fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Jak resort szkoli urzędników

Znany hotel wynajęty na dwa dni, zaplecze rekreacyjno-sportowe, uroczysta kolacja ?i trzy godziny zajęć dziennie – tak wyglądało szkolenie?w Ministerstwie Gospodarki.
Wejścia strzegą posągi lwów i kobiecych aniołów z wydatnym biustem. Na zewnątrz jest też staw z łódkami w kształcie łabędzi, a wewnątrz posągi faraonów, obrazy stylizowane na barokowe oraz pozłacana sala w tylu weneckim z balkonem dla orkiestry. To słynący z niebanalnego wystroju hotel w Michałowicach pod Warszawą.
Ministerstwo Gospodarki wynajęło go na dwa dni ubiegłego tygodnia. Zorganizowało tam szkolenia z komunikacji i zarządzania zmianą dla około 90 pracowników jednego z departamentów i współpracujących z nim instytucji centralnych. Kosztowało to 43 tys. zł.
Michałowice są położone 15 km od centrum stolicy, a uczestników zawieziono autokarami. Przetarg wymagał, by oferowały one standard LUX, fotele lotnicze i klimatyzację.
Dlaczego resort nie zorganizował szkoleń w stolicy, by zaoszczędzić na transporcie i noclegach?
„Wynajem sal szkoleniowych w centrum Warszawy byłby wydatkiem nieekonomicznym ze względu na wysoki koszt wynajmu, a organizacja szkolenia z elementami warsztatowymi niemożliwa" – odpowiada biuro prasowe resortu. Wyjaśnia, że  w przypadku szkoleń w miejscu pracy „osoby często są wywoływane, celem zajęcia się bieżącymi sprawami".
Jednak lektura specyfikacji przetargu może zrodzić więcej pytań. Pracownicy wyruszyli z Warszawy w południe, a po przybyciu na miejsce mieli tylko trzy godziny szkoleń. Później plan przewidywał „udostępnione bezpłatnie zaplecze rekreacyjno-sportowe" oraz „uroczystą kolację".
Ministerstwo wymagało, by hotel miał przynajmniej trzy gwiazdki
Następnego dnia szkoleń też były trzy godziny. „Międzynarodowe standardy przewidują, że efektywna forma warsztatów jest dla 6-12 osób w  grupie. Jak wyobrażają sobie Państwo warsztat w grupie 25 osób?" – pytała jedna z firm zainteresowana przetargiem. „Wykonawca powinien zapewnić najbardziej optymalną i efektywną formę warsztatów dla przewidzianej grupy" – odpowiedział resort.
Konkretniejszych odpowiedzi udzielił na pytania dotyczące hotelu. Przetarg wymagał, by był zlokalizowany „z dala od ruchliwych ciągów komunikacyjnych, wśród terenów rekreacyjnych". „Zamawiający rozumie przez to teren, który przyczynia się do rozwoju zainteresowań, podwyższania aktywności fizycznej, rozładowania napięcia nerwowego oraz aktywnego spędzania czasu, np. urządzone parki, skwery, zieleńce, boiska sportowe, przystań i plaża" – wyjaśniał resort.
Ministerstwo informuje „Rz", że szkolenia były koniecznością ze względu na nowe zadania Departamentu  Wdrażania Programów Operacyjnych, a obowiązek kształcenia urzędników wynika z przepisów.
Jednak poseł PiS Jarosław Zieliński mówi o marnotrawstwie środków. – Wyjazd mógłby być zorganizowany, jednak ze środków funduszu świadczeń socjalnych  i nie w godzinach pracy – komentuje.
– Szkolenie poza miejscem pracy mnie nie dziwi. Oderwanie od biurka zwiększa efektywność. Jednak skoro składało się z dwóch trzygodzinnych modułów,  mogłoby być jednodniowe. Wszędzie szuka się przecież oszczędności – dodaje Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA