fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Fatalne zauroczenie (nie)świętą wojną

W Syrii może się powtórzyć scenariusz, który doprowadził do zamachów z 11 września 2001 r.
Jego dawni koledzy zrobili spektakularne kariery w Realu Madryt czy w AC Milan i grają w reprezentacji Niemiec na mistrzostwach świata. On, uważany przez trenerów za co najmniej tak samo zdolnego, wybrał zupełnie inną „karierę". W tym tygodniu potwierdzono, że Burak Karan, jeszcze kilka lat temu obiecujący piłkarz juniorskiej reprezentacji Niemiec, zginął w syryjskim mieście Azaz.
Dawni przyjaciele Karana oddają mu cześć. Jest wśród nich Kevin-Prince Boateng, słynny pomocnik FC Schalke 04, który na swoim profilu na Twitterze napisał: „RIP, mój bracie! Nigdy nie zapomnę czasu, który spędziliśmy razem. Byłeś moim prawdziwym przyjacielem, w czasach gdy byliśmy młodzi. Co się stało potem, nie wiem, nie miałem na to wpływu".
O tym, co działo się „potem" z Burakiem Karanem, mało kto jednak wiedział poza jego najbliższymi. Rąbka tajemnicy uchylił „Der Spiegel", który dotarł do informacji niemieckiego wywiadu. Wynika z nich, że Karan wraz z dwoma kolegami wiosną 2010 r. próbował się dostać do Afganistanu. Wiadomo, że tam nie dojechał. Już wtedy jednak Karanem zainteresowały się służby wywiadowcze.
Dziś nie ujawniają, jak doszło do tego, że wraz z żoną i dwójką maleńkich dzieci na początku tego roku wyjechał na niespokojne syryjsko-tureckie pogranicze, a później – już sam – w głąb pogrążonego w wojnie kraju.
„Burak terrorystą? Nigdy! Choć zawsze był trochę bojownikiem o wolność..." – powtarza w wywiadach Mustafa Kučuković, grający w Rostock niemiecki zawodnik. Podobnie jak wielu innych dawnych przyjaciół Karana nie może uwierzyć, że mógł się on związać w jakikolwiek sposób z Al-Kaidą.
Nie wszyscy rebelianci są redykałami, przynajmniej nie na początku
Już po śmierci Buraka organizacja radykałów islamskich działająca w Syrii opublikowała jednak na YouTubie zdjęcia, na których przedstawia go jako Abu Abdullaha at-Turkiego (takie imię miał przyjąć, gdy zaczął walczyć). Pozuje na nich z karabinem maszynowym, a twarz ma zasłoniętą chustą, jak inni dżihadyści. Organizacja twierdzi, że „opuścił dom, by w imię Allaha walczyć z niesprawiedliwością reżimu Baszara Asada", a jego celem byli „niewierni".
Brat Buraka, Mustafa, uważa, że to bzdury: – Twierdził, że pieniądze i kariera nie są dla niego ważne. Oglądał filmy ze stref konfliktów i był straceńczo przekonany, że musi tam jechać, by pomagać ofiarom. W Syrii chciał ochraniać konwoje z pomocą humanitarną i tylko po to był mu karabin. Reszta to zwykła manipulacja.
Jeśli Burak Karan pojechał jednak do Syrii po to, by związać się tam z islamskimi radykałami, nie byłby pierwszym Europejczykiem, który przyjął islam od razu w jego radykalnej formie. Takie historie regularnie powtarzają się od lat. Niemieckiego neonazistę Stevena Smyreka skazano za planowanie samobójczej misji dla Hezbollahu. Kolejny skazany, Włoch Domenico Quaranta, próbował zabić dziesiątki ludzi w metrze na Sycylii. Germaine Lindsay sześć lat po tym, jak zapisał się na pierwszą lekcje arabskiego w jednej z londyńskich szkół, wysadził się w tym właśnie mieście w autobusie, w efekcie czego zabił 26 osób. A to tylko fragment znacznie dłuższej listy terrorystów-neofitów.
Burak Karan nie jest nawet pierwszym zachodnim sportowcem, który mógł obrać taką drogę, ani nawet najgroźniejszym z nich. Yann Nsaku, były zawodowy piłkarz (grał w brytyjskich klubach, ale przerwał karierę w 2011 r. po kontuzji kolana), wraz z niedoszłym gwiazdorem rapu Jeremim Louis-Sidneyem stał na czele siatki terrorystycznej działającej we Francji. Zanim rozbito ją w ubiegłym roku, dokonała serii ataków na synagogi i żydowskie sklepy, a celem grupy miało być zmienienie Francji w islamski kalifat. Niewątpliwie dużo niebezpieczniejszy od Buraka Karaba okazał się również mający tunezyjskie korzenie Nizar ben Abdelaziz Trabelsi, który niegdyś karierę robił w Fortuna Düsseldorf i FC Wuppertal, a teraz odsiaduje wyrok za nielegalne posiadanie broni i przynależność do „organizacji zbrojnej".
Wyjątkowe w historii Buraka Karana nie jest również to, iż pojechał do Syrii. Walczy tam dziś m.in. co najmniej 220 Niemców (to informacja podana Reutersowi przez szefa niemieckiego kontrwywiadu Hansa-Georga Maassena), prawie dwa razy tyle Francuzów i około 150 Belgów. Amerykańskie i europejskie służby już od jakiegoś czasu alarmują, że najpoważniejszym zagrożeniem wcale nie jest to, że młodzi muzułmanie z Zachodu wyjeżdżają na syryjską wojnę, ale że po tym, jak nauczą się tam wojaczki i zradykalizują, będą chcieli wrócić w rodzinne strony i tam prowadzić swoją świętą wojnę. Andrew Parker, szef brytyjskiej służby bezpieczeństwa MI5, podczas niedawnego przesłuchania w parlamencie mówił o „setkach obywateli", którzy wyjechali do Syrii. – Prawdziwe niebezpieczeństwo tkwi w tym, że osobnicy z Al-Kaidy, spotykając Brytyjczyków, którzy chcą się zaangażować w działalność terrorystyczną, zachęcają ich nie do tego, by walczyli na miejscu, ale żeby wrócili do domu – podkreślał Parker.
O ile jeszcze w tej chwili Al-Kaida koncentruje się na syryjskim froncie i chce obalić reżim Baszara Asada, o tyle w jej szeregach już zaczęły się dyskusje o tym, czy nie należy rozpocząć walk poza granicami tego kraju. – A to jest dokładnie powtórka z tego, co najpierw wydarzyło się podczas wojny w Afganistanie, a potem doprowadziło do zamachów 11 września 2011 r. – twierdzi Mike Rogers, przewodniczący komisji wywiadu w amerykańskim kongresie.
Associated Press podała, że pierwsze nakazy aresztowania w takiej właśnie sprawie w Europie już wydano. 5 listopada w Kosowie aresztowano sześciu Albańczyków podejrzewanych o „przygotowywanie zamachu terrorystycznego". Co najmniej dwóch z nich wróciło z Syrii.
Czy Burak Karan mógł się stać terrorystą gotowym pewnego dnia na zamach w Niemczech? Na to pytanie już nie odpowie. Im dłużej jednak trwa syryjska wojna, tym większe prawdopodobieństwo, że zrobią to inni.
Na początku roku koordynator UE ds. zwalczania terroryzmu Gilles de Kerchove szacował, że w Syrii w szeregach opozycji walczy ponad 550 Europejczyków. – Nie wszyscy mają radykalne poglądy w chwili wyjazdu, ale większość zradykalizuje się na miejscu i przechodzi odpowiednie szkolenie – ostrzegał. Niespełna rok później eksperci szacują, że z USA lub Europy może pochodzić nawet co dziesiąty rebeliant walczący w Syrii.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA