fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rewolucja umiera powoli

Jędrzej Bielecki
Na Majdanie pozostali najbardziej zdeterminowani przeciwnicy Janukowycza.
Korespondencja z Kijowa
W środę w nocy padła sensacyjna wiadomość: zdaniem kanału piątego ukraińskiej telewizji rząd jest gotów podjąć rozmowy w sprawie podstawowego żądania opozycji: wcześniejszych wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Taką możliwość miał zasugerować wicepremier Serhij Arbuzow.
Apel „Rzeczpospolitej": Znieśmy wizy dla Ukraińców!Jednak wczoraj tej wiadomości nie potwierdzał rzecznik premiera Mykoły Azarowa, Witalij Łukjanienko.
– Forum do walki o władzę nie jest ulica, ale wybory. Te zaś odbędą się zgodnie z terminem za nieco ponad rok. Mamy nadzieję, że do tego czasu opozycja sformułuje konstruktywny program, bo na razie takiego nie ma. Mówi, że chce integracji europejskiej, a przecież my nadal prowadzimy rozmowy z Brukselą w sprawie umowy stowarzyszeniowej. Mówi, że chce ukarania winnych niedzielnej interwencji, a przecież my prowadzimy dochodzenie w tej sprawie – powiedział „Rz" Łukjanienko.
W oświadczeniu złożonym w czwartek w południe trzej byli prezydenci Ukrainy Leonid Krawczuk, Leonid Kuczma i Wiktor Juszczenka poparli opozycję. To ważny gest, bo pokazuje, że ważni politycy dystansują się od głowy państwa.
Idąc za ciosem, demonstranci rozpoczęli akcję bojkotu produktów tych firm, które należą do tzw. klanu donieckiego Wiktora Janukowycza. Udało im się także przekonać część oligarchów do jednoznacznego opowiedzenia się po stronie opozycji. Na Majdanie pojawił się Petro Poroszenko, właściciel największego ukraińskiego producenta wyrobów czekoladowych Roszen i jeden z najbogatszych ludzi kraju.
Trzeba będzie jednak o wiele więcej, aby zmusić ekipę Janukowycza do ustępstw. W środę Arsenij Jaceniuk, lider założonej przez Julię Tymoszenko Batkiwszczyny, powiedział „Rz", że fala strajków objęła już Kijów i trzy miasta Ukrainy i stale się rozszerza. Jednak wczoraj doniesień o zaprzestaniu pracy przez kolejne zakłady już nie było. Zwolennikom obecnego prezydenta udało się natomiast zorganizować kontrmanifestację w Doniecku.
Na Majdanie liczba protestujących była w czwartek zdecydowanie mniejsza niż dzień wcześniej. W sąsiednim budynku rady miejskiej okupowanym od dwóch tygodni przez protestujących nastroje nie są optymistyczne.
– Jeżeli Birkut uderzy, będziemy pierwsi – mówi mi ojciec Serhiej Suchowyn. – Cerkiew nie jest po żadnej stronie, jest tam, gdzie jest duch święty, czyli tu – dodaje.
Duchownemu niedawno zmarł ojciec, a władze odebrały należące do niego mieszkanie. Serhiej pozostał więc bez niczego. Teraz stoi przy prowizorycznym ołtarzu tuż za zabarykadowanymi głównymi drzwiami budynku.
– Wcale nie jest powiedziane, że przyjdą właśnie tędy. Pod nami są przepastne piwnice, tamtędy też można wejść – dodaje. Główne sale budynku okupują przede wszystkim przyjezdni z zachodniej Ukrainy: Lwowa, Iwano-Frankowska, Tarnopola. Ale i tu widoczna jest apatia.
Gdy pytam go o przyszłość rewolucji, Roman Wusach, radny Lwowa i przedsiębiorca, szybko zmienia temat. Bardziej go interesuje, co trzeba zrobić, aby otrzymać Kartę Polaka, kiedy przepadły dokumenty świadczące o polskim pochodzeniu babci.
– Skoro Europa do nas nie przyjdzie, będziemy my musieli pójść do Europy – tłumaczy swój pomysł wyjazdu za granicę.
Gdy kończymy rozmowę, widzę dwóch funkcjonariuszy milicji chodzących po salach magistratu i spisujących straty w mieniu: tu napis farbą na ścianie, tam zbita żarówka, tu połamane krzesło. Z czyjego polecenia działają, powiedzieć mi nie chcą.
Kijowski sąd rejonowy dał manifestantom pięć dni na opuszczenie budynków publicznych. Potem mają interweniować siły porządkowe.
Janukowycz ma jednak jeszcze jednego wroga poza tym na Majdanie. Na razie udało mu się uniknąć paniki na rynku, hrywna jest stabilna, ludzie nie wyciągają oszczędności z banków. Ale wielcy inwestorzy giełdowi tracą zaufanie do Ukrainy: rentowność ukraińskich obligacji od początku tygodnia gwałtownie rośnie. To może być zapowiedź greckiego scenariusza nad Dnieprem.
Aby temu zapobiec, Janukowycz wczoraj wystąpił o pomoc do Chin.
Podpisane przez niego w Pekinie porozumienia miałyby teoretycznie przynieść Ukrainie 8 mld dolarów inwestycji. Jak to wyliczono, nie wiadomo. Kijów liczy jednak na realizację  kilkudziesięciu projektów z dziedziny infrastruktury i wzrost eksportu do Chin, jak np. samolotów AN-178, którymi nie są zainteresowane państwa zachodnie.
– Współpraca z Chinami pomoże zmniejszyć zależność od Rosji – mówi „Rz" Aleksandr Ochrimienko, szef Ukraińskiego Centrum Analitycznego.
Równocześnie delegacja ukraińskiego rządu poleciała do Moskwy, aby wywalczyć niższe ceny importu gazu. Tu konkretów jest jeszcze mniej.
—wspł. ru.sz.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA