fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo autorskie

Prawo autorskie a przepisy kulinarne

Ochrona prawna przepisów kulinarnych?nie istnieje. Jeśli mają pozostać tajemnicą, trzeba ich skutecznie strzec. ?Robią tak ?m.in. słynne cukiernie ?czy restauracje
Rzeczpospolita, Maciej Kaczanowski Maciej Kaczanowski
Prawo traktuje przepisy kulinarne po macoszemu. Dla prawnika to tylko zwykła receptura, bez cech twórczości.
Dziś gotują wszyscy. Nikogo już nie dziwi, że kucharze mają status gwiazd i brylują w telewizji, celebryci zdradzają na wizji tajne przepisy babci, a książki kucharskie pod choinkę dostają nawet małe dzieci.
Polacy kochają gotowanie, a niektórzy nieźle na tym zarabiają. Raz na jakiś czas do kuchni wkraczają jednak prawnicy. A przepisami kulinarnymi zajmuje się nawet prokuratura.

Podkradanie na talerzu

Najwięcej sporów powstaje między blogerami kulinarnymi a autorami książek kucharskich. Ci pierwsi oskarżają drugich, że bez oporów podkradają ich pomysły, a potem publikują jako własne.
Najgłośniejszy spór toczyła w 2012 r. autorka popularnego bloga kulinarnego White Plate z Magdaleną Makarowską, autorką książki „Jedz pysznie... razem z dzieckiem". Blogerka zarzuciła jej plagiat przepisów.
Sami blogerzy także oskarżają się nawzajem o podkradanie przepisów i zdjęć. Pisze autorka bloga Howlovely.blox. pl: „Zauważyłam, że wiele osób przypisuje sobie stworzenie przepisu, a nawet opisuje, jak wiele czasu i prób musiało poświęcić na jego stworzenie. Moim zdaniem to jest bezczelne, proszę, szanujmy się nawzajem!".
Szok! – bulwersuje się autorka bloga O-pysznym-jedzeniu. bloog.pl. Pisze: „Przeglądając jedną ze stron kulinarnych, zupełnie przypadkiem natrafiłam na zdjęcia mojego autorstwa wraz z przepisem. Osoby, które przywłaszczyły sobie moje fotografie i przepis, zamieściły go na łamach tegoż serwisu, podając je za swoje, i aby było śmieszniej, poprzez moje zdjęcia biorą udział w konkursie na najlepsze ciasto!".
Takich wpisów w Internecie można znaleźć znacznie więcej. O podkradanie receptur oskarżają się także właściciele restauracji.

Pierogi u prokuratora

Co mają wspólnego pierogi w Poznaniu z pierogami w Toruniu? Okazuje się, że wiele.
– Nielegalnie korzystają z receptur stworzonych przez kucharza na potrzeby naszych pierogarni – uważa Maciej Podlaszewski, współwłaściciel toruńskich pierogarni „Stary Młyn" w Toruniu.
Spór m.in. o przepisy ciągnie się od kilku lat. Poznańska firma w ramach franczyzy prowadziła pierogarnię i korzystała z receptur z Torunia. Franczyza się skończyła, a spór pozostał. Druga strona wszystkiego się wypiera. Kto ma rację? Na razie nie wiadomo. Sprawa nie miała jeszcze swojego finału. W lutym ruszy proces cywilny o kradzież własności intelektualnej, w tym receptur.
– Wcześniej złożyliśmy doniesienie do prokuratora, ale ta sprawę umorzyła – tłumaczy Podlaszewski.
Takich spraw nie ma jednak wiele w sądach. Z punktu widzenia prawa są trudne.

Utwór w zupie

– Ochrona prawna przepisów kulinarnych nie istnieje. Znam przypadki nielegalnego korzystania z moich receptur, ale nic nie mogę z tym zrobić – mówi Adam Chrząstowski, szef kuchni Ancora i ekspert kulinarny. – Niedawno w jednym z programów kulinarnych w telewizji widziałem, jak gotowano według mojego przepisu zupę z pieczonej papryki, zmieniono tylko odrobinę opis przygotowania potrawy. I co? I nic. W sądzie bym przegrał – uważa.

Dlaczego?

– Zawartość receptury, dobór składników, proporcje na ciasto czy zupę nie są utworem w rozumieniu prawa autorskiego – tłumaczy Janina Ligner-Żeromska, adwokat w Kancelarii Domański, Zakrzewski, Palinka.
Prawo autorskie nie chroni bowiem pomysłów ani idei, jedynie formę ich wyrażenia. Nie ma przy tym znaczenia, że przepis, o który toczy się bój, został np. udoskonalony czy też że kopiujemy precyzyjnie recepturę kogoś innego.
Sprawy mają się inaczej, jeśli chodzi o chronę formy, w jakiej dany przepis został opublikowany, a więc sposób jego prezentacji, towarzyszące mu zdjęcia np. gotowych potraw.
– Wtedy już rozpowszechnianie wiernej kopii bez zezwolenia autora lub przypisywanie sobie autorstwa będzie naruszeniem prawa autorskiego. Udowodnienie jednak, że doszło do złamania przepisów prawnych, nie jest proste – tłumaczy mecenas Ligner-Żeromska. – Prawo autorskie dopuszcza inspirowanie się innym dziełem. A granica między inspiracją a niedozwolonym kopiowaniem jest bardzo nieostra.
Może wystarczyć więc, że dany przepis znajdzie się na innym blogu ze zmienionym opisem przygotowanej potrawy i już można zasłaniać się inspiracją. Dajmy na to zamiast: „wlej miód do garnka i zagotuj z przyprawą korzenną" napisze się: „miód z przyprawą kuchenną zagotuj w garnku".
Nie ulega natomiast wątpliwości, że ochronie podlega książka kucharska. Potwierdzone to zostało orzeczeniem Sądu Najwyższego już w latach 30. XX wieku. Na podobnej zasadzie ochronie podlega cała zawartość strony WWW lub kulinarnego blogu.
– Udowodnienie, że doszło do plagiatu, bywa nie lada wyczynem. Jeśli chce się dochodzić roszczeń majątkowych, trzeba też wykazać szkodę z powodu naruszenia. A gdy rozpowszechnienie, nawet bez zgody autora, przepisu np. z blogu w istocie przyczyni się do jego popularyzacji, to może nawet zwiększyć dochody z reklam. A wtedy gdzie ta szkoda? – zastanawia się mec. Ligner-Żeromska.
Jeżeli chodzi o poniesienie szkody w wyniku kopiowania przepisu kucharskiego trudno najczęściej mówić o znacznych kwotach, a także udowodnić konieczny związek przyczynowy pomiędzy naruszeniem praw autorskich a poniesioną szkodą.
Dlatego Adam Chrząstowski liczy zawsze na uczciwość ludzi, które korzystają z jego pomysłów. A jeżeli dochodzi do sporu, to zwykle kończy się on zawarciem ugody, jak w wypadku autorki bloga kulinarnego White Plate.

Patent na lody

Do ochrony praw autorskich przepisów trochę inaczej podchodzą w Stanach Zjednoczonych. Istnieje tam możliwość opatentowania przepisu kulinarnego. Co prawda rzadko się z niej korzysta, ale... taki patent mają np. lody vienetta. Ochrona patentowa oznacza, że bez zgody właściciela patentu nie można produkować ani sprzedawać lodów o takiej recepturze, bez narażania się na kary finansowe.
W Polsce na razie możemy co najwyżej zarejestrować znak towarowy, tzn. próbować chronić nazwę danej potrawy, pod warunkiem jednak że nie jest ona pospolita, taka np. jak sernik czy barszcz.
Na podstawie przepisów Unii Europejskiej chronione są również produkty i przepisy regionalne (takie jak oscypek czy ser feta), ale o tym może przy okazji następnych świąt.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA