fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wojna, od której Amerykanie nie mogą uciec

Irak. Diwanija
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Pięć lat po inwazji na Irak Amerykanie najchętniej wymazaliby ją ze świadomości. Ale rzeczywistość stale powraca. I wymaga podejmowania decyzji
Jutro mija pięć lat od chwili, gdy na rozkaz George’a W. Busha wojska USA rozpoczęły operację „Iracka wolność”. Dziś wiadomo, że wbrew twierdzeniom administracji reżim Saddama Husajna nie dysponował bronią masowego rażenia i nie miał bliskich związków z al Kaidą. Wątpliwa wydaje się argumentacja, że inwazja służyła szerzeniu demokracji na Bliskim Wschodzie.
Ambicje USA skurczyły się do nieprawdopodobnie małych rozmiarów. Wystarczyła odrobina kruchej stabilizacji, by Amerykanie odetchnęli z ulgą, choć dobrze wiedzą, iż jest to ulga tymczasowa. Jeszcze w październiku w odpowiedziach na pytanie, co jest dla nich najważniejszym problemem, Amerykanie wskazywali najczęściej Irak (28 proc.), dopiero w drugiej kolejności gospodarkę (22 proc.). Dziś – jak wynika z sondaży dla CNN – dwukrotnie więcej respondentów wskazuje na pogłębiający się kryzys (42 proc.) niż na wojnę (21 proc.). To zrozumiałe: ludzi bardziej interesuje stan ich portfela niż wojna prowadzona daleko przez niewielką armię ochotników. Nie chcą już słuchać o wojnie, a dziennikarze o niej mówić. Politycy też. W kampanii prezydenckiej wśród republikanów debaty na ten temat nie było w ogóle, bo główni kandydaci – od zwycięzcy Johna McCaina po największego przegranego Mitta Romneya – uważają konflikt w Iraku za jeden z frontów globalnej „wojny z terroryzmem” i jeśli mają zastrzeżenia, to najwyżej do strategii.
Wśród demokratów, którzy zdecydowanie opowiadają się za jak najszybszym wycofaniem się znad Eufratu, dyskusja dotyczyła głównie przeszłości. Hillary Clinton i Barack Obama debatują bez końca na temat tego, kto poparł, a kto nie poparł inwazji i dlaczego. To z pewnością ważne w walce o wizerunek, jaką prowadzi ta para. Jak jednak słusznie zauważa ceniony ekspert od bezpieczeństwa międzynarodowego Kenneth Pollack, dziś nie jest już istotne, jak Amerykanie znaleźli się w Iraku. Liczy się to, jak stamtąd wyjść. Odpowiedź na to pytanie zależy od oceny tego, co dzieje się w Iraku. – Wygrywamy i nie powinniśmy się wycofywać, póki nie zakończymy stabilizacji – mówi McCain. – Tej wojny nie da się wygrać, musimy jak najszybciej ją zakończyć – odpowiadają demokraci. Wybierając w listopadzie prezydenta, Amerykanie staną przed jednym z najważniejszych wyborów politycznych w swej historii. Od tego, kogo wyślą do Białego Domu, zależeć może nie tylko przyszłość Iraku, ale i Ameryki. Bez względu na to, jak bardzo chcieliby wymazać ze świadomości tę wojnę amerykańscy wyborcy, od tej decyzji nie da się uciec.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA