fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Macierewicz nie może czuć się bezkarny

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Gdyby członkiem rządu ?był muzułmanin, który zaproponowałby nam ?debatę nad wielożeństwem, uznałbym to za równie niewłaściwe postępowanie, ?jak proponowanie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej ?– mówi Elizie Olczyk poseł Platformy Obywatelskiej Andrzej Halicki.
Rz: Jak pan się czuje jako polityk grillowany z powodu ataku na wiceministra Królikowskiego?
Andrzej Halicki: Nie czuję się grillowany, ?ale skończmy ?ten temat.
Nie chce pan rozmawiać o konflikcie między panem a ministrem Markiem Biernackim czy o katolikach na stanowiskach rządowych?
Nie ma żadnego konfliktu. To są wymysły. A jeżeli chodzi o drugą część pytania, to jestem osobą o konserwatywnych poglądach, ale uważam, że państwo powinno być wolne od dogmatycznego spojrzenia na prawo. Poza tym członek gabinetu niezależnie od przekonań musi prezentować stanowisko rządu. Gdyby członkiem rządu był muzułmanin, który zaproponowałby nam debatę nad wielożeństwem, uznałbym to za równie niewłaściwe postępowanie jak proponowanie zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej.
Nie ma przecież stanowiska rządu w sprawie ustawy antyaborcyjnej. Była jedynie wypowiedź pana premiera, że rząd nie będzie prowadził żadnych prac zmieniających tę ustawę. Ale to chyba nie wyklucza dyskusji?
Wypowiedź premiera Tuska była stanowiskiem rządu koalicyjnego. PO zobowiązała się wobec wyborców, że będzie dbać o stabilny rozwój gospodarczy i polityczny, a także chronić Polskę przed wojną światopoglądową. Tego konsekwentnie się trzymamy od początku naszych rządów i dotyczy to także kompromisu aborcyjnego. Obecna ustawa wyeliminowała z przestrzeni publicznej destrukcyjną wojnę światopoglądową, i to jest wartość sama w sobie.
Czy wartością jest też minister zdrowia Bartosz Arłukowicz? Dlaczego go bronicie, choć widać, ?że jest słabym ministrem?
Dlatego że jest wyjątkową nieuczciwością opowiadanie o rzekomym testamencie ministra Zbigniewa Religi, którego podobno Arłukowicz nie wykonuje. Mamy dwukrotnie większe nakłady na służbę zdrowia niż za czasów ministra Religi, więcej nowoczesnego i znacznie wydajniejszego sprzętu, wyższe płace i lepszą organizację służby zdrowia. Na pewno mamy jedno zadanie niezrealizowane, czyli reformę NFZ, i ono stoi przed ministrem Arłukowiczem.
Czy pan korzysta z publicznej służby zdrowia?
Staram się nie korzystać i nikomu nie życzę chorowania.
Z pana wypowiedzi wynika, że jedynym problemem służby zdrowia jest brak reformy NFZ, tymczasem głównym problemem są ogromne kolejki do lekarzy specjalistów.
To nieprawda. Jeżeli ktoś marzy o powrocie do PRL, niech się zastanowi, jak wówczas wyglądała służba zdrowia.
Co ma PRL do tego, że w ciągu roku kolejki do specjalistów wydłużyły się o 40 proc.?
Jest zdecydowana poprawa w dostępie do lekarzy. Proszę porównać np. z 2007 rokiem.
To się nazywa zaklinanie rzeczywistości.
Widzę, że pani nie przekonam. Proszę o następne pytanie.
PO znowu spadło poparcie w sondażach, a już byliście na równi z PiS.
Prawdziwym testem będzie dzień wyborów. Nie mam wątpliwości, że odrobimy straty. Będziemy przekonywać obywateli do uczestnictwa w tych wyborach, bo kluczem jest frekwencja. Przy niskiej frekwencji górę mogą wziąć ugrupowania populistyczne i nacjonalistyczne. A mogą one zawrócić Polskę z drogi spokojnego rozwoju. Prezes Kaczyński wiele razy mówił, że będzie cofał reformy, które wprowadziliśmy.
Politolodzy uważają, że to PO i PiS najbardziej przyczyniają się do obniżenia frekwencji, o której pan mówi, od ośmiu lat polaryzując scenę polityczną.
Delikatnie mówiąc, to niskich lotów analiza. Jak największy udział Polaków w procesach demokratycznych jest bardzo ważny. Osoby, które nie chcą się angażować w wybory, bo np. uważają, że wszystko idzie dobrze, oddają pole radykałom, którzy często mają wypisany na sztandarach eurosceptycyzm. Przypomnę, że w pierwszych wyborach do europarlamentu, gdy frekwencja była niska, dużą reprezentację w nim miały np. Liga Polskich Rodzin i Samoobrona. Ich wyborcy poszli głosować.
Poprzednie wybory to wyście wygrali, a frekwencja nie była wiele wyższa. Więc pana analiza jest fałszywa.
Mówię o pierwszych wyborach do PE. Ostatnie rzeczywiście wygraliśmy i wierzę, że w tym roku rozsądek również weźmie górę w Polakach i ponownie nam zaufają. To jest bardzo ważne, bo w Brukseli ustanawianych jest większość praw, które obowiązują w krajach członkowskich, również w Polsce. Poza tym proszę się zastanowić, co by było, gdyby eurosceptycy wzięli górę w europarlamencie. Jak wyglądałby np. budżet unijny, gdyby decydowali o nim brytyjscy konserwatyści, którzy chcą niższych wydatków unijnych? Najwyższy czas wejść na ścieżkę budowania integracji UE, a nie cofania się do czasów dezintegracji. Jeżeli pozwolimy, aby zapanował eurosceptycyzm, to wrócimy do demonów z początku ubiegłego stulecia.
Straszy pan wojną?
Staram się pokazać coś, co jest czarnym scenariuszem, ale możliwym. Jeżeli nie będziemy o tym myśleć, to możemy się obudzić w trudnej sytuacji. Konflikty potęgują się i żywią problemami społecznymi i gospodarczymi, a tych ostatnio mamy w Europie sporo.
Głosowanie na Platformę Obywatelską uchroni nas przed wojną?
Głosowanie na ludzi rozsądnych, których najwięcej jest w PO. Wywalczyliśmy więcej środków unijnych niż w poprzedniej perspektywie finansowej, co było dużym wyzwaniem, zważywszy na sytuację gospodarczą w Europie i na świecie. W następnej kadencji europarlamentu będziemy decydować o sprawach strategicznych, dotyczących rozwoju Wspólnoty i byłoby lepiej, żeby do Brukseli pojechali ludzie, którzy wzmocnią prointegracyjny kierunek rozwoju UE, a nie go osłabią. To powinny być główne tematy debat w naszym parlamencie – co nas czeka w najbliższych latach i dekadach. Niestety opozycja – jak pokazuje doświadczenie z Sejmu – nie jest zainteresowana konstruktywną debatą, szczególnie ta z prawej strony.
Ta z lewej strony jest lepsza?
Nie chcę różnicować, kto jest lepszy, a kto gorszy. Zwracam uwagę na słabość polskiej debaty, w której zamiast argumentów dominują insynuacje i obelgi.
Przecież PO uczestniczy w tych pyskówkach na równi z opozycją.
Nie szermujemy bezpodstawnymi oskarżeniami, a opozycji się zdarza. Mówię to ogólnie, nie adresując tego zarzutu do nikogo konkretnego.
Wróćmy do spraw europejskich. Czy PO planuje jakąś datę przystąpienia Polski do strefy euro?
Nie chodzi o daty. Obecnie nie spełniamy warunków konwergencji i to jest podstawowe zadanie dla ministrów finansów i gospodarki. Są co prawda sygnały lekkiego ożywienia. Jeżeli się zrealizują w tym roku, to będzie szansa na ustabilizowanie kursu złotego, co jest warunkiem wejścia do strefy euro.
Przy obecnym zadłużeniu budżetu chyba nieprędko spełnimy warunki przyjęcia euro?
Przeciwnie, to nie jest taka odległa perspektywa. A dla gospodarki wielce pożądana. Łatwo policzyć, jak wiele kosztuje polską gospodarkę sam proces przewalutowania, ubezpieczenia przed ryzykiem kursowym czy też odkładania inwestycji w czasie z obawy przed wahnięciami kursów walut. Jednocześnie, kiedy kraje strefy euro miały trudności, mogliśmy utrzymać naszą gospodarkę na powierzchni dzięki osłabieniu złotego. Ale w niedalekiej przyszłości korzystne dla polskiej gospodarki byłoby przyjęcie wspólnej waluty.
Czy Grzegorz Schetyna powinien kandydować do Parlamentu Europejskiego?
Na pewno jest osobą, która mogłaby być bardzo przydatna w Europie. W sposób oczywisty międzynarodowe kontakty i doświadczenie to atut Grzegorza Schetyny.
To byłoby dla niego zesłanie?
W żadnym wypadku. Przecież już mówiłem, że Parlament Europejski to bardzo ważne miejsce, także dla nas nad Wisłą.
A pan jako członek tzw. frakcji Schetyny wolałby, żeby on pojechał do PE czy został w polskim parlamencie?
Moje zdanie w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia. W Platformie nie ma frakcji, można mówić o osobach mających bardziej liberalne lub konserwatywne poglądy.
Frakcji konserwatywnej to już chyba nie ma, skoro jej lider Jarosław Gowin odszedł z PO. Żałuje pan, że ta frakcja się rozpadła?
Gowin nigdy nie był liderem grupy konserwatywnej. Żałuję, że wybrał własną drogę i odszedł z PO. Ceniłem sobie jego wkład w prace Platformy w poprzedniej kadencji Sejmu. Ale z uwagi na to, co zaczął robić w kampanii na przewodniczącego partii, kiedy ostrze swojej krytyki skierował w stronę PO, rzeczywiście nie miał szans na pozostanie w partii. Jego zachowanie było nie fair. Był ważną postacią w Platformie, jednym z naszych czołowych polityków. Sam podjął decyzję o odejściu.
Jak miał walczyć o przywództwo, nie krytykując konkurenta?
On nie walczył z Tuskiem, tylko z całą formacją. Budował swoją pozycję kosztem PO. Podważył zasadę, która jest warunkiem skutecznego działania partii – że po wewnętrznej dyskusji przyjęte rozwiązania są realizowane przez całą drużynę.
A czy Schetyna popełnił błąd, że nie kandydował w wyborach na szefa partii?
On nie ustawiał się w pozycji lidera, tylko upominał się o pewne zasady i sposób praktycznego działania. Na tym polegał dyskurs, który toczył się w PO i został ostatecznie rozstrzygnięty na ostatniej Radzie Krajowej.
Czy popiera pan powołanie komisji śledczej do badania procesu weryfikacji WSI, co proponuje Twój Ruch?
To nie jest kwestia komisji śledczej, tylko odpowiedzialności Antoniego Macierewicza za przeprowadzenie tego procesu w sposób katastrofalny, przez co Skarb Państwa musi do dzisiaj płacić odszkodowania. Po wstępnej dyskusji nie jesteśmy w pełni zdecydowani co do powoływania komisji śledczej. Nie zmienia to jednak faktu, że raport Macierewicza uważamy za karygodny. Zawierał nierzetelne, wręcz plotkarskie informacje i naruszył dobre imię i bezpieczeństwo wielu osób współpracujących ze służbami, a także podważył wiarygodność Polski. Wszystkie procesy sądowe w tej sprawie są procesami przegranymi.
Są przegrane, bo rząd w kolejnych sprawach idzie na ugodę.
To jest bzdurna argumentacja. Jeżeli informacje są szkalujące, naruszone zostało czyjeś dobre imię, to zawarcie ugody jest działaniem pozytywnym, bo ogranicza roszczenia strony poszkodowanej. A zwracam uwagę, że odszkodowania wypłacane są z pieniędzy podatników. Osobiście nie chcę pokrywać kosztów z tego tytułu, że ktoś miał złe intencje albo żywił się plotkami i nadał im rangę oficjalnego dokumentu. Polityk nie może się czuć bezkarny w takiej sytuacji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA