fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Nie obrażajmy się na Ukrainę

Nie chodzi o pieniądze dla Ukrainy. Raczej o to, jak i na co zostałyby wydane – mówi Jeromin Zettelmeyer, ekonomista EBOR.
Rz: Dużo słyszymy o tym, że sytuacja gospodarki ukraińskiej jest fatalna. Jak jest w istocie?
Jeromin Zettelmeyer:  Rzeczywiście, gospodarka jest w fatalnym stanie. I bardzo narażona na wszelkie zewnętrzne bodźce. Wzrost jest minimalny, jeśli w ogóle udaje się go osiągnąć. W tym roku będzie tam recesja na poziomie minus 0,5 proc PKB. Przyszły rok ma być niewiele lepszy, kilka dziesiątych procent powyżej zera.
Tą recesją jestem sam zaskoczony. Sądziłem, że Ukraińcom uda się wydźwignąć. Gdyby dziś doszło do niekorzystnych wydarzeń w krajach, z którymi Ukraina blisko współpracuje, bądź do załamania wewnętrznego, kraj nie będzie w stanie wyjść z recesji i czeka go kolejny głęboki kryzys. Ukraińcy muszą więc jak najszybciej rozejrzeć się za możliwościami uzyskania pomocy gospodarczej. Tyle że wszystkie zachodnie, europejskie źródła zasilania są nieodłącznie związane z reformami.
Często się mówi, że warunki narzucone przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) są trudne do zaakceptowania ze względów społecznych, chociaż np. podwyższenie cen gazu na rynku wewnętrznym nadal nijak nie przystaje do kwot, jakie Ukraina płaci w imporcie. Więc Fundusz nie nakłada warunków niemożliwych do spełnienia. Dla Ukraińców nie jest ważne, że wzrosłyby rachunki dla gospodarstw domowych. Chodzi o to, że droższy gaz mocno ugodziłby w finanse oligarchów. Wzrosłyby koszty energii dla przemysłu, co wymusiłoby konieczność restrukturyzacji ich firm. Drugi problem Ukraińców to niesłychanie słabe instytucje gospodarcze, nie mówiąc już o głęboko zakorzenionej korupcji, zaś rządy prawa pozostają tam zupełnie niezrozumiałym pojęciem. To wszystko drastycznie ogranicza możliwości rozwoju. Ale nie mam wątpliwości, że Ukraina byłaby sobie sama w stanie poradzić z tymi wyzwaniami.
W takim razie, jakie wyjście pan widzi? Czy Ukraińcy muszą trzymać z Rosją – która problemów, jakie pan wymienił, nie uważa za jakieś szczególne dolegliwości?
Unia Europejska nie powinna się teraz w żadnym wypadku obrażać na Ukrainę za odmowę podpisania układu stowarzyszeniowego. Wprost przeciwnie, musi zachęcać Ukraińców do zmian, które wcześniej czy później i tak nastąpią. Oczywiście najłatwiej byłoby ich dokonać, gdyby układ został podpisany. I naprawdę chciałbym wiedzieć, jakie były prawdziwe powody, że do tego nie doszło. Tyle jest teorii o tym.
Niemniej w pełni zgadzam się, że UE nie mogła zaoferować Ukraińcom pieniędzy w zamian za nic. Nie mówiąc o tym, że niektóre z reform, na które naciska Unia, Ukraińcy powinni przeprowadzić dla własnego dobra. Zgadzam się, że można być bardzo hojnym wobec kraju w potrzebie, ale zawsze musi być coś za coś.
MFW ma już program na Ukrainie wart 15,15 mld dol. Teraz rząd w Kijowie uważa, że potrzebuje jeszcze przynajmniej kolejnych 20 mld dol. Czy widzi pan na świecie jakąś kasę, która byłaby w stanie wypłacić te 20 mld dol.?
MFW nie cierpi na brak gotówki. Wspierał większymi kwotami Greków, porównywalnymi Irlandczyków i Portugalczyków. Więc nie chodzi o pieniądze. Raczej o to, jak i na co te środki zostałyby wydane. O prawdziwe interesy Ukrainy i to, dlaczego jest tak ważna dla zachodu. To kraj niesłychanie skomplikowany, a każdy nasz program musi z jednej strony oferować wsparcie, ale i wymagać reform.
Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju jest dzisiaj obecny ze swoimi programami na Ukrainie. Czy napotykacie tam problemy?
Pracujemy z sektorem prywatnym i inwestujemy w przedsięwzięcia, które umacniają prywatne firmy. A nasze inwestycje nie są w jakimkolwiek stopniu powiązane z wymogami reform. Robi to MFW, ale nie EBOR.
Przyznam jednak, że nie jest to łatwy kraj do inwestowania i nie wyobrażam sobie, żeby nasz program miał się tam teraz rozwijać. Z jednej strony jest to potężne i nadal rosnące ryzyko ekonomiczne związane z trudną sytuacją, o której już mówiłem, z drugiej ogromna korupcja i nie ukrywam, że z tego powodu musieliśmy zrezygnować z konkretnych projektów. Niemniej zainwestowaliśmy już miliard euro.
Jak pan sądzi, ilu lat oczekiwania potrzebowałaby Ukraina na korzyści z transformacji, gdyby zdecydowała się na podpisanie układu stowarzyszeniowego z Unią Europejską?
Stabilizacja gospodarcza? Dość szybko. Ryzyko kolejnego głębokiego kryzysu zostałoby poważnie oddalone. Wyzwaniem jednak pozostaje wola polityczna niezbędna do reform gospodarczych i w tej mierze nie mamy najlepszych doświadczeń we współpracy z tym krajem. Nawet tuż po pomarańczowej rewolucji, która była przecież związana z wielkimi nadziejami. Niestety, sami Ukraińcy nie wykorzystali tej szansy.
Tam nawet prodemokratyczni przywódcy nie przywiązują zbyt wielkiej wagi do otoczenia gospodarki, zwłaszcza walki z korupcją, czy reformy energetyki. To napawa wielkim pesymizmem co do prawdziwych zmian na Ukrainie.
Zdaniem koncernów naftowych istnieje wielkie prawdopodobieństwo istnienia potężnych złóż gazu łupkowego na Ukrainie. Czy sądzi pan, że ich eksploatacja i uniezależnienie od dostaw z Rosji pomogłyby Ukraińcom w powrocie do Europy?
Z pewnością istnieje taka możliwość.
Na razie Ukraińcy skazali się na Unię Celną z Rosją, Kazachstanem i Białorusią. Jakie korzyści będzie miała ich gospodarka z tego tytułu?
Unia Celna sama w sobie nie jest złym rozwiązaniem. Nikną bariery w handlu, trzeba być bardziej konkurencyjnym, żeby przetrwać. Znikają taryfy i podatki, czyli drastycznie maleje rola celników, którzy tradycyjnie należą do najbardziej skorumpowanych grup zawodowych. Tak więc jest to instrument do walki z korupcją, którego Ukraińcy bardzo potrzebują.
Druga korzyść to większe szanse eksportowe dla niewielkich firm, którym trudno byłoby konkurować na rynkach międzynarodowych.
Nie zmienia to faktu, że Unia Celna nie zastąpi Ukraińcom dostępu do rynku europejskiego. I nie może być traktowana jako alternatywa.
—rozmawiała Danuta Walewska

CV

Jeromin Zettelmeyer od 8 lat jest zastępcą głównego ekonomisty i szefa działu analiz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.  Odpowiada za przygotowanie analiz gospodarek krajów, w których działa bank, jest głównym autorem „Raportu o Transformacji". Wcześniej przez 14 lat pracował dla MFW. Skończył Massachusetts Institute of Technology (MIT), tam też zrobił doktorat z ekonomii.  Jest Niemcem, urodził się w Madrycie. Ma 48 lat.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA