fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Notowania

Pierwszy etap prywatyzacji warszawskiej giełdy

Warszawa chce być finansową stolicą regionu. Jeśli nasz parkiet ma się szybciej rozwijać i przejmować zagraniczne giełdy musi zmienić strukturę właścicielską. Państwowa giełda w tak dużym europejskim kraju to ewenement
Cezary Iwański wiceprezes Pioneer Pekao
Rz: Czy fundusze inwestycyjne i emerytalne będą zainteresowane nabyciem akcji giełdy? Cezary Iwański: Wszystko będzie zależeć od ceny akcji w stosunku do wartości spółki. Jeśli będzie atrakcyjna, fundusze będą zainteresowane. Giełda rozważa też ofertę zamkniętą skierowaną do instytucji finansowych. Czy towarzystwa funduszy inwestycyjnych mogą się stać jej akcjonariuszem? To już jest decyzja strategiczna właścicieli i zarządu. Wydaje się jednak, że towarzystwa funduszy inwestycyjnych czy powszechne towarzystwa emerytalne nie będą raczej zainteresowane. One jedynie zarządzają funduszami, a zatem inwestycja kapitałowa nie jest celem ich działalności. Musiałyby widzieć w tym sens. Tutaj inicjatywa będzie bardziej po stronie brokerów czy banków. A jak pan ocenia pomysł prywatyzacji giełdy? Generalnie firma prywatna działa bardziej efektywnie i rozwojowo niż państwowa. Być może dzięki temu giełda będzie szybciej się rozwijać i przejmować giełdy na Ukrainie, Litwie czy w Rumunii. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w Europie będzie następował proces konsolidacji giełd. A polski parkiet w ciągu trzech – pięciu lat stanie się zapewne takim celem. —rozmawiała Katarzyna Ostrowska Wiesław Rozłucki były prezes GPW Rz: Czy wartość warszawskiej giełdy, o której mówi się w kontekście jej prywatyzacji, czyli około 2 mld zł, odpowiada jej właściwej wycenie? Wiesław Rozłucki: Powiem ogólnie, że spółka jest tyle warta, ile wynosi wartość jej przyszłych dochodów. Ten rok jest trudniejszy pod względem koniunkturalnym i warto przyglądać się GPW, jak będzie działać w gorszym momencie. Zobaczymy jesienią, kiedy planowany jest pierwszy etap jej sprzedaży. Czy taka struktura oferty jest najbardziej optymalna? Tak. Od dawna mówię, że w prywatyzacji powinni wziąć udział jej interesariusze, czyli wszyscy, którzy biznesowo są z nią związani. Cieszy mnie, że znajdzie się miejsce dla inwestorów indywidualnych, jak i dla spółek operacyjnie działających na rynku. Historia prywatyzacji GPW pokazuje, że wątpliwości związanych z tym procesem nie brakuje. Co przemawia za? Państwowa giełda w tak dużym kraju jak Polska to w Europie ewenement. Zawsze istnieje bowiem ryzyko, że duzi pośrednicy finansowi nie uznają w dłuższym terminie za atrakcyjne działanie na państwowej platformie. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by ich mocniej, także w wymiarze właścicielskim, związać z GPW. Poza tym, jeśli mamy aspiracje rozwoju w regionie, to pozostawanie w obecnej strukturze mocno to utrudnia. Tak było w 2004 r., kiedy próbowaliśmy kupić udziały w giełdzie litewskiej. Żaden z krajów nie chce sprzedawać swojej platformy giełdowej innemu krajowi. W Polsce też byłoby to nie do pomyślenia. Jaki alians giełdowy mógłby się stać docelowym partnerem dla GPW? Na szczęście decyzja o wyborze ewentualnego partnera nie musi być podjęta od razu. Mieliśmy świetny okres w ostatnich latach, więc naszym aspiracjom teraz będzie szalenie trudno sprostać. Pewne jest, że taki wybór musi być związany przede wszystkim z przyrzeczeniem, że w danej strukturze to Warszawa będzie finansowym centrum naszego regionu. Będąc szefem GPW, niechętnie mówił pan o swoich prognozach sytuacji na giełdzie. A teraz? Sądzę, że na giełdzie amerykańskiej, a więc i na innych parkietach świata, zły okres się nie skończył. To, z czym mamy do czynienia, to według mnie nie jest korekta, tylko już bessa, która może jeszcze potrwać.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA