fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Skini to plama na białym obrusie

ROL
Jeśli mieszkańcy nie reagują na rasizm, to z lęku - mówi prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem.
Rz: Jak Białystok zmienił się po szturmie Bartłomieja Sienkiewicza, i podległych ministrowi funkcjonariuszy MSWiA, na lokalnych skinów?
Nie był to wielki szturm, ale dobrze, że minister przyjechał i zainteresował się tą sprawą. Dla nas jest to istotny problem, plama na białym obrusie. Tym bardziej, że jesteśmy miastem od wieków wielokulturowym, w którym pokojowo współistnieją wyznania i narodowości. Być może właśnie dlatego problem rasizmu i ksenofobii jest tym bardziej zauważalny. Od lat prowadzimy działania, na przykład edukacyjne, by dorastające pokolenie było wolne od tego typu zjawisk. Teraz je intensyfikujemy. Jednocześnie oczekujemy skuteczniejszych działań organów ścigania, szczególnie prokuratury.
Czy Białystok rzeczywiście kojarzony jest z White Power? Czy minister Sienkiewicz i Donald Tusk nie zrobili miastu czarnego PR?
Nie można mieć do ministra i premiera pretensji za to, że zareagowali na pewne zjawiska. Jeśli chodzi o ministra, to bardzo dobrze oceniam jego wizytę w Białymstoku. Natomiast słowa premiera ,że „ktoś tu w Białymstoku jest z kimś powiązany" były niezrozumiałe. Wzbudziły domysły i komentarze. Były po prostu niepotrzebne.
Minister Sienkiewicz mówił wiosną, że Białystok będzie poligonem walki z rasizmem. Mają miejsce spektakularne akcje, zatrzymania?
Jest to sprawa policji. Wiele rzeczy dzieje się na poziomie operacyjnym, niedostępnym nawet dla prezydenta miasta. Nie jestem informowany o tych działaniach, ale chciałbym widzieć ich pozytywne skutki. Pierwsze już dostrzegamy. Jedna z osób związanych z tymi przestępstwami już odsiaduje wyrok. Inna, nawołująca do nienawiści, ma postawione zarzuty.
Jak doszło do tego, że zalęgły się tutaj rasistowskie środowiska? Cytat z konferencji prasowej Bartłomieja Sienkiewicza: „Nie mamy do czynienia z wyizolowaną grupą, ale z kontekstem społecznym, który to ułatwiał i tolerował". Było przyzwolenie dla działania tych grup przez ostatnie lata?
Z mojej strony takiej tolerancji nie było, nie ma i nie będzie. Pośrednim wyjaśnieniem stosunku części społeczeństwa do tego zjawiska może być zwykłe poczucie strachu. Jestem przekonany, że mieszkańcy tego nie popierają. Jeśli nie reagują, to z lęku. Na Nowym Mieście kilka lat temu zabito chłopaka, który był z innej grupy kibicowskiej. Zrobiono to przed jego domem na oczach babci. To oznacza, że są to osoby bezwzględne. Z badań, które zleciliśmy w związku z przygotowaniem programu profilaktycznego wynika, że Białostoczanie w swoim podejściu i opiniach na temat osób innych narodowości nie różnią się od mieszkańców innych miast.
A może problem zaczął się właśnie od grup kiboli?
Śmierć Adriana była skutkiem sporów między tymi grupami.
Nie było możliwości zduszenia takich działań w zarodku? Problem środowisk skinheadowskich w Białymstoku jest dwojaki. Z jednej strony to jest grupa młodzieńców z ogolonymi głowami biegająca po mieście i rysująca swastyki na murach i podpalająca drzwi mieszkań. Druga grupa to zakorzenione od lat 90. środowiska faszystowskie, które podobno trzymają władzę w mieście. Mają ochronę w klubach, handlują nielegalnymi substancjami i nie mają nic wspólnego z tymi bojówkarskimi akcjami, bo zajmują się robieniem dużych pieniędzy w nielegalny sposób.
Myślę, że przeciętny białostocczanin nie odczuwa, jakoby coś lub ktoś „opanowywał" miasto. Z badań, o których już wspomniałem, wynika, że mieszkańcy naszego miasta deklarują akceptację dla obecności imigrantów w sferze publicznej. Natomiast o problemie zatrudniania w klubach dowiaduję się z prasy. Nie jest to temat, o którym jestem informowany przez policję.
Czasem tak odstraszają, że są wypadki śmiertelne. Jedna z osób została śmiertelne pobita przez ochronę. A z 36 kamer nie zostało ani jedno nagranie.
W żadnym środowisku nie da się całkowicie wyeliminować zjawisk negatywnych. Ważne jest raczej, by przestępcy mieli świadomość nieuchronności kary. Złapanie i ukaranie sprawców odstręcza tych, którzy mogliby zachować się w podobny sposób. Mam też świadomość, że niestety część osób z tego środowiska chce się po prostu pokazać i zobaczyć swoje zdjęcie w mediach. Chcą mieć swoje pięć minut. I nie do końca mają świadomość znaczenia i konsekwencji swoich czynów.
Jak na  Przystanku Woodstock, gdzie chłopak z Białegostoku napadł na Grzegorza Miecugowa?
Tak, niewątpliwie chciał się pokazać w mediach, stać się rozpoznawalny. Chęć zaistnienia staje się również motywem. Z tego powodu media powinny oczywiście informować o tych zjawiskach, ale nie epatować zdęciami.
Czy jeżeli spotkamy się za dwa lata będzie można powiedzieć, że problem skinheadów w Białymstoku jest rozwiązany?
Już po ostatnim podpaleniu z kwietnia jest znacznie lepiej. To może oznaczać, że działania policji na poziomie operacyjnym są skuteczniejsze niż wcześniej. Jak już wspomniałem, wyrok odsiaduje Tomasz P. Ale z drugiej strony, kiedy kilka lat temu policja wzięła się trochę odważniej za te środowiska, to została oskarżona o łamanie praw obywatelskich. Komendant wojewódzki omalże nie stracił stanowiska za akcję pod urzędem wojewódzkim. Temat jest delikatny.
Może nie poruszalibyśmy tego tematu, gdyby premier i szef MSW nie nadali mu rangi ogólnokrajowej. Nie ma pan wrażenia, że była to próba wypromowania się poprzez hasło walki z faszyzmem?
Nie. Chociaż minister uznał, że jest to wyłącznie sprawa rządowa i samorząd nie powinien się w to włączać. Być może to stwierdzenie nie było właściwe, ale fakt, że się rząd zaangażował, że postawił sprawę na ostrzu noża, że angażuje się w to wiele służb, jest pozytywny.
Czy uważa pan, że hasło: "Nie przepraszam za Jedwabne" (używali go dwa lata temu skini zakłócający w Białymstoku Marsz Jedności,), to mowa nienawiści?
Wydarzenia w Jedwabnem to temat niezwykle bolesny. Dlatego należy być bardzo delikatnym w tej sprawie, by nie urazić uczuć ofiar tej zbrodni. Takie słowa są nie na miejscu.
Zmieńmy temat. Jak udało się zmienić Białystok przez ostatnie siedem lat?
Udało się zrobić bardzo dużo, głównie dzięki dobrej współpracy. Mam w sobie chyba taką nutkę koncyliacyjną, co na tym stanowisku jest niezwykle potrzebne. Przygotowujemy projekty, dzięki którym miasto wciąż się rozwija. W ciągu ostatnich kilku lat wyremontowaliśmy około 50 km dróg, kolejnych 50 km zbudowaliśmy. To jest jedna czwarta całej substancji sieci drogowej w mieście. Rozbudowujemy sieć ścieżek rowerowych, inwestujemy w nowoczesny tabor autobusowy. Rozwijamy bazę kulturalną.
Muszę przyznać, że wielu z tych przedsięwzięć nie udałoby się zrealizować bez bardzo dobrej ekipy współpracowników. Adam Poliński, mój zastępca, człowiek wyjątkowo zaangażowany w sprawy miasta, jest symbolem mojego zespołu.
Nie baliśmy się trudnych decyzji, które po latach mieszkańcy docenili. Jedną z nich była przebudowa Rynku Kościuszki. Większość białostocczan jest dumna z tego, jak wygląda rynek, na którym koncentruje się życie naszego miasta. Kolejna trudna decyzja to likwidacja bazaru w centrum miasta, gdzie obecnie buduje się galeria handlowa.
Białostocczanie nie chcą pana odwołać za rozkopanie połowy miasta?
Mówią, że utrudnienia są uciążliwe, ale wierzą, że będzie lepiej. W wielu miejscach miasta już przeżywaliśmy przebudowy i okazywało się, że po ich zakończeniu jest zasadnicza poprawa. W tej chwili rzeczywiście mamy kulminację, bo zamknięte jest główne skrzyżowanie. Ale dzięki temu, że wcześniej zbudowaliśmy inne ulice w okolicy, to ruch się rozkłada.
Na jakim poziomie pozyskujecie środki z Unii Europejskiej?
Inwestycje, które realizujemy w ramach perspektywy 2007–2013 warte są około 2,6 mld zł. Ponad 1,5 mld zł to dotacje, które pozyskaliśmy na nasze przedsięwzięcia.
Jakie osiągniecie ma dla pana największe znaczenie?
Chyba to, że udało mi się zaszczepić białostocczanom dumę z tego, że tu mieszkają. Dzisiaj już nikt nie wstydzi się, że jest z Białegostoku, które jest miastem kompaktowym, pełnym zieleni z dostępem do nowoczesnej edukacji i kultury na wysokim poziomie. Młodzi ludzie po studiach coraz częściej tutaj wracają.
Jakie jest pana zdanie na temat zmiany ustawy referendalnej i podniesienia progu liczby wyborców biorących udział w głosowaniu w sprawie odwołania władz?
O odwoływaniu powinni decydować ci, którzy powoływali. Paradoksem jest, by mniej osób mogło prezydenta odwołać niż go wybrać. Referendum warszawskie to był akt polityczny, mający na celu m.in. wypromowanie się kilku osób. Kto wiedziałby dziś o burmistrzu Ursynowa gdyby nie referendum wss odwołania Hanny Gronkiewicz -Waltz? Warszawa jest trudnym miastem, zwłaszcza z uwagi na brak obwodnicy. Jeśli chcemy usprawnić komunikację, to trzeba ją na chwilę pogorszyć. Absolutnym pechem było zalanie tunelu zaraz po jego otwarciu, ale takie sytuacje mogą się zdarzyć w każdym mieście. Nie ma w tym żadnej winy pani prezydent.
Skąd tolerancja w mieszkańcach Białegostoku dla rozkopanego miasta i pana jako sprawcy tego bałaganu?
Zanim zaczęliśmy przebudowę głównych dróg, wyremontowaliśmy inne w okolicy. To spowodowało, że ruch się rozkłada i korki są niewielkie. Poza tym bardzo dbamy o czystość, o zieleń. Miasto wygląda ładnie, jest zadbane, więc ludzie wybaczają trudności wynikające z prac remontowych.
Pomaga brak przynależności partyjnej?
Nie przeszkadza. Nigdy nie należałem do żadnej partii. Może poza partią, która nazywa się „Białystok". Kiedy zostałem prezydentem z poparcia Platformy Obywatelskiej, powiedziałem od razu, że jestem i pozostanę bezpartyjny. Dotrzymałem słowa.
A jak wygląda współpraca z radą miasta?
Sytuacja jest niejednoznaczna. Wszystkie kluby, które są w radzie, mają według pewnego parytetu podzielone przewodnictwa w komisjach. Tego nie ma np. w Gdyni, gdzie większość ma komitet prezydenta Szczurka, żadnej komisji nie przewodniczy przedstawiciel opozycji. Mimo bezwzględnej większości, którą do niedawna miała Platforma Obywatelska, starałem się pewien poziom współpracy zachowywać. Chociaż teraz widzę, że to niewiele daje. W głównych głosowaniach opozycja jest przeciwko i robi wszystko, żeby przeszkadzać.
Opozycją totalna?
Opozycja wybiera sobie jeden czy dwa tematy na sesję i wtedy jest „nie, bo nie". W pozostałych kilkunastu tematach oceniam jej działania jako racjonalne.
Jest to działanie lokalnych polityków czy odgórne, na zasadzie „musimy odbić Białystok dla PiS"?
Jedno i drugie, ale spore znaczenie ma tutaj działalność na poziomie lokalnym. Nowym przewodniczącym regionu SLD jest człowiek, który ma ambicje zostać prezydentem miasta i stara się jak najwięcej zaszkodzić.
Ma pan swojego Guziała?
Może nie do tego stopnia, ale rzeczywiście przez swoje wypowiedzi i irracjonalne ataki pokazuje, że chce zbudować swoją pozycję. Jest bardzo koniunkturalny, a ludzie bardzo tego nie lubią. Natomiast PiS działa w taki sposób: jeżeli tylko są szanse, by coś „ugrać", to zrobi wszystko, żeby zaszkodzić. Samo krytykanctwo nie trafia do społeczeństwa, jest nieskuteczne.
Część mieszkańców Białegostku jest za likwidacją straży miejskiej.
To jest postulat absolutnie bez sensu. Ludzie nie lubią straży miejskiej, bo ona ma charakter represyjny: ukarze za nieodśnieżenie, za źle zaparkowany samochód itd. Ale też w wielu sytuacjach bardzo pomaga. Gdyby jej nie było, to należałoby powołać inną instytucję prowadzącą działania o tym samym charakterze.
Negatywny obraz straży wziął się z nieszczęsnych fotoradarów. U nas od sześciu lat straż miejska ich nie używa.
Dlaczego?
Bo uważamy, że powołana jest do innych celów.
To jest działanie wbrew polityce krajowej.
Nie działamy zgodnie z polityką ogólnokrajową, tylko z naszą własną, dla dobra mieszkańców miasta.
Nie chcecie sobie zasilić budżetu z mandatów?
Straż miejska w Białymstoku kosztuje 9 mln zł. A wpływy z mandatów wynoszą tylko 1,3 mln. Czy to oznacza, że straż jest tylko po to, żeby zarabiać na siebie z mandatów? No właśnie nie! Służy ludziom i dopóki ja będę miał coś do powiedzenia, to działania zmierzające do likwidacji straży będę traktował jako tematy zastępcze na sezon ogórkowy.
Czy ustawa śmieciowa uderzyła w jakiś sposób w białostocczan?
Trudność w jej wprowadzeniu polegała na tym, że  jeszcze w lutym była nowelizowana, a weszła w życie od 1 lipca. Ustawa bardzo trudna, wręcz rewolucyjna, ale konieczna. W dłuższym okresie powinna przynieść pozytywne skutki. Jeśli chodzi o opłaty, to zgodnie z zapowiedziami, po przetargach, obniżyliśmy ich wysokość. Choć rzeczywiście mogą być one dotkliwe dla osób mieszkających samotnie. Tu jednak mamy narzędzie łagodzące w stosunku do emerytów i rencistów. W rzeczywistości, przeciętna, czteroosobowa rodzina płaci tyle co poprzednio albo nawet mniej.
Kogo w Białymstoku najbardziej dotyka bezrobocie?
Bezrobocie jest na poziomie krajowym, czyli około 13 proc. Rejestruje się dużo ludzi młodych, ale głównie ze względów ubezpieczeniowych oraz możliwości odbycia praktyki. Ci młodzi ludzie nie zasilają armii bezrobotnych. Rynkowe stawki płac są nieatrakcyjne, dlatego młodzi wolą mieć status bezrobotnego i wyjeżdżać do pracy za granicę albo dorabiać w szarej strefie. Dość skuteczne są szkolenia finansowane ze środków Unii Europejskiej. Wiadomo, że formami administracyjnymi nie zlikwidujemy bezrobocia, ale to akurat narzędzie uważam za właściwe.
Podstawowym sposobem na zmniejszenie bezrobocia jest jednak dawanie przedsiębiorcom możliwości tworzenia nowych miejsc pracy. Dopóki wzrost gospodarczy nie będzie na poziomie 5 proc. , to te miejsca pracy nie będą się tworzyć w sposób zadowalający.
Czy przez brak lotniska nie tracicie miejsc pracy?
Nie mamy statystyk, ale jest to pewna bariera. To nie jest tylko kwestia lotniska, ale generalnie infrastruktury komunikacyjnej. Teraz sytuacja się poprawia, od strony Warszawy powstają obwodnice większych miejscowości, częściowo jedzie się już dwupasmówką. Natomiast bariera dostępu wciąż istnieje i dopóki jej nie przełamiemy, Białystok będzie miał mniejsze szanse w porównaniu np. miastami na zachodzie Polski.
Ludzie są zawiedzeni, że nie ma lotniska. Od wielu lat mówi się o budowie, ale nic z tego nie wychodzi.
Budowa lotniska leży w kompetencjach władz regionalnych. Sytuacja wygląda tak, że marszałek ma nową decyzję środowiskową, ponieważ poprzednia została uchylona przez Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Choć przyznam, że z punktu widzenia Białegostoku optymalna byłaby lokalizacja na zachód od miasta. Ale jest ona niemożliwa do realizacji z powodów środowiskowych. Ta obecnie proponowana znajduje się 30 km na wschód od Białegostoku, w Topolanach.
A władze regionalne nie spieszą do budowy lotniska?
W tym wypadku właściwe jest powiedzenie „spiesz się powoli". W przypadku decyzji środowiskowych żadna droga na skróty się nie opłaca. Realizacji tej inwestycji nie ułatwia także fakt, że Bruksela zmieniła podejście do budowy portów regionalnych. Przyznanie dotacji na lotnisko w następnej perspektywie finansowej będzie poprzedzone bardzo wnikliwą analizą Komisji Europejskiej. W nadchodzących siedmiu latach będzie jeszcze dużo pieniędzy do dyspozycji, ale menu tematyczne jest już inaczej sformułowane. Podejmujemy działania, by stworzyć lokalne lotnisko na potrzeby małych samolotów, np. taksówek powietrznych.
Białystok słynie z multikulturowości. Czy obcokrajowcy nie zabierają dodatkowo miejsc pracy?
Jest to zjawisko marginalne, które nie jest u nas odczuwalne. Białorusinów witamy z otwartymi ramionami. W zeszłym roku zostawili w polskich sklepach ponad 2,5 mld zł. Znaczna część z tej kwoty została przeznaczona na zakupy w Białymstoku. Dzięki temu nasi kupcy, przedsiębiorcy nie odczuwają kryzysu.
Białorusini są także celem ataków wandali?
Nie słyszałem o takim przypadku.
W tym roku miała miejsce 70. rocznica wybuchu powstania w getcie białostockim. Nie ma pan wrażenia, że jest to uroczystość zapomniana, w cieniu warszawskich obchodów?
Zawsze jesteśmy w cieniu Warszawy, bo jesteśmy sześć razy mniejsi. Nie zmienia to jednak faktu, że poważnie podchodzimy do naszej historii, której elementem jest powstanie w getcie.  To, co działo się w Białymstoku podczas obchodów rocznicy pokazało, że te wydarzenia są dla nas ważne, że pamiętamy. Mieliśmy gości z Izraela i Stanów Zjednoczonych. Wszyscy stanęli na wysokości zadania, uroczystość odbyła się bez żadnego konfliktu. Pielęgnujemy pamięć o tych wydarzeniach, bo chcemy powiedzieć młodym ludziom: nie dopuście nigdy do tego, żeby ludzie ludziom zgotowali taki los.
Jak zagraniczni gości reagują na antysemickie zachowania jak np. sytuacja z pomnikiem w Jedwabnem?
Pojawiły się głosy, że musimy robić wszystko, żeby przeciwstawiać się rasizmowi, ale nasi goście mieli świadomość, że takie przypadki występują we wszystkich krajach. Takimi uroczystościami jak ta, upamiętniająca 70. rocznicę powstania w getcie białostockim, pokazujemy, że nie ma przyzwolenia na agresję i nienawiść.
Dlaczego wycofał się pan z patronatu nad Podlaskim Kongresem Kobiet?
Decyzję o wycofaniu patronatu podjąłem wyłącznie z przyczyn formalnych. Organizatorzy, już po przyznaniu przeze mnie patronatu honorowego, zmienili program imprezy, co sami dwukrotnie przyznali w prasie. Nie zostałem o tym poinformowany. Stąd moja decyzja.
Wystartuje pan w kolejnych wyborach?
Teraz o tym nie myślę. Koncentruję się na tym, żeby dobrze zamknąć 2013 rok, przygotować budżet na 2014, żeby wyeliminować negatywne zjawiska związane chociażby z gospodarką odpadami.
Nie ciągnie Pana do Sejmu, do Senatu?
Nigdy tam nie byłem, więc mnie nie ciągnie (śmiech).
Pojawiają się głosy, że należałoby przekształcić Senat. Myśli pan, że po latach prezydentury w Białymstoku mógłby pan się odnaleźć w nowym Senacie?
To raczej miejsce nie dla mnie. Ale jednocześnie uważam, że w izbie wyższej parlamentu należy zarezerwować połowę miejsc dla najważniejszych samorządowców. To, po pierwsze, zmieni układ partyjny. Po drugie, już na poziomie tworzenia aktów prawnych można byłoby zapobiegać tworzeniu niekorzystnych rozwiązań jak np. ustawa o zamówieniach publicznych, która jest największym grzechem parlamentu. Wszystkie problemy związane np. z budową dróg wynikają z wadliwego działania ustawy o zamówieniach publicznych. Wiele firm upada, bo wygrywają przetargi poniżej kosztów, a potem odbijają to sobie na podwykonawcach, zwyczajnie ich okradając. To jest bardzo powszechne zjawisko, o którym powinno się krzyczeć.
Czy centralna polityka daje mocno w kość samorządom? Czy są jakieś ustawy, które należałby jak najszybciej wprowadzić?
Tak. Dobrze byłoby, żeby rząd wszystkich traktował równo centralę, jak i samorządy. Mówię tutaj np. o próbie wicepremiera Rostowskiego nałożenia na samorządy sztywnych i szkodliwych zasad ograniczających zadłużanie się. Centrala nie powinna też przerzucać na samorządy obowiązków bez zapewnienia źródła finansowania tych zadań. W praktyce, by realizować wiele z zadań zleconych przez centralę, musimy do nich dopłacać.
Ma pan poczucie niesprawiedliwości, że takie miasta jak Białystok, zlokalizowane gdzieś przy granicach Polski, są traktowane po macoszemu?
Czasem być może mam takie odczucie, ale ja ze swej natury nie mam zwyczaju narzekać. Ja po prostu robię swoje. Trzeba się uczyć żyć z tego, co sami wypracujemy. I tego samego trzeba uczyć społeczeństwo. Nasz los jest w naszych rękach.
Będzie pan zachęcał, żeby pójść do wyborów parlamentarnych, czy będzie jak z białostockim referendum w sprawie prywatyzacji MPEC wiosną tego roku?
(Śmiech) Zawsze zachęcałem do aktywności obywatelskiej. Na referendum nie byłem ze względów pragmatycznych. W polityce liczy się również skuteczność.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA