fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Trzeba głośno mówić

Tomasz Krzyżak
Fotorzepa, Adam Burakowski
Wciąż mamy w Polsce problem z rozliczeniem komunistycznej przeszłości.
Historykom oraz prokuratorom badającym stare sprawy często brakuje determinacji, by podjąć próbę ich rzetelnego wyjaśnienia. A przecież to na podstawie ich ustaleń niezawisłe sądy wydają dziś wyroki.
Doświadczył tego choćby Jan Rokita – przed kilku laty jeden z czołowych graczy na naszej scenie politycznej. Rokita uznany przez sądy wszystkich instancji za winnego naruszenia dóbr osobistych Konrada Kornatowskiego, byłego szefa policji, miał go za to przeprosić. A że tego nie zrobił, musi dziś płacić odszkodowanie.
Ale wyroki uznające byłego polityka Platformy za winnego nawet o centymetr nie przybliżyły nas do wyjaśnienia tajemnicy śmierci Tadeusza Wądołowskiego, który w październiku 1986 r. zmarł na komisariacie Milicji Obywatelskiej w Gdyni. Czy była to śmierć naturalna w wyniku zawału serca? A może Wądołowski zmarł wskutek pobicia przez milicję, a prokurator prowadzący sprawę (był nim Kornatowski) fabrykował dowody niewinności milicjantów? Kilka lat temu prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej stwierdzili, że Wądołowski zmarł na zawał – uznali, że nie doszło do zbrodni komunistycznej, i umorzyli sprawę. Jan Rokita twierdzi coś innego i wciąż wskazuje na Kornatowskiego jako na tego, który miał kryć milicjantów. Bo czy człowiek, który zmarł na zawał, może leżeć w kałuży krwi?
To nie jest sprawa, w której występuje tylko słowo przeciwko słowu. Zachowały się akta z tamtego śledztwa. A w nich, jak twierdzi pełnomocnik rodziny Wądołowskiego oraz Rokity, pełno jest sprzecznych ze sobą zeznań milicjantów, istnieją także dowody na nierzetelność prokuratorów. Być może będzie to powód do ponownego wszczęcia śledztwa dotyczącego śmierci na komisariacie milicji. A jeśli do tego dojdzie, to istnieje cień szansy, że Janowi Rokicie uda się oczyścić z zarzutu naruszenia dóbr osobistych Kornatowskiego.
Sprawa łatwa nie jest. Jednoznacznie wskazuje też na to, że o ewentualnym w niej udziale wysoko postawionego dziś funkcjonariusza lepiej głośno nie mówić. Z tym że jeśli się tego głośno nie powie, to nikt nie spróbuje nawet jej do końca wyjaśnić.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA