Uważam, że zaproszenie Dalajlamy do Polski byłoby dobrym pomysłem. Wymiar symboliczny tego zaproszenia byłby ol- brzymi. Polska jeszcze niedawno sama walczyła o wolność. Nie chodzi przecież o wywarcie presji na chińskie władze, ale o pokazanie, że Dalajlama jest partnerem do rozmów, także na szczeblu rządowym. Kiedy we wrześniu 2007 roku kanclerz Niemiec Angela Merkel zaprosiła Dalajlamę do Berlina, została ostro skrytykowana – i niesłusznie. Działanie wbrew Chinom, ważnemu partnerowi handlowemu Niemiec, wymagało odwagi. Ale się opłaciło. Władze w Pekinie zrozumiały, że Niemcy nie będą przymykać oczu na gwałcenie praw człowieka w Tybecie. I to bez względu na wymianę handlową między Berlinem a Pekinem. Skrajną głupotą jest to, że niektórzy niemieccy politycy na znak protestu chcą zbojkotować otwarcie olimpiady, ale w pozostałych imprezach zamierzają uczestniczyć. To dla mnie szczyt hipokryzji. not. ryb prof. Robert Barnett, wykładowca Uniwersytetu Columbia, autor prac o Tybecie Sytuacja wywołana zamieszkami czy wręcz powstaniem w Tybecie jest niezwykle skomplikowana i wymaga od zachod- nich rządów przemyślanej reakcji. Zaproszenie Dalajlamy i przyjmowanie go na najwyższych szczeblach władzy może być przez Pekin uznane za posunięcie prowokacyjne, na które Chińczycy odpowiedzą jeszcze większą irytacją. Z drugiej strony doświadczenie wskazuje, że wszelkie (choć nieliczne) ustępstwa, jakie poczynili Chińczycy wobec Dalajlamy – jak zgoda na dialog z nim w 2002 roku – następowały wyłącznie pod presją międzynarodową. Sztuka polega na tym, by tę presję wyważyć. Państwa zachodnie traktowały dotąd kwestię Tybetu jako problem praw człowieka, co jest błędem – to obraźliwe dla Pekinu, ale wskazuje też, że Zachód nie traktuje sprawy bardzo poważnie. Potrzebne jest głębokie spojrzenie na kwestię Tybetu jako na problem polityczny. I wspólne poszukiwanie rozwiązania. not. p.g. Nie sądzę, by problem Tybetu i sytuacja w tym kraju miały jakieś znaczenie dla społe- czeństwa rosyjskiego czy nawet dla ekspertów. Ten problem praktycznie nie jest poruszany w Rosji. Większą wagę przywiązuje się do takich aspektów, jak przeprowadzenie olimpiady czy wystąpienie Dalajlamy, który, moim zdaniem, realistycznie i właściwie osądził ostre reakcje chińskich władz i brutalne stłumienie protestów. Dalajlama mówi wprost, że kwestia niepodległości Tybetu nie jest w ogóle brana pod uwagę. Nie sądzę także, by zaproszenie Dalajlamy do Polski pomogło Tybetowi. Może natomiast spowodować pogorszenie stosunków Polski z Chinami. Tym bardziej że w Polsce nie ma rdzennych wyznawcówreligii buddyjskiej. Rosyjscy buddyści popierają dialog z Dalajlamą, ale oczywiste jest, że nikt w Rosji nie będzie demonstracyjniezapraszał ich duchowego przywódcy. not. ta.s. Pekin deklaruje, że w Tybecie toczy „walkę na śmierć i życie” z „kliką Dalajlamy”, ale uspokaja, że protesty nie wpłyną na przebieg igrzysk olimpijskich. – Nieważne, co będzie się działo w Tybecie, w Xinjiangu czy w innych miejscach Chin, sztafety z ogniem olimpijskim nic nie powstrzyma – zapewnił Jiang Xiaoyu, wiceprezes komitetu organizacyjnego igrzysk olimpijskich w Pekinie. W maju ogień olimpijski ma być przeniesiony na najwyższą górę świata Mount Everest.Władze w Pekinie skarżą się na stronnicze relacje w zachodnich mediach. Jednocześnie robią wszystko, by świat nie dowiedział się prawdy o wydarzeniach w Tybecie. Według Klubu Korespondentów Zagranicznych na miejsce starć między protestującymi Tybetańczykami a chińskimi policjantami i wojskiem nie wpuszczono co najmniej 30 ekip reporterskich, w tym dziennikarzy amerykańskiej stacji CNN i brytyjskiego dziennika „The Guardian”. Służby bezpieczeństwa zatrzymują też zachodnich turystów, którzy zmierzają do Tybetu. Ich relacje przedostawały się bowiem do zachodnich mediów. – Teraz nie ma tam nic do zobaczenia, ale serdecznie zapraszamy w innym terminie – wyjaśnił grupie turystów jeden z milicjantów. Dziennikarzom kanadyjskiej telewizji CCTV udało się jednak przemycić film przez 10 blokad. Widać na nim, że we wtorek – gdy premier Wen Jiabao zapewniał, iż protesty zostały stłumione – setki Tybetańczyków wciąż protestowało. Według tybetańskiego rządu na uchodźstwie protesty kosztowały życie co najmniej 99 osób. Pekin mówi o 16 ofiarach. Na komisariaty zgłosiło się 160 osób, które brały udział w protestach. W zamian za współpracę obiecano im łagodniejsze potraktowanie. Premier Wen Jiabao powiedział, że jest gotów spotkać się z Dalajlamą. Duchowy przywódca Tybetańczyków znów zaapelował o zakończenie sporu bez używania przemocy. Z podobnym apelem wystąpił Benedykt XVI, zachęcając do dialogu i tolerancji. jap, reuters, ap
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL