fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Jakie przepisy obowiązują na polskich stokach

Kodeks FIS to narciarski dekalog
www.sxc.hu
Za jazdę na nartach czy snowboardzie po grzańcu miłośnik białego sportu może trafić przed sąd.
Sezon narciarski już startuje. Pierwsi policjanci ze specjalnych patroli smarują narty i wyjeżdżają w góry. Będą karać mandatami za niebezpieczną jazdę, brak kasków, zjazd z wyznaczonej trasy i jazdę po pijanemu.
– To ostatnie wykroczenie to plaga na polskich stokach –mówi „Rz" Łukasz Jeliński ze stokowego patrolu.
Co roku w ciągu sezonu w polskich górach dochodzi do ok. 3 tys. wypadków narciarskich. Ich przyczyną najczęściej są niedostateczne umiejętności połączone z brawurą.
– Urlop, słońce, znajomi, wino grzane i fantazja rośnie – tłumaczy Lucjan Kosiński, psycholog sportu. Większość wypadków na stokach to złamania kończyn, kontuzje kręgosłupa czy urazy głowy.

Głupota i bezmyślność

Nad bezpieczeństwem narciarzy na ponad 400 stokach w całej Polsce oprócz ratowników TOPR i GOPR czuwają policjanci oraz ratownicy narciarscy.
– To, co czasem wyczyniają ludzie, urąga zdrowemu rozsądkowi – mówi patrolujący stoki policjant Maciej Górski.
Wspomina, jak podczas ubiegłorocznych ferii zimowych zatrzymał na stoku siedmioletniego chłopca jeżdżącego na desce bez kasku. Po chwili do dziecka dojechali rodzice. Obydwoje w markowych i profesjonalnych kaskach. Na pytanie, dlaczego malec nie ma wymaganego sprzętu, odpowiedzieli, że zbyt szybko rośnie i nie opłaca mu się teraz go kupować. Zapewnili, że za rok będzie miał na pewno, bo wybiera się na obóz sportowy, na którym kask jest podstawowym wyposażeniem.
– W takiej sytuacji nie miałem żadnych wątpliwości i wypisałem mandat w wysokości 500 zł – mówi Górski.
Inny z przypadków, który do dziś pamiętają policjanci, miał miejsce w Tatrach. Ojciec z 13-letnim synem przyjechali w góry na tzw. męski wypad.
Dobrze się bawili na stoku do czasu, aż chłopiec uległ niegroźnemu wypadkowi. Potrzebny był lekarz i zjazd na dół. Policja stwierdziła, że chłopiec nie ma wymaganego sprzętu. Kiedy ojciec usłyszał, jaka kara mu grozi, tłumaczył policjantom, że jazda bez kasku była warunkiem wspólnego wyjazdu.
Zdarzył się też ojciec, który zatrzymany przez patrol za brak wymaganego sprzętu u córki, wcisnął jej na głowę swój kask, przekonując policję, że pożyczył go od niej tylko na chwilę.

Promile na śniegu

Jeden z patroli na stoku w Karkonoszach namierzył mężczyznę, który miał kłopot z utrzymaniem równowagi na wyciągu. Na dole w karczmie  wypił za dużo alkoholu. Właściciel wyciągu nakazał mu opuścić teren stoku. Kiedy narciarz się awanturował, wezwał policję. Alkomat wykazał 2,8 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Mężczyzna dostał 500 zł mandatu i nie była to najwyższa grzywna, jaka mu groziła. Przypomnijmy, że za jazdę na nartach i snowboardzie pod wpływem alkoholu grozi mandat w wysokości 5 tys. zł, a w razie niezapłacenia sąd.
Od zeszłego roku policjanci coraz baczniej przyglądają się narciarzom na stoku. Obserwują, czy i ile spożywają alkoholu.
– Zdarzają się całe grupy, które tuż po wyjeździe na górę pierwsze kroki kierują do karczmy. Potrafią tam spędzić kilka godzin, wypić sporo alkoholu, by ten jeden jedyny raz zjechać na sam dół. To bardzo niebezpieczne nie tylko ze względu na stan nietrzeźwości, ale i brak jakiejkolwiek rozgrzewki – mówi „Rz" jeden z funkcjonariuszy.

Lepiej uczyć niż ratować

Policyjne patrole narciarskie wykonują przede wszystkim zadania prewencyjne, w myśl zasady: lepiej zapobiegać niż leczyć. Funkcjonariusze zwracają baczną uwagę na sprzęt, który bardzo często narciarze pozostawiają bez opieki, legitymują osoby podejrzanie się zachowujące, zwracają uwagę na kulturę i takt na stoku oraz w kolejkach do wyciągu, a także pilnują, aby narciarze zjeżdżali z wyznaczonych tras i nartostrad.
W Austrii i we Włoszech zjeżdżanie z takich tras i przejeżdżanie pomiędzy drzewami jest niedopuszczalne. W Polsce jeszcze niestety cały czas to norma. Przykład? W Karpaczu policyjny patrol narciarski zatrzymał turystę z Niemiec, który niszczył kosodrzewinę. Mężczyzna dostał mandat w wysokości 200 zł.

Daleko nam do innych

Radca prawny Michał Wawrykiewicz jest nie tylko specjalistą od prawa narciarskiego ale i czynnym narciarzem. Dostrzega różnicę w zachowaniu miłośników białego szaleństwa w Polsce i za granicą, np. w Austrii czy we Włoszech.
– To zupełnie inna kultura uprawiania tego sportu. My się jej dopiero uczymy – mówi „Rz" i podaje sposób, w jaki Włosi walczą z pijanymi narciarzami na stoku. Każdy zatrzymany po kilku grzańcach narciarz ma z miejsca rekwirowany sprzęt. Może się po niego zgłosić, dopiero kiedy wytrzeźwieje. – Niby zwykła sankcja, ale jakże skuteczna – dodaje.
W wielu innych krajach taki narciarz miałby szansę zapłacić mandat i korzystać ze stoku dalej. Ten złapany we Włoszech nie ma już na czym jeździć. Carabinieri, widząc niebezpieczne zachowania narciarzy, mogą też zabrać im karnet i zabronić wejścia na teren stoku.
We Włoszech też nie ma najmniejszej litości dla rodziców, którzy lekceważą obowiązek jazdy w kaskach dla dzieci do 14. roku życia. Za niedostosowanie się do tego wymogu grozi mandat w wysokości 150 euro, który policja i karabinierzy ściągają  na miejscu  z rodziców dziecka, nie wykazując przy tym zbytniej pobłażliwości.
Na północy Włoch, w regionie Piemontu, istnieją z kolei wyjątkowe przepisy przeznaczone dla miłośników jazdy freeride'owej (poza przygotowanymi i kontrolowanymi trasami). Wszyscy, którzy chcą się cieszyć taką jazdą, muszą mieć specjalne wyposażenie lawinowe (tzw piepsy, łopatka i sonda). Za brak sprzętu grozi mandat do 250 euro. W razie wypadku  brak odpowiedniego wyposażenia może być również podstawą do unieważnienia umowy z towarzystwem ubezpieczeniowym. To z kolei znaczy, że zostaną obciążeni kosztami akcji ratowniczej (które są ogromne). W całym kraju takie wymagania dotyczą jedynie narciarzy skitourowych, gdy zagrożenie lawinowe osiąga trzeci stopień lub wyższy.
Dużo bardziej liberalna zdaje się Francja. Przyjęto w niej zasadę, że z gór korzysta się na własną odpowiedzialność. Podejście to ma jednak swoją drugą stronę. Nigdzie indziej nie ma tylu procesów sądowych o wypłatę odszkodowań bądź pokrycie kosztów wypraw ratunkowych.

To tylko zasady

W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, obowiązuje tak zwany kodeks narciarski, czyli dziesięć podstawowych, ale dobrowolnych zasad bezpieczeństwa w ruchu narciarskim.
Zdaniem policji ten kodeks powinien zostać usankcjonowany przepisami karnymi, ponieważ wielu miłośników białego szaleństwa lekceważy te zasady. Byłoby inaczej, gdyby zostały wprowadzone kary finansowe.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.lukaszewicz@rp.pl

Jak bezpiecznie szusować

Kodeks FIS (International Ski Federation) to nic innego jak narciarski dekalog, czyli zbiór reguł właściwego postępowania. Nieważne więc, czy wybierasz się do Austrii, Włoch, Szwajcarii czy w polskie góry, zapoznaj się z nim, zanim wyruszysz na trasy.
1.  Uważaj na innych na stoku.
2.  Panuj nad prędkością.
3.  Właściwie wybierz trasę.
4.  Ostrożnie wyprzedzaj.
5.  Włączaj się do ruchu z głową.
6.  Umiejętnie się zatrzymuj.
7.  Bezpiecznie podchodź i schodź.
8.  Patrz na znaki.
9.  Zadbaj o innych.
10.  Pokaż dokument niezależnie od tego, czy jesteś świadkiem czy uczestnikiem zdarzenia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA