fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Świat potrzebuje nowego modelu

Prof. Yunus: nie chciałem być tylko teoretykiem
Rzeczpospolita, Jarosław Giziński ja.gi. Jarosław Giziński
Zysk nie może być jedynym celem gospodarki – mówi noblista w rozmowie z Jarosławem Gizińskim.
Rz: Którą z nierówności traktuje pan jako groźniejszą – tę pojawiającą się między członkami społeczeństwa, czy tę pomiędzy biednymi a bogatymi państwami i regionami świata?
Muhammad Yunus: Obie są niebezpieczne. Obserwując jednak rozwój cywilizacji, widzę, że mamy możliwość dania ludziom szansy i pokonania podziałów – zarówno pomiędzy biednymi i wykluczonymi członkami poszczególnych społeczeństw a ich majętnymi współobywatelami, jak i tych pomiędzy państwami nazywanymi umownie rozwijającymi się i rozwiniętymi. W końcu wszyscy ludzie rodzą się równi. Nikt nie jest z natury predestynowany do życia w nędzy, a większość najbiedniejszych ludzi na ziemi nie jest winna swojej biedy.
Jest pan optymistą, ale choćby w pana ojczyźnie, Bangladeszu, widać proces agresywnej industrializacji, w trakcie której troska o najsłabszych członków społeczeństwa schodzi na dalszy plan. Doskonale ilustrują to choćby tragiczne katastrofy w fabrykach tekstylnych.
Taka jest istota kapitalizmu. Proszę spojrzeć na historię gospodarczą Europy – jeszcze kilka dekad temu w wielu miejscach panowały relacje pomiędzy kapitałem a światem pracy, bardzo podobne do tych obserwowanych dziś w państwach rozwijających się. Nie usprawiedliwiam bezwzględności części przedsiębiorców, ale tak po prostu funkcjonuje kapitalizm.
I myśli pan, że zdoła przekonać ludzi biznesu, by zysk nie był podstawowym celem ich aktywności?
Nie chodzi o to, by  kogokolwiek przekonywać, ale by stworzyć system, w którym ludzie podążają w pożądanym kierunku. Tak by np. profit i korzyść osobista nie były wyłączną kategorią, którą ludzie biznesu biorą pod uwagę w swojej aktywności. Działalność gospodarcza we współczesnym świecie musi brać pod uwagę choćby względy społeczne i środowiskowe. A od przekonywania i nawracania są religie i Kościoły.
Głębokie nierówności pojawiły się nawet w Rosji i Chinach – tam, gdzie przez większą część XX wieku usiłowano budować społeczeństwa egalitarne. Czyżby oddziaływanie ideologii też okazało się tylko naskórkowe?
W tych krajach to problem komunizmu, który głosił szczytne hasła, ale w praktyce po prostu nie działał. W próżnię powstałą po jego upadku natychmiast wkroczył kapitalizm, który dla odmiany funkcjonuje dobrze, ale niczym nieograniczany przynosi natychmiast własne problemy. Choćby nierówności społeczne, które, jak pokazuje przykład obu tych państw, potrafią rosnąć do naprawdę olbrzymiej skali. Niektórzy stają się zamożni, inni skrajnie bogaci, bo system działa w ramach jednokierunkowego modelu teoretycznego: im więcej masz pieniędzy, tym większy odniosłeś sukces.
Pan proponuje alternatywę?
Tak, poprzez promocję idei przedsiębiorczości społecznej. Tak by model kapitalizmu mógł zostać skorygowany i zboczył nieco ze ścieżki, która podąża od swoich początków. By ludzie prowadzący działalność ekonomiczną zaczęli w większym niż dotychczas stopniu brać pod uwagę realia społeczne.
Pewne podobieństwo do proponowanych przez pana rozwiązań wykazuje istniejący już od stulecia europejski model spółdzielczości. Nie zdołał on jednak zdominować gospodarki.
To prawda, jednak wniósł nowe wartości. Motywował ludzi do pozytywnego działania, zwracał uwagę na interes całych wspólnot. To właśnie te wartości, które my również staramy się promować, bo wierzymy, że dominujący dziś model aktywności gospodarczej społeczeństw wymaga istotnych korekt.
Pana krytycy twierdzą jednak, że także proponowane w pana modelu przedsiębiorczości społecznej rozwiązania nie zawsze okazują się skuteczne. Niektórzy z klientów banku Grameen nie byli w stanie spłacić nawet udzielanych przez niego mikrokredytów.
Znacznej części się jednak powiodło. A co mówią moi krytycy o pozostałych?
Twierdzą, że pozostali w punkcie wyjścia: biedni i pozbawieni szans życiowych.
No właśnie. Ja nie twierdzę, że znalazłem uniwersalny środek, panaceum na wszelkie bolączki społeczeństw. Nawet w medycynie to samo lekarstwo działa różnie na różnych ludzi. Jednym proponowane przeze mnie metody pomagają, inni nie są w stanie z nich skorzystać, to naturalne. To klasyczny przypadek widzenia szklanki jako do połowy pełnej albo do połowy pustej. Ja skupiam się na tym, by dolać brakującą część i uczynić szklankę jeszcze bardziej pełną. Po to jesteśmy ludźmi, by nigdy się nie poddawać.
Z czego w swoim dorobku jest pan najbardziej dumny?
Chyba z tego, że nie pozostałem tylko teoretykiem. Na świecie stworzono wiele idei, które opisane w książkach brzmią pięknie i wyglądają elegancko, tyle że nijak nie chcą funkcjonować w realnym świecie. Ja spróbowałem wcielić swoje pomysły w życie i okazało się, że proponowane przeze mnie rozwiązania zaczęły przynosić korzyści przynajmniej części ludzi, którym starałem się pomóc. To naprawdę wielka satysfakcja.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA